Lesław Nowara - Poetyckie obserwatorium

Tomik „Sprawozdania z obserwacji”, będący książkowym debiutem Sabiny Wawerli-Długosz, wydany przez krakowskie wydawnictwo Miniatura w połowie 2015 roku, zapowiada się na jedno z najciekawszych wydarzeń poetyckich ostatnich lat.

Autorka publikuje w prasie literackiej i w mediach internetowych od ponad 18 lat, w tym przypadku możemy mówić więc o dojrzałym i starannie przemyślanym debiucie książkowym, zwłaszcza, że w tomiku pomieszczone zostały w przeważającej mierze wiersze już publikowane w innych mediach - jest więc on swoistym podsumowaniem dorobku artystycznego poetki.

Sabina Wawerla-Długosz od kilkunastu lat związana jest artystycznie z gronem twórców skupionych wokół Instytutu Mikołowskiego i pewne poetyckie wpływy tego środowiska (m.in. takich poetów jak Maciej Melecki, Krzysztof Siwczyk, Marta  Podgórnik) niewątpliwie zaznaczyły swój ślad w jej twórczości.

Wiersze z tomu „Sprawozdania z obserwacji” nie stanowią łatwej lektury, nie tyle na poziomie werbalnym, ile w kwestii określenia ich sensu, przesłania, idei, jakie można wyinterpretować z tych utworów. W zasadzie pierwszym etapem interpretacji jest w tym przypadku nie tyle treść wierszy, ile ich forma, a zwłaszcza sposób prowadzenia poetyckiej narracji. Te wiersze nie tyle nie są narracyjne, ile sposób poprowadzenia rzeczonej narracji jest zaskakujący i nieoczywisty. Z jednej strony pewna ezopowość tekstów nasuwa skojarzenia z dawną poetyką Nowych Roczników (dla przypomnienia – tą nazwą obdarzano w krytyce literackiej pokolenie poetów debiutujących w okresie po 1975 roku, aż do czasu przełomu sierpnia 1981 r.), z drugiej strony – z różnymi nurtami w sztuce, czy też pojedynczymi tekstami, posługującymi się podobną metodą przekazu.

Najkrócej, choć niekoniecznie najtrafniej, można tę poetykę określić jako dekonstruktywizm, rozumiejąc to jako oparcie utworu na idei defragmentacji. Ale wrzucenie wierszy z tomu „Sprawozdania z obserwacji” do takiej szuflady nie załatwia problemu. Nie chodzi tu bowiem o klasyfikację, ale o wyjaśnienie istoty i sensu metody konstrukcji wiersza, jaki Sabina Wawerla-Długosz obrała w swojej poezji.

Rzecz można ująć w dwóch aspektach – rzeczony dekonstruktywizm, ma bowiem dwa wymiary: pierwszy - odnosi się do przedmiotu opisu (osób, zdarzeń), drugi – do samego podmiotu lirycznego (albo nawet – autora). Może „witrażowy” montażu elementów opisu świata jest po prostu skutkiem i naturalną konsekwencją dekonstrukcji dokonującej się w świadomości tegoż podmiotu i jego poczucia fragmentaryczności procesu poznania?

Ciekawie ilustruje takie zjawisko, a nawet swoistą autodiagnozę, fragment wiersza  „Autoportret we wnętrzu rodzinny” innego poety, Stanisława Krawczyka, który ujął to w taki sposób:

„Ja
 w lustrze rozbitym
 cały
 odbity
choć rozbity lustrem”

Oczywiście w przypadku wierszy z tomu Wawerli-Długosz, nie jest to wynik ułomności w postrzeganiu świata, ale – świadomy wybór takiej metody, a co najmniej: wyników jakie daje takie postrzeganie. Więc tytuł tomu „Sprawozdania z obserwacji” w tym kontekście na pewno nie jest przypadkowy, przeciwnie jest świadomym wyborem, bo trudno sobie wyobrazić, że autorka będąca absolwentką Uniwersytetu Śląskiego – kierunku edukacja filozoficzno-społeczna, nie zadawałaby sobie sprawy jakie tropy interpretacyjne podsuwać będą jej wiersze.

Proponowana przez Sabinę Wawerlę-Długosz poetyka, nie jest dla czytelnika łatwa, wymaga dużej dozy wyobraźni, zdolności do skojarzeń, a zarazem uwolnienia się od imperatywu rozumienia wiersza. Tak samo jak świat, który postrzegamy wokół, jest spójną całością, choć składa się z tysięcy pozornie nie łączących się wzajemnie elementów. O tyle właśnie te wiersze są niekiedy prawdziwsze, niż poezja skonstruowana na zasadzie przejrzystości i czytelności przekazu, w której wszystkie elementy są spójnie powiązane i „przycięte” na wymiar.

Wiele mówiący jest także sam tytuł tomu: „Sprawozdania z obserwacji”, w którym zawiera się deklaracja obiektywizmu i dystansu poetki do opisywanych osób, miejsc, zdarzeń, a nawet emocji i uczuć. Deklaracja ta nie musi być tożsama z faktyczną zawartością wierszy, które wcale nie są wolne od subiektywizmu, bo takie być nie mogą, skoro sama już obserwacja i przekaz tego co było przedmiotem obserwacji, są ze swej istoty „skażone” subiektywizmem. Pasuje do tego stwierdzenia szeroko znana i wielokrotnie cytowana teza Herberta Marshalla McLuhan’a, że „środek przekazu sam jest przekazem”, której sens odnosił się co prawda do zjawisk z zakresu teorii komunikacji, a nie literatury,  ale przecież  każdy wiersz również jest formą komunikacji, a w takim ujęciu ma najwyraźniej dwoistą naturę, będąc zarazem przekazem, jak i środkiem (poetyckiego) przekazu.

Można też zaryzykować tezę, że tropy interpretacyjne jakie opisałem, są świadomym i celowym zabiegiem poetki, która podsuwa czytelnikowi taki właśnie sposób odczytania jej wierszy, a za pozornym dystansem, kryje się o wiele więcej głębokich przeżyć i uczuć, niż te, które odbieramy po pierwszej, może nie zawsze dostatecznie refleksyjnej, lekturze.

Może właśnie tak należy rozumieć choćby ten fragment  wiersza  „Nie (Odejdę)”, w którym znajdziemy taką oto frazę: „Jestem kilka słów od ciebie na wyciągnięcie języka (...)”.

Podmiot liryczny wierszy Sabiny Wawerli-Długosz nie jest więc trwale oddalony, zdystansowany, przeciwnie – czeka jedynie na kogoś kto zechce „przejść” w jego stronę tych „kilka słów” i zbliżyć się do niego nawet nie tyle intelektualnie, ile raczej – emocjonalnie.

Jest w tej książce kilka niezwykle osobistych wierszy, świadczących o głębokiej emocjonalności tej poezji, która po prostu stawia przed czytelnikiem wysokie wymagania, ale każdym słowem wynagradza uważną, skupioną i otwartą na jej magię lekturę ... A idealnym tego przykładem może być wiersz „Moje kościoły”, który – na zakończenie – chciałbym przytoczyć w całości.

Moje kościoły

Chciałabym ci pokazać moje kościoły
Gdzie zawsze trwa msza o świcie
A wiara jest pełna wiary bijąca piąstkami
Na przebudzenie
Nie wiesz jak krótkie jest życie…
Chciałabym tak mocno zaciskać ręce jak robią
To święci na małych prostokątnych obrazkach
Oni wiedzą czego się trzymać
I jak z bólu krzesać płomienie
Jednak świt w moich kościołach wschodzi
Coraz rzadziej a msza trwa jedynie chwilę
Częściej przysiada ćma-czarny motyl łopoczący
O świcie. Wtedy łatwo o oddalenie
O pustą ławkę na mszy o świcie.


Sabina Wawerla-Długosz, Sprawozdania z obserwacji, Wydawnictwo Miniatura, Kraków 2015,  ss. 56.
               

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież