Ariana Nagórska - Szczęście Władysławy-filolożki

(Kontynuacja serii "Szczęść..." z numerów 7–11/2015)

Władysława-filolożka wyszła za mąż za naukowca i pisarza Damiana Grzesika wyłącznie dzięki Baśce, której nawet nie znała. Damian stracił horrendalne sumy, przez dwa lata wydzwaniając do Baśki po całej Europie (a w sezonie letnim nawet poza ten kontynent). W końcu litościwa Baśka mu doradziła: – Weź się Cacuś nie marnuj! Jak raz książkę wypuściłeś, to już ci ten nałóg nie przejdzie. A do permanentnego pisania potrzebna jest ci baba silna i stabilna. Taka co zarobi, obrobi, ugotuje i tobą pokieruje. Tylko nie zafunduj sobie jakiejś tępej gosposi! Szukaj robotnej fizycznie, ale wykształconej, jak się to mówi, humanistycznie! Koniecznie takiej, co sama nic nie tworzy, ale będzie przez całe życie dumna, mając twórcę w łóżku i w obejściu. Więcej już mi Pimpusiu głowy telefonicznie nie zawracaj, bo akurat do mnie to ty pasujesz jak wół do rakiety!

 Wkrótce potem trzydziestoletni Pimpuś dośmiertnie przyobiecał walory swego ciała i ducha Władysławie-filolożce. Zarówno robotna, jak i obrotna, rodzić zamierzała na potęgę, ale tylko we własnym domu. Na budowę domu w mieście nie było ich jednak stać, wrócili więc do rodziców Damiana na wieś, gdzie podjęli pracę w Gminnym Ośrodku Kultury. Ona jako instruktorka zespołów teatralnych (niejednokrotnie nagradzana nawet przez samego wojewodę), on zaś jako animator zajęć dla przedszkolaków. Rodzice, cała wieś i krewni uważali, że to wstyd i hańba, żeby dawny pracownik naukowy uniwersytetu miał stanowisko gorsze od swej herszt-baby i zarabiał grosze na śpiewaniu maluchom Stary niedźwiedź mocno śpi! Przedszkolaki narzekały, że ten pan nie zna się na komputerach i jego zajęcia są nudne. Już dawno straciłby pracę, gdyby nie tupet i układy pani Władysławy. Ona jedna bez zastrzeżeń pławiła się w szczęściu. Pod jej nadzorem niepraktyczny małżonek skromną chałupę jednak wybudował, chude drzewko posadził, a synów spłodził nawet kilku, na dodatek wciąż pisząc i wypuszczając książki. – Kredytu na druk tych książek nie brał we frankach, tylko w polskich złotych, bo jest przezorny i inteligentny – z dumą powtarzała sąsiadkom. – Nie ma ludzi bez usterek, ale na szczęście jego pisarstwo w pełni rekompensuje wszelkie inne mankamenty. Nie na darmo od dzieciństwa wpajano mi w rodzinnym domu rzadką cnotę optymizmu heroicznego!

28 VIII 2015

Również tego autora