Ariana Nagórska - Szczęście Damiana wykształciucha

(Kontynuacja serii "Szczęść..." z numerów 7–11/2015)

Od czasu uzyskania tytułu magistra Damian nie pokazywał się we wsi przez cztery lata. Gdy w niedzielny poranek zajechał niezbyt nową Toyotą wprost przed kościół, Grzesikowa zamiast powitań zaczęła się żegnać. Damian uśmiechnął się pobłażliwie: – Nie rób obciachu, mamusiu. To nie jest trendy!

Przez całą niedzielę odwiedzał znajomych, każdej pani dając czekoladę mleczną, a każdemu panu gorzką. Wszystkich wypytywał o Baśkę. Miał szczęście, że nie mógł zagadnąć Antka, który akurat leżał nieprzytomny w rowie.

Przyjezdny informował, że pracuje na uniwersytecie i wydał książkę. Z nadzieją dopytywał: – Czytaliście ją może? – a każdy mu odpowiadał: – Uchowaj Boże! Jedynie stary Zając bez krępacji skłamał: – Pewnie, że czytałem! Jest o życiu. – Owszem, o życiu godziwym, dzięki wywalczonej demokracji. A jak Basia sobie w tym ustroju radzi? – Radzi sobie na Zachodzie, tak jak i nasza Aśka-cwaniara. Aśka sama zarabia jako modelka, a na leniwą Baśkę robi jakiś model antyczny.

– JA mam dopiero 28 lat, najlepszy wiek na rozpoczęcie kariery – pochwalił się Damian. – To czemu się nie żenisz?  Za takiego z kasą każda dziewucha chętnie się wyda i nawet jak książkę wydał, to jej i tak nie odstraszy! – Ani jako młody naukowiec, ani jako pisarz zbyt dużo się, niestety, nie zarabia. – No to z czym ty chłopie chcesz startować do Baśki? – Pragnę ją wyrwać z zepsutego Zachodu i obdarzyć szczęściem posiadania dziecka. – Tego szczęścia chyba już trochę zaznała, bo wydaje mi się, że jej stary fagas początkowo był zupełnie jak dziecko. U niej jednak dorasta się w przyspieszonym tempie.

Po tej rozmowie Damian w przyspieszonym tempie podjął decyzję, by z Baśką natychmiast pogadać. Ludziska mu podawali przeróżne numery telefonów. Zasiadł w swym dawnym dziecinnym pokoju, a Grzesikowa przyniosła od agronoma butelkę whisky. Sporządził sobie maleńkiego drinka, sączył i dzwonił, lecz nie mógł jakoś zaznać spełnienia ani stacjonarnie, ani komórkowo.

Kilka godzin później wyskoczył jednak z pokoju upojony szczęściem wcale nie stymulowanym sztucznie (butelka whisky pozostała prawie nietknięta). – Porozmawiałem z Basieńką! Wyobrażacie sobie?!  Po tylu latach porozmawiałem! Na szczęście nic jej ten Zachód nie zmienił, jak zawsze ma dla porządnego człowieka miłe słowo. W liceum nazywała mnie Pimpuś, a teraz Cacuś-bejbi!

7 VIII 2015

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora