• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Andrzej Lewandowski - Szagané, ormiańska Beatrycze Jesienina

    1. Spotkanie

    Było piękne, grudniowe popołudnie 1924 roku. Wbrew kalendarzowi, w położonym nad brzegiem Morza Czarnego gruzińskim mieście Batumi, nie było żadnych oznak zimy. Znane ze swoich wspaniałych parków i ogrodów miasto, pyszniło się południową, bujną roślinnością, w powietrzu unosiły się zapachy egzotycznych kwiatów. Na ulicach kłębił się różnobarwny, różnojęzyczny tłum: Gruzini, Ormianie, Rosjanie, ortodoksyjni Żydzi i muzułmańskie kobiety w czadrach.

    Młoda nauczycielka ormiańskiej szkoły, Szagané Taljan, wracała właśnie po skończonej pracy do domu. Niedaleko szkoły zauważyła młodego mężczyznę, zdecydowanie wyróżniającego się w tłumie przechodniów. Wysoki, jasnowłosy, niebieskooki, elegancko ubrany wyglądał na cudzoziemca lub przybysza ze stolicy. W pewnej chwili spostrzegła, że nieznajomy podąża za nią. Była piękną 24-letnią kobietą o bujnych kasztanowych włosach, niezwykle wyrazistych czarnych oczach, zapewne przywykłą do tego, że zwraca na siebie uwagę mężczyzn.

    Obce jej było jednak zawieranie przypadkowych znajomości. Nie pozwalały na to jej surowe obyczaje i zasady moralne, którym niezmiennie pozostawała wierną. Przyspieszyła kroku, ale mężczyzna uczynił to samo. Przyspieszyła jeszcze bardziej i uspokoiła się dopiero wtedy, gdy znalazła się w maleńkim pokoiku, wynajmowanym wraz z młodszą siostrą, także nauczycielką.

    Nie był to jednak koniec dziwnej przygody. Już następnego dnia znajomy dziennikarz miejscowej gazety przedstawił jej tajemniczego „prześladowcę”. Był nim wybitny poeta rosyjski Sergiusz Jesienin. Dziennikarz, który organizował właśnie kameralny wieczór autorski Jesienina, zaprosił na niego Szagané wraz z siostrą.
    Poezja Jesienina, ciesząca się nadzwyczajną popularnością na północy Rosji, nie była jeszcze zbyt znaną w Batumi. Z tym większym zachwytem słuchano jej strof w niezrównanym wykonaniu samego poety. Żeńska część audytorium z uwielbieniem wpatrywała się w jasnowłosego cherubina – on wpatrywał się w pięknooką nauczycielkę. Po skończonej recytacji usiadł obok niej i spróbował objąć ją ramieniem. Odsunęła się stanowczym ruchem, ku zaskoczeniu poety nawykłego do nieustannych dowodów uległości ze strony kobiet. Dlatego też pożegnanie po skończonym wieczorze wypadło dość chłodno.

    Wielkie było zaskoczenie Szagané, kiedy nazajutrz zobaczyła Jesienina czekającego przed szkołą. Przyjaźnie wyciągnęła rękę, a on, jak gdyby kontynuując przerwaną przed chwilą rozmowę, powiedział: -  Dziś na morzu jest sztorm. Nie lubię takiej pogody, chodźmy lepiej poczytać wiersze. – Poszli ulicami, a potem bulwarem Batumi. Jesienin nie zwracał uwagi na otaczającą ich wspaniałą przyrodę. Kilka dni wcześniej zachwyty przyjaciół, z którymi przyjechał z Tyflisu skwitował obojętnie słowami – jak w oranżerii. –  W pewnej chwili wyjął zapisane kartki i zaczął czytać:

                            Szagané, ty moja Szagané!
                            Ja z północy pochodzę – i cóż?
                            Tobie pole pokazać dziś chcę,
                            Blask księżyca nad łanami zbóż.
                            Szagané, ty moja Szagané.

    Czego szukał poeta w dalekim Batumi? Kim była skromna ormiańska nauczycielka, bez której prawdopodobnie nie mógłby powstać cykl liryków „Perskie motywy”, jedno z największych arcydzieł rosyjskiego poety.

    2. Perscy klasycy poezji

    Bariera językowa oraz wielowiekowe konflikty pomiędzy światem chrześcijańskim i muzułmańskim sprawiły, że twórczość średniowiecznych klasyków poezji perskiej bardzo późno, bo dopiero w epoce Romantyzmu zaczęła docierać do czytelników europejskich. A było to zjawisko mające niewiele równych sobie w historii światowej poezji.

    Już na przełomie X i XI w. Firdusi, nadworny poeta kilku władców, stworzył monumentalny legendarno-historyczny epos „Szahname”, który na długo stał się niedoścignionym wzorcem tego gatunku literackiego. Zawarte w nim szeroko rozwinięte wątki miłosne jak na przykład „Opowieść o miłości Zala i Rudabe”, sprawiły, że Firdusiego uważa się za prekursora epiki romantycznej.

    Żyjący w XI w. filozof, matematyk, astronom i lekarz Omar Chajjam, którego osiągnięcia naukowe do dziś budzą podziw, był także wybitnym poetą. Pisał on w języku perskim utwory o charakterze epigramatycznym, zwane rubajjatami. W dowcipnych i często gorzkich czterowierszach szydził ze współczesnych mu prądów filozoficznych oraz zmagał się  z  zagadnieniem egzystencjalnego bezsensu. Choć znaczna część dorobku poetyckiego Chajjama uległa niestety zniszczeniu, już pierwszy przekład ocalałych rubajjatów na język angielski opublikowany w 1859 roku przez E. Fitzgeralda, wzbudził ogromne zainteresowanie i pociągnął za sobą całą lawinę przekładów na inne języki europejskie, w tym również na język polski.

    XIII-wieczny wędrowny derwisz Saadi, po dwudziestoletnim przemierzaniu Wschodu, zamieszkał w wieku 50 lat w Szirazie, gdzie stworzył dwa arcydzieła literatury perskiej o dydaktycznej i etycznej treści: „Bustan” (Sad) i „Gulistan” (Ogród różany). Pisał także wiersze o charakterze mistycznym oraz niezwykle subtelną lirykę miłosną.

    Mieszkańcem Szirazu był także Hafiz, żyjący w XIV w. mistrz gazelu, niezwykle wyrafinowanej formy wiersza lirycznego. Poezja Hafiza, w której oprócz przyrody głównym tematem była miłość, przyniosła mu sławę najwybitniejszego, średniowiecznego liryka perskiego. Kiedy w 1813 roku 64-letni wówczas Johann Wolfgang Goethe poznał poezję Hafiza, w nie najlepszym zresztą przekładzie niemieckiego orientalisty J. v. Hammera – Purgstala, odkrył w niej takie pokłady piękna, że wystarczyły mu na całe lata zachwytów. Zafascynowany nieznanym dotąd światem poeta, poświęcił się wnikliwym studiom, których owocem był obszerny tom wierszy zatytułowany „Dywan Zachodu i Wschodu”, jedno z jego najbardziej znaczących osiągnięć poetyckich.

    Wschód fascynował również innych poetów doby Romantyzmu, szczególnie Byrona i Słowackiego. Puszkin napisał w 1824 roku cykl dziewięciu wierszy „Naśladowanie Koranu”. Napisał także wiersz „Z Hafiza”, a w „Eugeniuszu Onieginie” przywoływał imię Saadiego, choć twórczość tych poetów znał zapewne jedynie ze słyszenia. Lermontow stworzył utrzymany w stylistyce ostatniego wiersza Puszkinowskiego cyklu „Naśladowanie Koranu”, piękny utwór zatytułowany „Trzy palmy. Opowieść wschodnia”, a także żartobliwą , osadzoną w realiach świata islamu balladę „Schadzka”.

    3. Kaukaz

    Od końca XIX wieku zaczęły w Rosji ukazywać się coraz liczniejsze przekłady klasyków średniowiecznej poezji perskiej. Afanasij Fet, znakomity poeta i wybitny tłumacz poezji (o jego mistrzostwie translatorskim można przekonać się czytając jego niezrównany przekład ballady A. Mickiewicza „Czaty”), przełożył z niemieckiego gazele Hafiza. W ślad za nim poszli inni poeci –  i około roku 1920, rosyjskie przekłady perskiej poezji były już dość dobrze znane czytelnikom. Nie mogły one ujść uwadze Sergiusza Jesienina, zwłaszcza dotyczy to przekładów A. Feta, którego poezję Jesienin cenił bardzo wysoko. Wielkiego rosyjskiego liryka zachwyciła wyrosła na innym podłożu kulturowym subtelna poezja, jednakże jeszcze bardziej zafascynowała go jej wielowiekowa żywotność.

    Od samego początku swojej drogi poetyckiej, Jesienin marzył o zostaniu najlepszym rosyjskim poetą. Teraz zapragnął czegoś więcej i chciał stworzyć poezję, która także przetrwa wieki, podobnie jak poezja średniowiecznych Persów. Miał świadomość tego, że nie osiągnął jeszcze apogeum swoich możliwości, że tkwią w nim niewykorzystane pokłady talentu. Jednakże aby je wyzwolić, potrzeba było nowego natchnienia, nowych podniet, odmiennych od tych, które dawały alkoholowe opary „Moskwy karczemnej”, czy nowe przygody miłosne. Uwierzył głęboko, że to natchnienie znajdzie pod niebem Persji, w ojczyźnie Firdusiego, Chajjama, Saadiego i Hafiza, w ogrodach Szirazu, Bagdadu i Teheranu. Od 1920 roku czynił równie usilne jak bezskuteczne starania aby tam dotrzeć. Podjęta jesienią 1924 roku podróż na Kaukaz, była już czwartą próbą poety dotarcia do wymarzonej Persji. Pierwszym etapem był gruziński Tyflis, w którym poeta spędził kilka tygodni. Pisanie przychodziło mu łatwo, jednakże rozpoczęty tam obszerny poemat „Anna Sniegina”, podobnie jak wcześniejsze próby spłacania literackiego haraczu coraz bardziej niechętnej poecie nowej władzy, nie był na miarę jego talentu. Jesienin był przede wszystkim lirykiem i tylko jako liryk mógł osiągnąć oczekiwane artystyczne spełnienie.

    Mijały tygodnie. Szansa dotarcia do Persji coraz bardziej się oddalała, a natchnienie nie nadchodziło. Przypadkiem wpadł w ręce Jesienina, wydany właśnie tom „Persidskije liriki”, w przekładzie rosyjskiego orientalisty F. Korsza. Przez kilka dni poeta nie rozstawał się z nim. Chłonął jego treść, zżymał się na bezbarwność akademickiego przekładu, zastanawiał się jak on sam mógłby to napisać. Wreszcie olśniła go niespodziewana myśl: skoro nie może dotrzeć do wymarzonej Persji, stworzy ją sam, siłą własnej, poetyckiej wyobraźni.

    Wschód, świat islamu nie były mu całkowicie obce. W maju 1921 roku był przez kilka dni w Taszkiencie, akurat w czasie obchodów muzułmańskiego święta. Przesiadując na kobiercach czajhanów, chłonął nieznany sobie świat. Słuchał niezrozumiałego, gardłowego języka, podziwiał umiejętność zabawy i cieszenia się życiem, bez potrzeby sięgania po surowo zabronione przez Koran alkoholowe podniety. Fascynowało go godzenie obowiązku noszenia przez kobiety czadry, z okazywaną im niezwykle delikatną czułością, tak promieniującą z poezji wielkich perskich liryków. 

    Po dokonaniu wspomnianego „odkrycia”, Jesienin mógł nareszcie przystąpić do realizacji swego marzenia, którym było napisanie cyklu liryków zatytułowanego „Perskie motywy”. Wkrótce powstały dwa pierwsze wiersze : Czuję ulgę w mojej starej ranie… i  Zapytałem dziś rano w kantorze… oparte wyraźnie na wspomnieniach poety z jego pobytu w Taszkiencie. Prawdziwie perskie są jedynie wplecione w treść, nieco baśniowo brzmiące nazwy geograficzne : Chorossan, Teheran, Shiráz. Wprowadzenie przez poetę wszechobecnego w liryce perskiej motywu róży, jako symbolu kobiety, także przyczynia się do stworzenia orientalnego klimatu wierszy, urzekających lekkością, wdziękiem, humorem i optymizmem. W drugim wierszu zadający naiwne pytania narrator, skontrastowany został zabawnie z wymieniaczem pieniędzy, któremu Jesienin nadał cechy mędrca i poety. Wiersze spodobały się bardzo przyjaciołom, a wkrótce –  po opublikowaniu ich w miejscowej i moskiewskiej prasie –  także szerokim rzeszom czytelników. Sam poeta był również z nich zadowolony.

    Już w tych pierwszych próbach zarysowywał się wyraźnie temat cyklu, którym miał być proces duchowej przemiany bohatera lirycznego, szukającego spokoju i szczęścia w wymarzonym kraju, w miłości do pięknej Persjanki.

    Niestety, w ślad za pierwszymi dwoma, długo nie pojawiały się nowe liryki cyklu. Być może sam Jesienin spostrzegł pewną jego słabość. Motyw miłości był nieco sztuczny, brakowało autentycznej postaci kobiecej, której roli nie mogła pełnić wymyślona jako rekwizyt poetycki Łała.

    Kiedy wiele wieków wcześniej Dante Alighieri zaczynał pisać swe „Życie Nowe”, historię uszlachetniającej idealnej miłości, uczynił jej bohaterką mieszkankę Florencji Beatrycze Portinari, którą poznał we wczesnym dzieciństwie, a ich późniejsza znajomość aż do przedwczesnej śmierci Beatrycze ograniczała się zaledwie do wymiany pozdrowień na ulicy. Nieco później, Francesco Petrarka pisał swe nieśmiertelne sonety poświęcone nie wymienionej w nich z imienia Laurze, którą zachwycił się w kościele, w czasie uroczystości Wielkiego Piątku 1327 roku i z którą prawdopodobnie nie zamienił nigdy nawet słowa. Mogła ona jednak być przez dziesięciolecia natchnieniem poety, dzięki swemu realnemu istnieniu. Inspiracją J.W. Goethego w trakcie pisania ”Dywanu Zachodu i Wschodu” była głęboka miłość do młodszej o ponad 35 lat wszechstronnie utalentowanej i wykształconej Marianny von Willemer.

    Jesieninowi brakowało swojej, realnej Beatrycze. Tygodnie mijały, natchnienie nie przychodziło, nowe wiersze cyklu nie powstawały. Zdesperowany poeta postanowił dostać się do Konstantynopola, aby tam znaleźć nowe inspiracje. W tym celu wyjechał do Batumi, gdzie miał zamiar zaciągnąć się w charakterze marynarza, na jakiś statek handlowy zmierzający do Konstantynopola. Niestety, na przeszkodzie stawały coraz to nowe trudności biurokratyczne. Za to na jednej z ulic Batumi, wiedziony nieomylnym instynktem poety, Jesienin wypatrzył swoją Beatrycze.

    4. Szagané

    Szagané Taljan urodziła się w roku 1900 jako córka ormiańskiego duchownego i pedagoga. Ojciec wykształcił w niej najszlachetniejsze cechy charakteru i wpoił surowe zasady moralne, które nie kłóciły się jednak z wrodzoną pogodą ducha i radością życia. Niestety, Szagané straciła najpierw w wieku 11 lat matkę, a kilka lat później także ojca.

    Trwało właśnie rewolucyjne wrzenie na Kaukazie i młoda absolwentka gimnazjum daje się wciągnąć do pracy konspiracyjnej w charakterze tajnego kuriera. Z narażeniem życia odbywa siedem podróży, przewożąc pieniądze i dokumenty głęboko przekonana, że pomaga niesłusznie więzionym i ich rodzinom. Po kilku miesiącach wraca do spokojnego życia. Poślubia kochanego mężczyznę, rodzi synka Rubena, jest szczęśliwa. Szczęście trwa jednak krótko. Już po trzech latach Szagané zostaje młodą wdową i musi na nowo szukać swego miejsca w życiu. Ma co prawda ukończony cztery lata wcześniej kurs pedagogiczny i pewną praktykę w tym zawodzie, nie może jednak znaleźć pracy w Tyflisie, w którym mieszkała dotąd. Wyjeżdża do Batumi, do młodszej siostry i podejmuje w lipcu 1924 roku pracę w miejscowej szkole ormiańskiej. Gospodarze domu, w którym siostry wynajmują maleńki pokoik, nie chcą przyjąć Szagané wraz z synkiem i musi ona oddać go na wychowanie swej starszej siostrze. Po pięciu miesiącach niespodziewanie poznaje Sergiusza Jesienina.

    Powróćmy teraz na batumski bulwar, gdzie pewnego grudniowego popołudnia 1924 roku Jesienin odczytał Szagané poświęcony jej wiersz. Zapytana , jak się jej spodobał, odpowiedziała twierdząco. Wyraziła  jednak zdziwienie, jaki ona może mieć związek z treścią utworu. Jesienin wyjaśnił, że tworzy właśnie cykl liryków opartych na motywach perskich i pragnie uczynić Szagané jego bohaterką. Zapytał także, czy zna dwa wcześniejsze liryki cyklu, opublikowane w miejscowej prasie –  i nie czekając na odpowiedź zaczął je recytować. Wiersze bardzo spodobały się Szagané, ale zadała typowo kobiece pytanie: kim jest Łała? A kiedy Jesienin odpowiedział, że jest to postać całkowicie zmyślona –  nie uwierzyła.

    Zaczęli się spotykać. Jesienin przychodził zawsze z kwiatami. Były to zazwyczaj fiołki, czasami róże. Zwykle recytował jej swoje wiersze i opowiadał o ukochanej ojczystej ziemi. Ona słuchała uważnie, dzieląc się krótkimi, zazwyczaj bardzo trafnymi uwagami. Opowiadała także o swoim niełatwym życiu. Jesienina fascynowała prostota i szlachetność Szagané a także poczucie humoru, którego nie zniszczyły doznane w tak młodym wieku trudne przeżycia. Ta cecha natury Szagané znalazła swe odbicie w kolejnym liryku cyklu  Saadi –  powiedziałaś do mnie… Trzeci wiersz zainspirowany znajomością z Szagané zaczynał się od słów Nie pływałem nigdy po Bosforze…

    Przyjrzyjmy się teraz nieco dokładniej tym trzem napisanym w końcu grudnia 1924 roku nowym perskim lirykom. Już pierwszy z nich zaskakuje swoją całkowitą odmiennością w zestawieniu z poprzednimi, napisanymi w Tyflisie. Jest właściwie odejściem od pierwotnego zamiaru poety. Odmienna jest już sama forma wiersza. Jesienin rezygnuje z ulubionej czterowersowej strofy, na rzecz dość skomplikowanej strofy pięciowersowej z powtórzeniami, którą będzie na różne sposoby modyfikował w późniejszych wierszach cyklu. Perskość motywów właściwie zanika, dominuje temat tęsknoty za ojczystą ziemią. Jeśli nawet pojawia się w wierszu Sziráz, miasto Saadiego i Hafiza, nieomal symbol poezji, to przegrywa on w zestawieniu z riazańskimi polami i łanami zbóż oświetlonych księżycem. Zniknął radosny optymizm, zastąpiony przez łagodną melancholię. Zaskakująco potraktowany jest wątek miłosny, pozbawiony jakichkolwiek zachwytów nad urodą kobiety jak również miłosnych wyznań. Czułością tchną tylko powtarzane słowa Szagané, ty moja Szagané. Co więcej, w ostatniej strofie pojawia się inna kobieta, mieszkanka Północy, która może teraz wspomina też mnie. Komentatorzy widzą w niej zazwyczaj poetkę i tłumaczkę Nadieżdę Volpin, z którą Jesienin przeżył krótki romans przed wyjazdem na Kaukaz. Nie chciała ona jednak wiązać się trwale z poetą i nawet po urodzeniu mu w maju 1925 roku syna, nie utrzymywała z Jesieninem kontaktów. Ich syn, Aleksander Jesienin-Volpin, został w przyszłości poetą, wybitnym uczonym-matematykiem oraz znanym obrońcą praw człowieka (zainteresowanych odsyłam do mojego artykułu „Poeta, matematyk i dysydent”, "Akant" 2011, nr 5). Wydaje się, że istnieje inna możliwość identyfikacji bohaterki ostatniej strofy wiersza. Mogła nią być Galina Benisławska, jedna z najbardziej tragicznych postaci kobiecych związanych z Jesieninem. W 1920 roku zakochała się ona w poecie bez pamięci, choć bez wzajemności i do końca pozostała jego najbardziej oddanym przyjacielem. W czasie tworzenia „Perskich motywów” Jesienin prowadził ożywioną korespondencję z Benisławską, zwierzając się jej z zamiarów, postępów pracy, udzielając wskazówek dotyczących publikacji utworów w Moskwie, gdyż Benisławska pełniła wtedy rolę jego sekretarki. Matka Benisławskiej była Gruzinką, stąd być może brało się dostrzegane przez poetę jej podobieństwo do Szagané. Pojawiające się w listach słowa „Galo miła”, zamiast używanych wcześniej oficjalnych zwrotów, mogą sugerować pewną zmianę stosunku Jesienina do nieszczęsnej kobiety, która w przyszłości przypieczętowała swoją miłość samobójstwem popełnionym na grobie poety, niemal w rocznicę jego śmierci.

    W czwartym wierszu cyklu Jesienin powraca na chwilę do pogodnej tonacji wierszy tyfliskich. Nasycony motywami perskimi utwór jest pełen lekkości, wdzięku i dowcipu.

    Piąty wiersz zaczyna się od zaskakującego wyznania. Z rozbrajającą szczerością Jesienin daje do zrozumienia czytelnikom, że nigdy nie był w Persji ani nawet w Turcji, że utwory cyklu są jedynie projekcją jego marzeń i tworem poetyckiej wyobraźni. Motyw miłości do pięknej Persjanki przeplata się z tęsknotą za ojczystym krajem. Obok jednej z piękniejszych jesieninowskich strof

                                  Ja nie z nudów tutaj przyjechałem –
                                  Niewidzialnie wciąż kusiłaś mnie.
                                  Niby dwa łabędzia skrzydła białe,
                                  Przyzywały mnie tu dłonie twe.

    słyszymy tęskne tony talianki –  rosyjskiej ludowej harmonii. Powraca znowu bolesne wspomnienie tajemniczej mieszkanki Północy. Choć imię Szagané nie pojawia się w wierszu, tożsamość jego adresatki jest oczywista. Pisząc

                                   Ja spokoju dziś szukam jedynie,
                                   Choć przeszłości nie przeklinam swej.
                                   Ty o swojej radosnej krainie,
                                   Opowiedzieć mi cokolwiek chciej.

    poeta wyznacza Szagané rolę przewodniczki po wyśnionym kraju, mającym przynieść ukojenie jego wewnętrznym rozterkom.

    Przypomina się znów Beatrycze, którą Dante w trzeciej części „Boskiej Komedii” uczynił swoją przewodniczką po Raju.

    Jeszcze silniej wewnętrzne niepokoje odzywają się w kolejnym, szóstym wierszu cyklu. Choć zaczyna się on pięknym obrazem

                                   Blask wieczorny w kraju szafranowym,
                                   Cicho róże biegną pośród pól.
                                   to już w kolejnych wersach pojawia się prośba:
                                   Miła , zanuć jedną z pieśni owych,
                                   W których Chajjam swój uciszał ból.

    Miejsce czułego liryka Saadiego, zajmuje walczący z egzystencjalnymi problemami Omar Chajjam. Dramatycznie brzmi zapowiedź wyśpiewania własnego bólu, nieznanego średniowiecznemu perskiemu poecie-filozofowi. Refleksje o krótkości życia, ulotności szczęścia i końcowe przesłanie zapowiadają nieuchronne rozstanie.

    5. Do widzenia Peri, do widzenia…

    Peri były w mitologii perskiej, wyobrażanymi postaci kobiecej dobrymi duchami, które miały chronić ludzi przed złymi mocami. W mowie potocznej słowo peri stało się synonimem pięknej kobiety.

    Nie ma chyba wątpliwości, które z tych dwóch znaczeń miał na myśli Jesienin, nazywając Szagané swoją „Peri”. Być może miał nadzieję, że Szagané uchroni go przed ścigającymi wszędzie poetę upiorami, że znajdzie przy niej upragnione ukojenie. Jednakże już po niewielu tygodniach znajomości, okazało się to złudnym marzeniem. On był niespokojnym duchem, żyjącym w wiecznym pędzie. Spokojne szczęście było nie dla niego. Stosunek Szagané do życia był nacechowany odpowiedzialnością. Była matką. Rozłąkę z małym Rubenem uważała za stan chwilowy i pragnęła sama zająć się wychowaniem syna. Poeta i młoda nauczycielka mieli dla siebie wiele serdeczności, wiele szacunku, jednak należeli do różnych światów i ich drogi życiowe musiały się rozejść.

    Czwartego stycznia 1925 roku Jesienin podarował Szagané swoją książkę „Moskwa karczemna” z wpisaną prostą, lecz czułą dedykacją. Poprosił też Szagané aby podarowała mu na pamiątkę swoją fotografię. Pozwoliła mu ją wybrać według jego uznania. Zgody na opublikowanie jej w planowanym wydaniu książkowym „Perskich motywów” nie wyraziła. Moja twarz nie wniesie żadnych nowych wartości do tych pięknych wierszy  -  powiedziała.

    Rozstawali się spokojnie, czule i łagodnie. Burzliwie kończą się tylko romanse –  a tu żadnego romansu nie było, nie tylko z powodu surowych zasad moralnych Szagané. W życiu Jesienina najważniejsza była poezja –  jej gotów był podporządkować wszystko. Ten nieznany mu dotąd rodzaj twórczej inspiracji jaki znajdował w Szagané, był dla poety zbyt cenny, aby poświęcił go dla przeżycia jeszcze jednej banalnej przygody miłosnej. Miał ich w życiu dość.

    Pod koniec stycznia Jesienin wyjechał do Baku, a stamtąd do Moskwy. Kilka miesięcy później także Szagané opuściła Batumi, aby zająć się synem. Więcej się nie spotkali.

    Przed rozstaniem Szagané otrzymała od poety dar o jakim nie mogły nawet marzyć inne kobiety, które w jakiś sposób zaistniały w życiu Jesienina. Przeczytał jej dwa pożegnalne wiersze, jeszcze nie w pełni dopracowane (ostateczna redakcja powstała dopiero w Moskwie): Takie drzwi poznałem w Chorossanie…Błękitna ojczyzno Firdusiego… Wiersze niezwykłej piękności, pełne autentyzmu, liryzmu i ciepła.

    Oto początek pierwszego z nich:

                                   Takie drzwi poznałem w Chorossanie,
                                   Których próg jest cały w płatkach róż.
                                   Zamyślonej Peri tam mieszkanie.
                                   Takie drzwi poznałem w Chorossanie,
                                   Lecz otworzyć ich nie mogłem już.

    Motyw drzwi, których poeta nie zdołał otworzyć, powtarza się w wierszu aż czterokrotnie. Interpretowanie ich jedynie jako dostępu do serca Szagané byłoby wielkim uproszczeniem. Te drzwi dzieliły dwa różne, nie dające się pogodzić ze sobą światy. Słowa zawarte w piątym wierszu cyklu: ja spokoju dziś szukam jedynie/choć przeszłości nie przeklinam swej (…) okazały się nierealnym marzeniem. Spokojne szczęście w „szafranowym kraju” nie mogło stać się udziałem poety. Jesienin rozumiał to doskonale i dlatego w wierszu nie znajdziemy akcentów żalu czy pesymizmu. Kończy go strofa:

                                   Do widzenia Peri, do widzenia,
                                   Pozostawiam zamknięte drzwi twe.
                                   Ty mi dałaś radosne cierpienia,
                                   W kraju mym o tobie śpiewać chcę.
                                   Do widzenia Peri, do widzenia.

    Nieco bardziej nostalgiczny charakter ma drugi wiersz, w którym pożegnanie z Szagané i Persją przepojone jest motywem miłości do ojczyzny i tęsknoty za ukochaną ziemią rodzinną. Zacytujmy ostatnie już słowa pożegnalne skierowane do Szagané:

                                   Czy cię kiedyś zapomnę na wieki?
                                   Dokąd rzuci mnie tułaczy los,
                                   Wszystkim ludziom, bliskim i dalekim,
                                   Będzie ciebie wysławiał mój głos.
                                   Nie zapomnę o tobie na wieki.

    Takiej poetyckiej deklaracji nie złożył Jesienin żadnej innej kobiecie. Jedynie przypadkowo poznana, skromna ormiańska nauczycielka potrafiła sobie na to zasłużyć.

    6. Koniec „Perskich motywów”

    Po powrocie do Moskwy Jesienin dopracował pożegnalne liryki. Choć w pierwszych zamierzeniach cykl miał liczyć 20 wierszy, poeta postanowił poprzestać jedynie na 10-ciu. Ponieważ ścigające go dawne upiory nie pozwalały Jesieninowi skoncentrować się w Moskwie na perskich tematach, wyjechał on do Baku, gdzie u zaprzyjaźnionego redaktora miejscowej gazety, Piotra Czagina miał nadzieję odzyskać równowagę duchową.

    Rzeczywiście, w marcu 1925 roku udało się Jesieninowi napisać dwa nowe liryki, które umieścił w cyklu jako siódmy i ósmy: Czyste, błękitne przestworze… oraz  Chłodny blask złocisty księżyc śle… Choć nie pojawia się w nich imię Szagané a tematem jest wyłącznie wyidealizowana Persja, wyczuwa się w wierszach obecność opiekuńczego ducha Peri, a wartość artystyczna utworów zostaje utrzymana na dawnym poziomie.

    W maju spełnia się wreszcie marzenie Jesienina, cykl „Perskie motywy” zostaje opublikowany w całości. Poeta jest niezwykle dumny ze swego dzieła, życzliwie przyjętego przez czytelników, jednakże w jego życiu osobistym zaczyna się dziać bardzo źle. Powraca widmo „czarnego człowieka”, tragiczny kres życia zbliża się nieuchronnie. Jesienin zrywa z zawsze mu wiernie oddaną Galiną Benisławską, żeni się z wnuczką Lwa Tołstoja, choć dobrze wie, że w domu opanowanym całkowicie przez kult „Wielkiego Starca”, nie znajdzie swego miejsca. Owładnięty depresją ratunku może szukać już tylko w poezji. Powracają marzenia o Persji, chce dalej kontynuować „Perskie motywy”. Wyjeżdża wraz z żoną Zofią do Baku, gdzie podejmuje raz jeszcze starania o wyjazd do Persji. Marzeniom tym kładzie kres wysoki dygnitarz partyjny Siergiej Kirow, który kategorycznie odmawia zgody na wyjazd poety, uzasadniając to troską o jego bezpieczeństwo. Zdobywa się jednak na gest w stylu przedstawiciela nowej władzy, nazywającej siebie „robotniczo-chłopską”. Wydaje Czaginowi osobliwe polecenie : skoro nie możemy Jesienina wypuścić do Persji, stwórzmy mu ją tu, na miejscu. Tak Jesienin trafia wraz z żoną do przejętej na dygnitarską daczę, dawnej posiadłości magnata naftowego Muchtarowa w Mardakianie. W pałacu otoczonym wspaniałymi ogrodami, fontannami i basenami, Jesienin tworzy w sierpniu cztery nowe liryki swego cyklu, które już nie są organicznie związane z jego pierwszą, wewnętrznie spójną i zamkniętą częścią. Poezja okazuje się rzeczywiście jedynym skutecznym lekarstwem na depresję poety, a jego talent ukazuje jeszcze raz swój blask.

    Przyjrzyjmy się – już tylko pobieżnie – nowym wierszom.

    W utworze zaczynającym się od słów  Być poetą… odnajdujemy wplecioną zręcznie aluzję do zasłyszanej w Tyflisie anegdoty:

    Każda pieśń jest dobrą, byle tylko płynęła z głębi duszy. Król Dawid pysznił się niezmiernie tym, że jego pieśni najbardziej podobają się Panu Bogu. Stwórca popatrzył z góry na pyszałka, pokiwał głową i powiedział: „ale żeś się rozzuchwalił! Wiedz, że każda żabka w błocie śpiewa nie gorzej od ciebie. Posłuchaj, jak ona z całej duszy stara się oddać mi cześć”.

    Początek kolejnego wiersza:

                                    Dłonie miłej, niby dwa łabędzie,
                                    W moich złotych włosach się nurzają.

    przywołuje piękne poetyckie obrazy znane z wcześniejszych wierszy cyklu (wiersz piąty oraz trzeci). W dalszym ciągu utworu pojawia się też dalekie echo nierealnych marzeń o spokojnym życiu u boku „miłej Szagi”. Wersy Jeśli Pers byle jak pieśni składa/ on nie może z Szirazu pochodzić  są bardzo swobodną trawestacją starego perskiego porzekadła.

    W wierszu zaczynającym się od słów Czemu padł księżyca blask zamglony… pojawia się po raz ostatni imię Szagané. Motyw jej rzekomej zdrady, nie mający nic wspólnego z rzeczywistością, jest zapewne próbą usprawiedliwienia się poety z tego, że nie dotrzymał obietnicy danej w pożegnalnym wierszu. Znamienne, że rolę powiernicy poety przejmuje wymyślona przez niego Łała.

    Mimo, że nowym wierszom cyklu daleko jest do pogodnego klimatu wcześniejszych, nie pojawia się w nich nastrój pesymizmu. Omawiany powyżej wiersz kończy się słowami:

                                    Tyle zdrad już dotąd popełniono,
                                    Łez i cierpień nie da się unikać.
                                    ……………………………………………….
                                    Jednak wiecznie bądź błogosławioną
                                    Nocy z bzami i pieśnią słowika.

    Kolejny, może najbardziej dramatyczny wiersz Ucisz się serce szalone…  także kończy się słowiczą pieśnią.

    Cykl „Perskie motywy” zamyka definitywnie uroczy wiersz Łagodny kraju w błękit spowity… napisany w Baku jeszcze w marcu 1925 roku i poświęcony 6-letniej córeczce Piotra Czagina, która miała na imię Róża, lecz z powodu dziecięcego kaprysu lubiła nazywać siebie Gelią. Pięknie rozwinięty przez Jesienina motyw miłości słowika do róży, był jednym z ulubionych tematów wielkiego liryka perskiego Hafiza.

    Na rękopisie wiersza widnieją słowa Jesienina: KONIEC PERSKICH MOTYWÓW.

    7. Zniknięcie Szagané Taljan

    Trudno dziś uwierzyć , że Szagané przez długie dziesięciolecia uważana była za fikcyjną postać literacką, na równi z wymyśloną przez Jesienina Łałą. Powstała nawet „naukowa” rozprawa, której autorka dowodziła, że imię Szagané utworzył Jesienin od nazwiska Piotra Czagina, zmieniając w nim pierwszą literę. Można przypuszczać, że autorka tej absurdalnej koncepcji realizowała jakieś polityczne zlecenie. Komu i dlaczego zależało na zatarciu śladów ormiańskiej nauczycielki – nie wiadomo. Pomysł wyprowadzenia jej imienia od nazwiska partyjnego aparatczyka i redaktora gazety „Bakinskij raboczij”, musiał bardzo spodobać się zleceniodawcom. A że był bezsensowny? Cóż, nie takie „publikacje naukowe” pisane były wówczas na polityczne zlecenia. Na długie lata osobliwa etymologia imienia bohaterki „Perskich motywów” stała się niemal urzędowo obowiązująca.

    Dopiero w 1958 roku na fali postalinowskiej „odwilży”, można było podjąć próbę przynajmniej częściowego wyjaśnienia tajemnicy. Niestrudzony badacz życia i twórczości Jesienina, Władimir G. Biełousow udał się do Batumi, gdzie łatwo odnalazł kilkoro mieszkańców doskonale pamiętających Szagané, Jesienina i ich krótkotrwałą znajomość. Po zanotowaniu relacji świadków, udało się badaczowi nawiązać listowny kontakt z samą Szagané, mieszkającą od lat w Erewaniu. Na prośbę Biełousowa przesłała mu ona swój krótki życiorys, w którym opisała historię znajomości z Jesieninem. Dołączyła do niego fotokopię dedykacji poety na egzemplarzu „Moskwy karczemnej” i kilka swoich zdjęć z czasów młodości. Jedno z nich okazało się identyczne z fotografią podpisaną na odwrocie „Szagané”, którą Biełousow znalazł kilka lat wcześniej w archiwum Jesienina. Przekonanie o fikcyjności postaci Szagané było jednak wtedy tak powszechnie ugruntowane, że ostrożny badacz obawiał się mistyfikacji.

    Niestety, mimo upływu wielu lat istnienie Szagané było ciągle politycznie niewygodne. Opracowanie Biełousowa, w którym przedstawił on rezultaty swych poszukiwań, „z przyczyn od autora niezależnych” czekało aż pięć lat na publikację. Jeszcze wydana w 1968 roku książka Biełousowa „Persidskije motiwy”, stanowiąca do dziś podstawowe źródło wiedzy na temat cyklu liryków i jego bohaterki, zawiera wiele luk i niedomówień, będących z pewnością rezultatem głębokich ingerencji cenzury.

    Być może, ktoś w końcu podejmie się rzetelnego wyjaśnienia tajemnicy zmarłej w 1976 roku Szagané Taljan. Wątpliwe jednak, aby doczekała się ona zainteresowania ze strony autorów powieści biograficznych. Nie była wszak nigdy tematem plotek, nie wywołała żadnego skandalu. Była tylko skromną, szlachetną kobietą, która niespodziewanie stała się twórczą inspiracją Sergiusza Jesienina.

    Również tego autora