Wojciech Czaplewski - NIOSĘ W SOBIE KAWAŁEK KOEHLERA

W połowie drogi ludzkiego żywota,
zbłądziwszy, w głuchym znalazłem się borze.
Dante

Krzysztof Koehler List do Pi

Pochmurno, nadciąga deszcz.

Początkiem i źródłem dobrego pisania
jest mądrość. Kto poznał,
co winien ojczyźnie, co przyjaciołom,
jaka miłość należy się rodzicom, braciom,
gościom, jaki jest obowiązek senatora,
jaki sędziego, jakie jest zadanie wodza
posłanego na wojnę.

Nie przypuszczałem, by
odpowiedź podsunął mi poganin,
nawet tak wielki.

Wędruję wzdłuż rzeki, w górę,
wykroty, kamienie, las i
szum; wodospady rozbryzgujące
w tęczę uderzenia słońca,

sarny gubiące za sobą trop
w spienionych nurtach, jesiotry,
łososie w zmaganiach z grawitacją,
ptaki o niemych dziobach;

pył i szum szpuntujący każdy
inny dźwięk. Wędruję w górę
strumienia, po mchach
kołyszących miękko stopy,
po korzeniach, po
nagłych wyrwach wydrapanych
racicami kozła, po bruzdach
dzików i cienkich jak nici drogach

zająca. Nade mną słońce, chmury,
deszcz zimna i zasłona gorąca,
idę poznać źródło siły tego
gońca, co wciąż po mnie przychodzi i
wytrącając mi z ręki filiżankę
z herbatą, wyganiając mnie
z miejsca przy tobie, wymuszając
omijanie, skracanie i darcie

się pazurami przez zbyt strome
stoki, wiedzie mnie do
odkrytych złóż, do źródła.
A jednak ważny jest tylko ruch:
połamane gałęzie, ślady w błocie,
popchnięty kamień zawieszony
nad swoim łoskotem. To
zostaje. To znaczy. Tylko to
tłumaczy trud.
                                    K. Koehler, Partyzant prawdy (1996)

 

Nieprosty to wiersz, ślady w nim wiodą we wszystkie strony. Deklaracja artystycznych intencji, przyczyn i celów poezji. Walka o sens świata, o sedno życia. Wyznanie i manifest, zmysłowa parabola i metaforyczna metafizyka. Traktat sensacyjno-przygodowy, pytanie zakończone kropką.

Za oknem chmury, a tu w fotelu, ciosy słońca, wodospady, ptaki i ssaki. Myślę, że wiersz wtedy jest dobry, gdy czytając go czuję obecność tajemnicy, którą rozwikławszy nie wiem, czy to, co odkryłem, jest moje czy jego. Gdy skłania mnie do dialogu. Dobry wiersz jest tropem czegoś, co przeszło przez poetę, jest czymś, co przeszło przeze mnie, zostawiając ślad. Kim jest Pi? Co ma wspólnego ten dostojny katalog powinności z resztą wiersza? Kim jest poganin, goniec, "ja" i "ty" tego wiersza?

List do Pi jest wierszem wolnym, nowoczesnym, miejscami nieco rymowanym, rymami poukrywanymi. (A teraz, kochanie, podejdź do tablicy i omów rymy w następującym fragmencie:

...po bruzdach
dzików i cienkich jak nici drogach

zająca. Nade mną słońce, chmury,
deszcz zimna i zasłona gorąca,
idę poznać źródło siły tego
gońca, co wciąż po mnie przychodzi... ).

Wiersz dzieje się w trzech miejscach (dom, góra i Rzym), trzech czasach (przeszłość i dwie teraźniejszości), mieszając je i gubiąc pościg rozpędza się do zawrotnej chyżości. Chciałem to nazwać zabawą tempem, ale to żadna zabawa, ten dostojny początek - odkurzanie Tradycji, etyka obowiązku, pochwała mądrości, która jest skutkiem poznania - egzotyczne to i zamierzchłe. Potem wytrwały marsz (Dante: ...sercem śmiałym piąć się na szczyt, gdzie zdrój szczęścia wszelkiego...), upór Syzyfa, jednocześnie po chłodnych uniwersaliach rozgrzewa się świat zmysłowego konkretu, wrażenia, wrażenia. Wykroty, kamienie, las i / szum, mchy kołyszące miękko stopy. Bezdroże i splendor przyrody. Najmocniejsze miejsce: wodospady rozbryzgujące / w tęczę uderzenia słońca. Wejście w pielgrzymią rodzinę: Ulisses, Bloom, Koziołek Matołek. Nagle przerzutnia między zwrotkami: po (...) cienkich jak nici drogach // zająca, jak smagnięcie, wiersz przechodzi w galop, popatrz tylko na tego archaicznego

gońca, co wciąż po mnie przychodzi i
wytrącając mi z ręki filiżankę
z herbatą, wyganiając mnie
z miejsca przy tobie, wymuszając
omijanie, skracanie i darcie

się pazurami przez zbyt strome
stoki, wiedzie mnie do
odkrytych złóż...

Gramatyka w służbie galopu: wtrącenie po "i", trzy imiesłowy współczesne (imiesłowowy trójskok w jednoczesność), trzy rzeczowniki odsłowne (rzekłbym: trójskok gerundialny). "Trzy" to liczba doskonała, królowa językowej skuteczności. I reguła symetrii tego wiersza. W supeł związany dystans - kulminacja szybkości, po perypetiach rozpędu, okazuje się momentem startu, punktem wyjścia z miejsca przy tobie z filiżanką herbaty w ręce. I ten goniec, co przychodzi wciąż i działa bezpardonowo. Siła z zewnątrz, przemożna, gwałtowna, nieznosząca sprzeciwu. Łaska nie głaszcze po główce. Na koniec następna nagła wyrwa, międzyzwrotkowa przerzutnia: darcie // się, nie zostawia chwili na oddech. Wyścig na szczyt (Dante: wola zażarta kazła mi piąć się dalej po stoku). Twarz biczowana gałęziami, furkoczące obrazy. Finisz. Rzut na taśmę.

A potem, nagle, obraz z fotokomórki, stop-klatka. Niby ważny jest tylko ruch, odyseja ważniejsza od Itaki, a jednak wiersz statycznieje, tak jak wcześniej "dynamiczniał", kiedy ważny był tylko cel, szczyt, źródło (też trzy razy powtórzone), odkryte złoża. Z ruchu zostają tropy, dowody, ślady w błocie. I popchnięty kamień zawieszony / nad swoim łoskotem. Gwałtowny bezruch. Paradoks? Nie w epoce wideoklipów. Czemu służy to objęcie bezruchem? Eufoniczny stukot ostatnich trzech wersów brzmi jak echo Tuwimowskiej lokomotywy znikającej w tunelu (tak to to, tak to to, tak to to, tak...).

Daj, o pani, o boska Mnemozyno Pi liczbę: 3,141592653589793238462643..., stosunek obwodu do średnicy koła, cyfry, cyfry bez końca. Cel, źródło, odkryte złoże, jak Pi - stałe, niezmienne, jak Pi - niewymierne, nieskończone. Tak, bo odkryte złoża to nie tylko prawda, lecz także, w ludzkim wymiarze - droga i życie. Nic dziwnego, że nie przypuszczał, by / odpowiedź podsunął mu poganin. Horacjański List do Pizonów to wykład sensu twórczości. Początkiem i źródłem dobrego pisania / jest mądrość. (A u Dantego: Tyś jest przeto źródło, co tryska słów dźwięcznym chorałem?). Koehlerowski List do Pi to kronika wyprawy do tego źródła. Adresat nieznany. Siła upływu wieków, rosnącego stężenia niepewności, fragmentaryczności. Zasada nieoznaczoności i nieoznaczoność zasad. Na końcu będzie chaos.

Mały ptaszek wdrapał się na krawędź gniazda, wykrzyknął tę jedyną sylabę, jaką znał na pamięć ("pi!"), po czym wyfrunął w świat szeroki, jak wszystkie małe ptaszki całej wieczności.

Koehler spotkał się ze mną, chociaż jeszcze sam nic o tym nie wie. Tak samo zresztą żaden wielki poganin nie wie, że spotkał się z Koehlerem. Horacy pisał: non omnis moriar. A Robinson Jeffers, że umiera się nie tak jak człowiek, który rozbiera się do łóżka, / ale jak biegacz, co obnaża się przed wyścigiem. A więc nie rozmowa z pomnikiem trwalszym niż ze spiżu, tylko dialog stojącego z pędzącym. Dylatacja czasu. Wszechświaty równoległe, horyzonty zdarzeń. Idę, lecę, zbiegam, wspinam się. Spotkanie: zatrzymuję się, stoję. Ktoś coś mówi. Mowa pełna tejemnic skłania mnie do pytań. On powtarza drugi raz to samo. Odpowiedzi muszę szukać sam. Więc jeśli rozjaśniam jakieś tajemnice, to tylko moje własne. Niepewność. Początek dialogu. Słowo po słowie, mecząc się, pocąc, formułuję odpowiedzi. Omne trinum perfectum, on powtarza trzeci raz to samo. Niedowierzanie: "to samo" jest już inne, co się stało? Przemienił mnie, zranił, zastrzelił. Partyzant prawdy. Odchodząc, lecąc, wspinając się, niosę w sobie kawałek tego spotkania. Pełni, proporcji i blasku.

__________________________________________________

Cytaty z: Boska komedia, tłum. S. Barańczak, "Zeszyty Literackie" 1994, nr 3.
Cytaty z Tuwima, Horacego i Jeffersa - z pamięci.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież