Ariana Nagórska - Szczęście Wojtka od Walusiaków

(Kontynuacja serii "Szczęść..." z numerów 7–10/2015)

Po zniknięciu Aśki, Wojtek – hydraulik złota rączka – wyraźnie osowiał, ale na szczęście (wbrew obawom rodziców) nie porzucił lewych fuch i opodatkowanych zleceń, ani też nie zaczął palić i pić. Stał się jeszcze pracowitszy niż dotąd  i powszechnie uważano, że nie ma już ani sekundy czasu wolnego.

– Gdybyś chciał, to najweselsze dziewczyny by ci sprzyjały. Forsy masz jak lodu, a nic z tego nie korzystasz – współczuł mu stary Zając. Tym razem jednak ten mistrz obserwacji zaobserwował jak kulą w płot! Wojtek korzystał ze swej forsy całą gębą, bo miał ambicje wszelkie możliwe zdjęcia Aśki wykupić od „ludzi z miasta”, aby nikt inny walorów jego ukochanej nie miał szans obejrzeć. A „ludzie z miasta” (jak wiadomo) w swych usługach tani nie są.

 Choć skrzętnie ukrywanych zdjęć Aśki miał pełne szuflady, zbyt wiele wolnego czasu wieczorami do ich oglądania nie potrzebował. Raz, drugi rzuciwszy okiem, wzruszał się do głębi, a po takim wzruszeniu już tylko sen... Kiedyś jednak nie zasnął, bo do rodziców przyjechali goście i dudniło disco polo. Do późnej nocy słynna na całą okolicę kabalara-wróżka Matylda chichotała, przepowiadając wszystkim niespodziewane szczęście, a jej córka Violetka patrzyła tępo w blat, stukając do taktu widelcem. Była to wprawdzie absolwentka szkoły specjalnej, ale z wyglądu zdecydowanie niespecjalna. Gdy wreszcie nad ranem wszyscy poszli spać, Wojtek (tym razem jakoś nazbyt długo wzruszony wdziękami Aśki) poszedł powiedzieć Violetce dobranoc. Półtora miesiąca później Violetka powiedziała mu: – Dzień dobry! Masz u mnie dzidziusia.

Huczne weselisko przygotowywano w pośpiechu,  „dopóki manifestacja dzidziusia-Skorpiona orbituje jeszcze w strefie wpływów Barana”  (jak rzekła naukowo przyszła babcia Matylda). Na długo przed weselem wieś już się bawiła, powtarzając: Każda potwora znajdzie amatora i bez reklamy z telewizora. Nawet Antek raz ze śmiechu wytrzeźwiał i z własnego doświadczenia kolegę-abstynenta pocieszał: – Jak ucieknie lwica, dobra i oślica!

Stary Zając podbudowywał natomiast Wojtka myślą pozytywną: – Obszerna jak cysterna i na pewno będzie wierna. – Nie strasz pan! – żachnął się pracowity młodzieniec. – Zarabiam tyle, że po zachodniemu ją wystroję, pokażę wszystkim, że nosi stringi, tych tam jakichś wizażystów spędzę i niech zrobią co się da. Może wtedy ktoś się na moją Violetkę jednak pokusi i mi ją odbierze. Na szczęście nadziei mi nie brak!

7 VIII 2015

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora