Ariana Nagórska - NISZA KOZIOROŻCA. Mącenie w próżni

Gdy tekst krótki – lepsze skutki

Mąceniem w próżni nazywam takie recenzje, które trochę chwalą, a trochę ganią. Bierze na przykład recenzent w obroty tomik poetycki i jedne wiersze wskazuje jako udane, a inne jako nieudane. Recenzowany autor ma wtedy w głowie namącone i zaznaje rozdwojenia świadomości, bo recenzujący jawi mu się i jako mądry, i jako głupi równocześnie.

W chwili obecnej najlepsze wzory recenzowania daje Internet. Tam nigdy nie ma wątpliwości, czy recenzja jest pozytywna, czy negatywna. Albo: „Genialne, cudowne, olśniewające, wzruszające”, albo: „Ty, ch…, k…, d…, takie g… to ja p…”. I sprawa dla wszystkich zainteresowanych od razu jest jasna!

 Jednak poczytni „recenzenci” internetowi nie mają raczej ochoty na publikowanie tam, gdzie mało kto by ich czytał, czyli w czasopismach literackich. Te stanowią skanseny recenzentów mącących w próżni, do których i ja należę. Milusińscy autorzy nieraz nadskakują, żeby ich twórczość recenzować. Na ogół wtedy uprzedzam, że nieraz  mam zwyczaj recenzjami w próżni mącić. – W jakiej znowu próżni?!? – dziwuje się niejedna Artystyczna Pełnia. Wyjaśnianie nic nie da, bo każdy uważa, że JEGO dzieło okaże się pierwszym, przy którym swe ograniczenia zmuszona będę przezwyciężyć. Potem zamiast bezcenny czas na tworzenie tracić, autor godzinami docieka, w jakim procencie recenzja była mądra (pozytywna), a w jakim głupia (negatywna). Nawet jeśli posiada kalkulator, procenty obliczający błyskawicznie, rozterki pisarczyka są dla tego pysznego urządzenia niekompatybilne, nie raczy ich więc nawet włączyć do swej pamięci, nie mówiąc już o przetwarzaniu urojeniowej mgławicy danych.

Autorzy natchnieni misją krzewienia wysokich standardów etycznych milusińscy jednak być nie mogą, bo z degrengoladą moralną recenzentki muszą walczyć! – Jak mogłaś O MNIE pisać negatywnie, skoro MNIE znasz? – Przecież było tam więcej aprobaty niż krytyki. – Ale i tak stanowczo za mało jak na twórczość ZNAJOMEGO!!! – Rezygnuję więc ze znajomości. – To bezprawie!

Gdyby wszyscy recenzenci zdołali uniknąć mącenia w próżni, nareszcie nie byłoby wątpliwości, który z nich jest zdaniem recenzowanych dobry, mądry, ma rację i mówi prawdę. Natomiast w takich recenzjach, gdzie „na dwoje babka wróżyła”, recenzowani zawsze widzą tylko półprawdę, a że z matematyki są świetni, zawsze wyliczą, że większą połowę stanowi nieprawda, czyli negatywne opinie o nich, co już tylko dowodzi, że „na dwoje babka wróżyła, aż naraz rozum straciła”.

Wciąż aktualne pozostaje jednak pytanie, czy recenzent uważający „dzieło” za knota-gniota, powinien skłamać, aby było pięknie? Kłamstwo ma krótkie nogi. Za to bardzo zgrabne! – mówi Lesław Nowara z Gliwic (którego doskonałym aforyzmom poświęcę oddzielny felieton w porze bliższej świąt i karnawału). Ten sam autor powiedział też coś jeszcze celniejszego: LEPIEJ JUŻ MINĄĆ SIĘ Z PRAWDĄ, NIŻ SIĘ Z NIĄ ZDERZYĆ! Recenzenci i „krytycy” nieobdarzeni cnotą odwagi przez całe życie umieją tak postępować. Mimo to pięknej i pożądanej nieprawdy autorom ciągle mało!

8 VIII 2015
sobota – szczyt upału

Również tego autora