Daromiła Wąsowska-Tomawska - Z KSIĘGI WRONCZYŃSKIEGO DWORU w XX-lecie Salonu Artystycznego im. Jackowskich

Karol Szymanowski (1882-1937)
- wybitny, największy po Chopinie polski kompozytor narodowy

Zadziwiający był o dwanaście lat starszy kuzyn, pociągający lekko nogą – Karol Szymanowski. Tak pisał o jednym z jego uroków Jarosław Iwaszkiewicz, którego matkę wychowywała babka późniejszego kompozytora. Masa kuzynów, ciotek, wujaszków odwiedzała domy Szymanowskich – ukraińską Tymoszówkę i Elizawetgard, który był przed 1917 rokiem zimową ich stolicą. Grano, śpiewano, bawiono się. Rodziły się pierwsze kontakty towarzyskie i artystyczne. Katot ,jak mówiono na Karola, skakał w balladowej ucieczce na aksamitnym wałku otomany, obejmując swoje lube. W oczach i opinii cioteczek, gorszących się zabawami Katota, stawał się „złotym młodzieńcem”, który w przerwach pomiędzy flirtami i zaglądaniem do kieliszka, „piękne sonaty układał”.

 Wieś Tymoszówka w guberni kijowskiej była miejscem urodzenia Karola Szymanowskiego. Tu, zetknąć się można było z żywą, nowoczesną sztuką. Sięgano  po książki Wyspiańskiego, Kasprowicza, Stanisława i Dagny Przybyszewskich. Tam już Szymanowski komponował pieśni do słów Kasprowicza. Nie utrzymywano wcześniejszego kontaktu z najbliższymi sąsiadami Tymoszówki, którymi byli Rosjanie. Stali się oni jednak później częstszymi gośćmi Szymanowskich. Karol zaprzyjaźnił się z tymi domami, w których gościł Puszkin a Czajkowski kończył Eugeniusza Oniegina. Na wczasach bywał tam i Artur Rubinstein, znakomity pianista, późniejszy recenzent utworów Szymanowskiego. Pani Szymanowska lubiła podróże. Często wyjeżdżała z córkami na kąpiele do Odessy lub nad Bałtyk. Jej syn marzył o napisaniu prawdziwej opery z chórami, duetami, zespołami. Znał i kochał współczesną literaturę polską. Wielbił Żeromskiego i Orzeszkową. Przyjaźnił się z Nałkowską.

Okres wojenny aż do 1917 roku rodzina Szymanowskich spędziła w Kijowie. Zamieszkali wraz ze służbą tymoszowiecką w pięknym mieszkaniu eleganckiej dzielnicy. Gościli oprócz mieszczaństwa kijowskiego arystokrację rosyjską (liberalną ), ludzi z Warszawy przebywających na emigracji jak na przykład Kornelostwo Makuszyńskich. Do Kijowa z Piotrogrodu przyjechał też jako chorąży  gwardii carskiej przyjaciel Szymanowskiego – Stanisław Ignacy Witkiewicz. Były przyjaźnie, zachwyty i wątpliwości. Jarosław Iwaszkiewicz wspomina „bałem się współpracy z Szymanowskim. Onieśmielał mnie jego geniusz, a w nie mniejszej mierze erudycja i inteligencja”. Do jego wierszy powstały pieśni, jedne z najpiękniejszych, jakie Szymanowski skomponował.

Twórczość muzyczną w 1918 i 1919 roku zastąpiło Karolowi Szymanowskiemu pisanie dwutomowej powieści pt. „Efebos”. Rękopis spłonął w 1939 roku z całym mieszkaniem warszawskim Iwaszkiewicza, który przygotowywał powieść do druku. Zachowała się jedynie karta tytułowa i fragment legendy wpleciony w treść oraz fragment rozmowy Włocha z Polakiem o sympatii polsko – włoskiej, drukowany w 1939 roku w piśmie radiowym. Pozostałe po nim rozważania filozoficzne, artykuły, wiersze, proza, świadczą, iż mógł stać się równie dobrze pisarzem, co muzykiem – wspomina Jarosław Iwaszkiewicz. W czasie I wojny światowej kompozytor wyjechał do Paryża, potem Londynu i dalej do Nowego Jorku, skąd powrócił wiosną 1921 roku. Muzyka jego nie weszła ani na afisze koncertów, opera też nie została zakontraktowana, nie zamówiono też baletu. Zbliżył się jednak do muzyki Strawińskiego. Przekonał się, jakim źródłem twórczości mogą być elementy narodowe, ludowe. Marzyło mu się połączenie muzyki ludowej z kościelną. Powstały też pieśni do słów Kazimiery Iłłakowiczówny poświęcone pamięci siostrzenicy Alusi Bartosiewiczówny. Poetka dowiedziawszy się, że Szymanowski skomponował pieśni bez jej zgody, obraziła się, wysyłając niegrzeczny list. Dzięki wstawiennictwu przyjaciół, autorka „Rymów dziecięcych” pogodziła się z Szymanowskim, wysłuchując pieśni wykonane przez siostrę  Karola – Stasię Bartosiewiczową  przy akompaniamencie  kompozytora. Niemniej na odwrotnej stronie karty tytułowej swych książek pojawiła się adnotacja: „Prawo przedruku, tłumaczenia i komponowania do tych słów muzyki zastrzeżone przez autorkę”.

Karol Szymanowski był zakamieniałym starym kawalerem. Po pierwszej jednak podróży do Ameryki zaręczył się z panią Dorothy Jordan Robinson, nazywając ja „swoją narzeczoną”. Nie doszło do pogłębienia znajomości. Może przeszkadzało partnerce wypalanie przez ukochanego czterdziestu papierosów dziennie? Ze swego domu na Nowym Świecie udawał się do pobliskiego Konserwatorium (1927-1932) obejmując stanowisko dyrektora, później rektora. Tam powstało arcydzieło „Stabat Mater”. Nie czuł się jednak zadomowiony w stolicy. W 1922 roku za namową Jarosława Iwaszkiewicza i przyjaciół, wybrał się do Zakopanego. Mieszkał u starego tyrana dla swych lokatorów, gazdy Gąsienicy – Roja „Pod Limbą”. Pobyt ten miał decydujący wpływ na całe późniejsze życie i twórczość kompozytora.

Zakopane przeżywało swój wspaniały okres. Przebywało tam wiele znakomitych osób. Mieszkał Stanisław Ignacy Witkiewicz. Łączyły go z Szymanowskim jeszcze z czasów pobytu w Kijowie, bliskie, przyjazne stosunki. Istniał jednak cień głębokiego i dawnego nieporozumienia. Chodziło o samobójstwo w 1914 roku narzeczonej Witkiewicza, która przed śmiercią pozostawiła kartkę z informacją,  że czyn ten popełnia przez Szymanowskiego. Kompozytor zapewniał, że nie miał z tym nic wspólnego. Jednakże posmak tej historii psuł przyjaźń tych dwojga ludzi. W Zakopanem przemieszkiwał August Zamoyski, rzeźbiarz. Prawdopodobnie w jego mieszkaniu, zetknął się muzyk po raz pierwszy z kwartetem góralskim i z Bartusiem Obrochtą, co miało najważniejsze chyba znaczenie dla jego muzyki. „Bartuś przebierał po strunach kościstymi palcami, rzucając głowę w tył, to znów kładł siwą głowę na gęśliki, co by ino utrafić w gust panu Szymanowskiemu” […] mówił „idę na koncert pana Szymanowskiego, bo jego cały świat słucha, a on słucha mojego grania”. Do kompozytora powiedział „Wy już cosii takiego w uchu mocie, cosi inkse jako jo, ale tyz dobre!” Mieszkał tam Antoni Słonimski, Jan Lechoń, malarz Roman Kramsztyk. Był Karol Stryjeński – architekt, poeta Jan Mieczysławski – właściciel pensjonatu „Orawa”. Jeżeli chodzi o środowisko muzyczne, najważniejsze miejsce zajmował profesor Adolf Chybiński i Stanisław Mierczyński. Obaj panowie zajmowali się studiami nad muzyką góralską. Przyjaźń Szymanowskiego z rodzinami góralskimi, bywanie na weselach, uroczystościach domowych sprawiły, że ta muzyka zagościła w umyśle i sercu tak głęboko, że stała się jego najlepszą towarzyszką życia.

Powstał pomył „góralskiego” widowiska, baletu „Harnasie”. 5 stycznia 1927 roku Szymanowski w liście do Jana Smeterlinga odnotował „Piszę obecnie okropny balecik polski, wiejski (góralski), narodowy i patriotyczny, na który otrzymałem zamówienie z opery i za który płacą mi kilka groszy. Jeśli w ten sposób staję się powoli prostytutką muzyczną, która oddaje się za pieniądze, to wskutek ciężkiej nędzy”. Szymanowski komponował „Harnasiów” od 5 stycznia 1927 roku do 10 czerwca 1931 roku. W liście do Zofii Kochańskiej napisał „Sam nie wiem, że dla „polskiej” muzyki to jest rewelacyjne, granitowy słup, którego nie można obalić”.  Było i mieszkanie w oficynie „Czerwonego Dworu” na Kasprusiach. Mieszkał tam Henryk Sztompka  (urodzony1904-1964), pianista, uczeń Paderewskiego. Był laureatem I Konkursu pianistycznego im. Fryderyka Chopina w 1927 roku. Otrzymał nagrodę specjalną Polskiego Radia za wykonanie Mazurków. Natomiast 1 sierpnia 1930 roku Zofia Nałkowska wspominała

„A dziś z Jachimeckimi byłam na herbacie u Szymanowskiego […] skromnie, po wiejsku. Małe żółte pianino, wielkie arkusze, na których pisze nuty. Takie mnóstwo znaków i linii oznacza zaledwie sekundy trwania, jest to niezrównie gorzej niż pisać. Co za tajemna praca, dziwiliśmy się z Wyrzykowskim”.

Ostatecznie kompozytor zamieszkał w 1932 roku w willi „Atma”, też przy ulicy Kasprusie ale pod numerem 33. Pracował wtedy nad „Pieśniami kurpiowskimi”. Nad pracownią jego przemieszkiwał przez parę tygodni Jarosław Iwaszkiewicz, pisząc opowiadanie „Brzezina”. Opowiadał, że muzyk po codziennej eleganckiej toalecie, pracował zawsze przy pianinie, co parę chwil próbując kilka taktów. Komponował po kilka godzin porannych i przedobiednich. Resztę dnia spędzał na spacerach, spotkaniach z przyjaciółmi, na grze w brydża w klubie zakopiańskim. Tylko w „Atmie” czuł się gospodarzem, często w towarzystwie najbliższej rodziny, krewnych, przyjaciół. „Atma” o wyrazie starohinduskim oznacza duszę wszechświata, przyrodę, człowieka. Maria Mortkowicz-Olczakowa tak pisała o „Atmie”-

„mała drewniana, wyglądała z góry od ulicy Orkana jak uboga góralska chałupa. Ale Karol był cudownym gospodarzem. I nie zapomniane były wizyty we wnętrzu tej „Atmy”, gdzie ściany były złote od wileńskich tkanin, złoty likier szklił się w kieliszkach, a czarna tafla fortepianu odbijała kwiaty stojące w wazonach”.

Do „Atmy” zaglądał niedostatek a zdrowie kompozytora podupadało.

Autor muzyki do „Króla Rogera” od wczesnego dzieciństwa związany był z Zakopanem, jeździł furką z Chabówki. Rósł i rozglądał się. Niezliczone potoki spływające ze wszystkich stron zamykającego się wokół amfiteatru górskiego, zadziwiały Szymanowskiego. W spotkaniu z góralami nie brał udziału w ogólnej rozmowie . Uwagę kierował na dźwięki góralskiej muzyki, na rytmiczny tupot tańczących. W tych tańcach było coś ekstatycznie zmysłowego, na granicy pomiędzy orgią a uduchowieniem. Szymanowski mówił „jest w tej muzyce i w tym tańcu jakaś niesłuchanie sugestywna siła – pierwotna, odwieczna i praludzka”. Młodziutki Chopin też podchwytywał od domostw i karczm ludowe melodie Mazowsza. Zygmunt Mycielski wspomina w 1932 roku „A kiedy z mroku, przez otwarte okno, dochodziły głosy i dźwięki muzyki góralskiej, kompozytor przerywał rozmowę i mówił „ słuchaj, jak górale krzyczą”. Uwielbiał tę muzykę cudowną, barbarzyńską. Autor IV Symfonii – koncertującej na fortepian i orkiestrę miewa ciągłe stany podgorączkowe, bóle gardła i kłopoty finansowe. „…od kilku dni siedzę dosłownie bez grosza […] nie mam nawet na lekarstwa”. Wysokość i ostry klimat górski mógłby pogorszyć stan zdrowia (gruźlica), dlatego Karol Szymanowski na rok przed śmiercią opuszcza likwidowaną już „Atmę”. Poczuł się bez domu. Po utracie Tymoszówki, tracił Zakopane. Ostatni rok życia spędził na tułaczce po szwajcarskich sanatoriach na kuracjach.

Wcześniej jednak odbyły się ostatnie imieniny kompozytora na Marszałkowskiej, w domu jego siostry Stasi Bartoszewiczowej. Krewni, znajomi i przyjaciele z udziałem Zofii Nałkowskiej z koszykiem winogron na kolanach, omawiali spotkanie na przyszłą wiosnę, której Szymanowski nie doczekał. Spieszył się z listem do matki, żeby powiedzieć jej, że premiera baletu odniosła wielki sukces w operze paryskiej. Kompozytor zaproszony do loży polskich ambasadorów (Chłapowskich) u boku prawdopodobnie Jana Lechonia, który był wtedy sekretarzem ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Paryżu, wysłuchał swojej barbarzyńskiej muzyki Podhala w swej formie samorodnego piękna. Wystawienia swego dzieła „Harnasie” Karol Szymanowski za życia w Polsce nie doczekał. Odbyło się ono dopiero w 1938 roku w Teatrze Wielkim w Poznaniu, w rok po śmierci kompozytora. Zmarł w Lozannie w 1937 roku. Muzyka jak mawiał autor II Koncertu na skrzypce i orkiestrę, jest niejako aromatem kwiatu danej kultury. Surowość, nędza i bezwzględność życia oraz upajająca piękność otaczającego świata, ukształtowały duszę górali a z nią wszystko, co oni w życiu uczynili i jaką muzykę stworzyli.

Do wronczyńskiej Księgi Pamiątkowej Karol Szymanowski wpisał się 29 września 1927 roku. Znajdujemy również wpisy osób zamieszczonych w niniejszym artykule - Jana Lechonia, Antoniego Słonimskiego, Henryka Sztompki, Marii Mortkowicz-Olczakowej, Kornela Makuszyńskiego, Alfreda Chłapowskiego, Zdzisława Jachimeckiego, Ignacego J. Paderewskiego.

W roku 2015 Salon Artystyczny im. Jackowskich w Pobiedziskach obchodzi 200 rocznicę urodzin wielkiego organicznika, patrioty Maksymiliana Jackowskiego oraz XX- lecie działalności Salonu Artystycznego im. Jackowskich. Salon czuje się spadkobiercą tradycji wronczyńskiego dworu koło Pobiedzisk, w którym przed drugą, światową wojną, spotykali się najwybitniejsi przedstawiciele świata teatru, literatury, muzyki, polityki. Salon Anny Jackowskiej z domu Schiller – aktorki krakowskiej i jej męża (dyplomaty, pracownika MSW, autora książki pt. „W walce o polskość”) tętnił życiem w latach 1924 – 1934.  W Salonie Artystycznym im. Jackowskich odbyło się ponad 160 imprez, spotkań z artystami, pisarzami, muzykami itp. Celem Salonu jest upowszechnienie dóbr sztuki w skali kraju, promocja twórczości  profesjonalnej i amatorskiej. Salon jest współtwórcą filmu o Maksymilianie Jackowskim pt. „Król Chłopów”. Powstał Album pt. „Salon Artystyczny im. Jackowskich w 20-lecie”.

Nasza strona: www.salonartystyczny.com.pl