Stefan Pastuszewski - Swarka

Swarka, czyli po ukraińsku spór, konflikt. Nadanie takiego tytułu spektaklowi poświęconemu rzezi wołyńskiej w 1943 roku to mimo wszystko przychylenie się do ukraińskiej narracji o tych wydarzeniach. Bo nasi południowo-wschodni sąsiedzi, jeśli już o tym mówią, to używają pojęcia wołyńska tragedia. A więc, że wszyscy byli ofiarami, że „to taki był czas i to tak było wszystkim nie tak jak trzeba” (Kataryna Jakubczenko), że chłopi Ukraińcy zostali zmanipulowani i częściowo pod przymusem wciągnięci w odgórnie zmajstrowaną machinę czystki etnicznej. Ukraińcy uciekają od faktów (70.000 zamordowanych Polaków, 3.000 zamordowanych Ukraińców), a rozwodzą się na temat przyczyn tejże tragedii, zwanej przez nich nie zbiorowym mordem czy ludobójstwem tylko czystką etniczną, Ihor Derevanyj z Centrum Badania Ruchu Wyzwoleńczego we Lwowie pisze:

 

„Na początku XX wieku oba narody starały się o swoją niepodległość i wtedy zetknęły się dwie polityczne idee. Polska - odtworzenia wielkiej Rzeczpospolitej z ziemiami ukraińskimi. I ukraińska - zbudowania niezależnego państwa na etnicznych terenach Ukrainy. To jest osnowa wszystkich dalszych konfliktów. Pierwszym była wojna polsko-ukraińska 1918-19, którą Ukraińcy przegrali. Polacy zaczęli okupować zachodnią Ukrainę. Uważali ją za swoją, Ukraińcy za swoją. Polacy mówili, że w miastach żyje polska ludność, a Ukraińcy, że na wsiach większość jest ukraińska. Czas pomiędzy 1918 a 1939 w ukraińskiej historii uważamy za polską okupację - Polacy dyskryminują Ukraińców ekonomicznie  i politycznie.

Nie wypieramy się, że Ukraińcy zabijali Polaków. Ale nie było to ludobójstwo, tylko czystka etniczna. Ludobójstwa dokonuje państwo, a przecież działo się to w czasie niemieckiej okupacji i państwa ukraińskiego nie było”.

Wszystko to prawda, ale w prawdzie historycznej najważniejsze są fakty, a dopiero potem świadomość narodów, społeczeństw, jednostek, w odniesieniu do tych faktów. A te jednoznacznie obciążają stronę ukraińską. Polska polityka dyskryminacyjna z okresu międzywojennego i polskie panoszenie się władz i kolonistów (częste nazywanie chłopów ukraińskich kabanami) mimo wszystko nie mogą być usprawiedliwieniem zbrodni. Okrutnych zbrodni; Aleksander Koman wyliczył 362 sposobów zabijania. Pewnym usprawiedliwieniem może być jedynie niedojrzałość emocjonalno-kulturowa narodu, spychanego przez wieki w dolne strefy stratyfikacji społecznej, a któremu schyłek XIX wieku zaoferował iluzję własnego państwa. Państwa skądinąd narodowi temu należącego się, ale którego nikt, z wyjątkiem Niemców w okresie I wojny światowej, i po części Józefa Piłsudskiego, nie chciał pomóc budować. Do owych przyczyn społeczno-politycznych doszedł wschodni temperament i, przejęta od Rosji, głównych wychowawców Rusinów, brutalna metodyka rozwiązywania konfliktów oraz dążenia do upatrzonych celów. Nie ulega wątpliwości, że polski opór podczas owej czystki etnicznej (Polacy nie chcieli opuścić Wołynia) prowokował napastników (w omawianym spektaklu pada pytanie: - „Dlaczego Polacy nie uciekali?).

Odejście od prawdy faktograficznej na rzecz prawdy subiektywnej, a więc głęboka indywidualizacja i personalizacja wydarzeń z lat 1943-1945, dokonana przez autorów i realizatorów Swarki jest zabiegiem na rzecz upodmiotowienia widza, który sam winien wyciągnąć wnioski. Marcin Napiórkowski pisze:

„Sztuka Katarzyny Szyngiery i Mirosława Wlekłego wymaga od widza niezwykle trudnego zadania: wcielenia się w sytuację, w której – wbrew temu, czego nas nauczono – rezygnujemy z prawdy. Opowiadamy i słuchamy lecz nie oceniamy.”

Jest to również pewna technika rozwiązywania konfliktów i… pojednania. Rozmycie, rozciągnięcie w czasie, wygaszenie…

„- A co z prawdą”

– pyta M. Napiórkowski i zaraz opowiada:

„Prawda może przyjdzie później… Prawdopodobnie wtedy, kiedy nikomu już do pojednania nie będzie potrzebna. Będziemy gotowi jej wysłuchać właśnie dlatego, że już nie będzie nam zależało”.

Tak, jak obecnie wysłuchujemy prawdy o – odległych przecież w czasie i już emocjonalnie wygaszonych, polskich powstaniach narodowych.

Owo emocjonalne wygaszenie widoczne było w reportażach, których fragmenty wyświetlano podczas spektaklu. Przepytywani Polacy i Ukraińcy, świadkowie wydarzeń (dobrze dla badań historycznych, że ich w ostatniej chwili nagrano) mówili o tych wydarzeniach beznamiętnie, spokojnie, ale jakby z niechęcią. Inna rzecz, na ile starcza pamięć zniekształcała, rozmywała, idealizowała.

Sześciu aktorów (Grzegorz Artman, Beata Bandurska, Mirosław Guzowski, Martyna Peszko, Michał Wanio, Izabela Warykiewicz) usiłowało ożywić, uaktualnić ową narrację, a uczyniło to w sposób całkiem udatny, koncertowy wręcz. Dzięki ich różnym sztuczkom, choć problem był ciężki, materia słowno-wizualna rozmyta i senna, mało pobudzająca aranżacja sali wykładowej (niewygodne ławy dla słuchaczy a naprzeciw pulpity lektorskie), to jednak spektakl nie nużył. Aktorzy próbowali gadać z ekranem, przekonująco spierali się ze sobą, nawet zaśpiewali, choć niezbyt zgrabnie, piosenkę á la dumka. Zupełnie jednak niepotrzebnie zakpili z rzymskokatolickiego rytuału  melodycznej recytacji patetycznego tekstu. Mnie osobiście najbardziej podobał się moment, kiedy jeden z nich patetycznym głosem czytał przysięgę OUN-owca a pozostali ostentacyjnie kaszlali i smarkali. Bo patos, po latach, a także u osób spoza patosu, rzeczywiście męczy i nuży.
Treścią Swarki są nie tylko wspomniane i omawiane fakty, ale same opowieści o nich oraz naukowe i publicystyczne interpretacje. „Nie do końca wiadomo, co tu jest zainscenizowanym wtórnie materiałem archiwalnym, co streszczającym fakty głosem reporterskim, a co czystą literacką fikcją.” (M. Napiórkowski).
Po raz kolejny sfalsyfikowano przypisywanie Ukraińcom zamordowania czterech dzieci przywiązanych do drzewa. W istocie to, popadła w obłęd Cyganka Marianna Dolińska, 11-12 grudnia 1928 roku okrutnie zamordowała swoje dzieci. A jednak fotografia tego przerażającego zdarzenia posłużyła jako model pomnika rzezi wołyńskiej wystawionego w Przemyślu. Dowodzi to swoistej, choć mimowolnej nieuczciwości, czy po prostu niemożności oderwania się od stereotypu, strony polskiej.

Skoro jesteśmy przy nieporozumieniach, to muszę wytknąć autorom spektaklu złe tłumaczenie ukraińskiego terminu chutor. Nie jest to wcale folwark, który był przecież elementem feudalnej gospodarki rolnej. Choć na Ukrainie dominowały ogromne latyfundia, to jednak były też słodoby, czyli wsie wolnych chłopów. A już na pewno, w połowie XX wieku folwarki już nie istniały. Lepiej więc pozostawić oryginalną formę chutoru, tym bardziej, że brzmi ona bardzo egzotycznie.
Drugim anachronizmem jest forma znaku krzyża, wykonywanego – dla podkreślenia grozy – przez jedną z aktorek. Unici nie żegnają się jak rzymscy katolicy całą dłonią tylko trzema palcami (szczyptą).

Zwrócenie uwagi na te szczegóły jest dlatego istotne, że Swarka operuje nie tylko w fikcji ale i w realu, czy to w sferze faktów czy świadomości tychże faktów.
Jest to bowiem spektakl osadzony w interesującym projekcie Interwencje, którego kuratorami są Grzegorz Niziołek i Agata Siwiak z Agencji i Fundacji GAP w Krakowie A. Siwiak pisze:

„Projekt Interwencje zasadza się na wejściu teatru w rzeczywistość, przekroczenie murów budynku instytucji, szukanie doświadczenia w pozateatralnym „realu" - czasami będzie to przestrzeń konfliktu (kryzysu, czasami miejsca pamięci, ślady, innym razem konfrontacja z osobistą historią. Twórcy spektakli) projektów będą zmuszeni do modyfikacji swojej artystycznej tożsamością- staną się po trosze śledczymi, aktyw aktywistami wchodzącymi w samo jądro społecznego żywiołu - nieprzewidywalnego, niemożliwego do wyreżyserowania.

W pierwszej edycji Interwencji planujemy trzy projekty realizowane w Teatrze Polskim w Bydgoszczy - dwa spektakle (powstające we współpracy z Agencją i Fundacją GAP w Krakowie, w ramach projektu POP-UP, którego kuratorami są Grzegorz Niziołek i Agata Siwiak) oraz działanie, którego finałem będzie instalacja performtywna, oraz kontekstujące premiery debaty i warsztaty. Spektakle są zrealizowane w tandemach reżyser-reporter pierwszy etap prac stanowi wspólna wyprawa reporterska - poszukiwanie tematów, spotkania, wywiady.  W drugim etapie zebrany materiał zostanie przełożony na pracę na scenie, jest to jedyny jak dotąd  w polskim teatrze eksperyment w którym reporter  i reżyser współpracują ze sobą w ścisłej symbiozie przez cały proces twórczy - od wyznaczenia palącego tematu społecznego po jego sceniczną transpozycję”.

To, że w bydgoskim Teatrze Polskim zaczęto Interwencje realizować jest konsekwencją kierunku wytyczonego swego czasu przez Pawła Łysaka. To on konsekwentnie wprowadzał na bydgoską scenę real i to często bieżący.

Reasumując, mamy do czynienia z udanym, o czym również świadczy reakcja premierowych widzów (5 września 2015 roku), i poruszonych treścią, i pełnych uznania dla aktorów.

Jedno co można zarzucić owemu mariażowi iluzji z realem, ale przecież przechylonemu w kierunku realu, to to że w rezultacie  rozbił, poszatkował ów real. Autorzy scenariusza i reportaży – dokumentów Katarzyna Szyngiera i Mirosław Wlekły poddali się tezie Georga Didi-Huberman’a, że rzeczywistość jest „niemożliwa”, że istnieje i przejawia się ona tylko pod postacią „kawałków”, strzępów, rzeczy częściowych. Napisali:

„Szukamy wręcz kluczu do zrozumienia tragicznej przeszłości w strzępach wspomnień.”

Doprawdy, ale rzeczywistość, w tym rzeczywistość mordu, ma swoją strukturę, swoje przyczyny wraz z ich hierarchią, przebieg i skutek. A struktura ta w Swarce została rozbita. Mieści się więc ten spektakl we współczesnej technice fragmentaryzowania świata. Celowe to czy nie celowe? Na pewno modne…

 

Katarzyna Szyngiera i Mirosław Wlekły, Swarka

reż. Katarzyna Szyngiera

Teatr Polski w Bydgoszczy

premiera 5 września 2015 roku

Również tego autora