Ludwik Filip Czech - Zapis powrotów

Najnowszy zbór wierszy Marii Danuty Betto nosi tytuł „Rejon śpiących drzew”. Książka wydana jest schludnie, zawiera 46 tekstów. Jeśli w poprzednich zbiorach tłem dla wierszy była przyroda, to teraz ustąpiła ona miejsca pejzażom natury osobistej. Autorka prowadzona przez poezję w „odludne miejsca”, czasami „dotyka nieba” („Oczekiwanie”), jednak coraz częściej „znikomość świata rozpatruje”. Konfrontuje się z własną samotnością, nieuchronnym przemijaniem. W zakamarkach codzienności dostrzega symbole przeszłości. Tak jak w „Powrotach”, gdzie wracając w progi rodzinnego domu, znajduje wyłącznie porzucone bibeloty, pustą budę psa i zdziczałą czereśnię.

Ta osobista podróż ma jednak drugie dno – historyczne. Rodzinna tragedia przechodzi tutaj bowiem w wymiar ogólnoludzki, narodowy. Taki motyw odnajdujemy w „Karuzeli” i „Zapisie”. W tym ostatnim czytamy:

Palił się kościół
(...)

Gromadził się tłum
I patrzył
(...)

Pękł ołtarz na dwoje
Runęła ambona
(...)

Rząd świętych
W ogień wstępował

Aspekt przemijania odnajdujemy tutaj w wielu tekstach. Choćby w eklektycznej „Kolejności”. Czas jest motywem wiodącym w tej książce. I chociaż dojrzała autorka pisze w „Rzeczywistości III” – „uczę się życia”, to ma się wrażenie, że owa nauka skupia się już wyłącznie na sortowaniu  porażek. Od złudzeń, które pierzchły, po gorzką konkluzję nad własną cielesnością. Są więc tutaj „pałace złudzeń”, są lustra, których się unika. Jest wreszcie lekceważąca nas nadzieja (”Czasami”). W mądrym wierszu „Relacja II”, to wszystko klarownie się łączy,  podsumowuje,  prostota narracji buduje dramatyzm. Wyjątkowym wierszem jest też „Teraz”. To szczególny zapis emocji, wyciszonych, dojrzałych. Przytoczę fragment:

Chodzę
Ze śmiercią pod rękę

Początkowo patrzyłyśmy
Na siebie bokiem

Nie maltretowałam jej
Strachem lub protestem

Nie pytałam
Jak będzie potem

Śmierć sama nie wie
Jest tylko
Od wypełniania zadań
(…)

Być może jest tak, że poezja ocala. A zaprzęgnięta do niej wyobrażnia dopełnia niedoskonałą rzeczywistość. Kiedy bowiem „wysycha rzeka wspomnień” (”Cień”), to właśnie wyobraźnia wespół z poezją,  posiadają moc przywracania młodości,  pamieci o ludziach onegdaj niezastąpionych. Taka perspektywa pokrzepia, stawia  przed upiornym wizerunkiem śmierci  nowe cele. To może być kolejny, udany wiersz, niezaplanowane uczucie, albo świadomość przynależenia do wielkiej, poetyckiej wspólnoty, której przewodzi Herbert i Sylwia Plath (”Obietnica”). W „Jasności” poetka jest przekorna, słyszy „szepty nieba”. Zapowiada bliskie rozstanie.  Ale więcej w tym kokieterii, niż kapitulacji. Bo przecież w innym wierszu manifestuje własną odrębność – żywiołowo recenzuje współczesną poezję, zarzuca jej teatralność, promowanie wątpliwych zasad moralnych. Nie jest zatem tak, że świat jej zobojętniał, że ubiera się już tylko „w pióra modlitwy”. W „Odwrotności” czytamy:

W snach moich
Poeci

Przepowiadają
Kolor nadziei

Nową konstrukcję wiersza

Tańczą
Ich resztki sumienia

Za każdym razem
Krzyczy we mnie człowiek

Tomik „Rejon śpiących drzew”, utrzymany jest w tonacji żałobnej. Ale to wulkan energii i optymizmu. Poetka nas zwodzi, sprawdza. Zaprasza do konduktu, ale dodaje, że będzie on radosny. Widać to choćby w „Nadziei”, gdzie „ przez chmurę przebije się słońce i dzień”. Maria Danuta Betto jest wybitną afirmatorką życia, trzeźwo oceniającą rzeczywistość. Nawet swój własny udział w bolesnym przemijaniu. Ufa przeznaczeniu, nie tylko w wymiarze osobistym. Trzeba mieć nadzieję, że rezultatem tego przeznaczenia będzie niebawem jej kolejny zbiór wierszy.

Książkę polecam.


Maria Danuta Betto, Rejon śpiących drzew, Dobrzyńsko-Kujawskie Towarzystwo Kulturalne, Włocławek 2015, ss. 51.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora