Damian Skawiński - Co z tymi kobietami?

Kobieta – czyż był w dziejach męskiej części populacji częstszy powód do tworzenia wszelkiej maści dzieł? Zdaje się, że nie. Dlatego też współcześnie pisanie o kobietach i z powodu kobiet wydaje się być dużym wyzwaniem. W kwestiach tych powiedziano już bowiem tak wiele i na tak liczne sposoby, że trudno pokusić się o coś oryginalnego, niebanalnego i zaproponować interesującą wypowiedź literacką. Zadania podjął się bydgosko-gdański poeta Piotr Cielesz, autor tomiku „Moje nie-moje kobiety”. Paradoksalny, ciekawie skonstruowany tytuł właściwie obrazuje zaprezentowane wiersze. A jakie one są?

Przepełnione bólem, tęsknotą, zgorzkniałością i oczywiście biografizmem. Każdy z nich opowiada o jednej z kobiet, które pojawiły się w życiu autora. Każdy jest zamkniętą historią, opowiedzianą w lirycznej formie niekiedy na poły prozatorskim językiem, wypełnionym datami, miejscami i przeróżnymi informacjami:

był rok 1979
studiowaliśmy w wyższej szkole pedagogicznej
w bydgoszczy
ty olu rusycystykę
a ja polonistykę
miałem do ciebie dziwną słabość

Cielesz wspomina piękne, upojne chwile spędzone ze swoimi kobietami, przywołuje także i te gorzkie, zwłaszcza rozstania. Jest bardzo wylewny, z niezwykłą wręcz łatwością otwiera się przed czytelnikiem, poraża szczerością, weryzmem w opisywaniu konkretnych sytuacji i emocji. Zaprasza do swojego życia intymnego, odsłaniając jego meandry. Początkowo wydaje się to dość szokującym zabiegiem, z biegiem czasu jednak obok pikantnych opisów, przebogatych obrazów i licznych rozterek dostrzec można w tych tekstach duże pokłady liryzmu.

Każdy z kilkunastu wierszy-wspomnień ma podobną konstrukcję. Okoliczności poznania kobiety, krótki opis, przeżyte sytuacje, rozstanie, refleksja podmiotu, a do tego, w samym zakończeniu… odniesienie do Boga w formie prośby: o błogosławieństwo i łaskę dla danej kobiety czy też o przebaczenie podmiotowi jego błędów. Zabieg taki powoduje, iż teksty przybierają nieco litanijny charakter, sakralizując przywoływane damy, a z autora czyniąc swego rodzaju kapłana na ołtarzu miłosnych wspomnień.

doszły mnie ostatnio słuchy że urodziłaś syna i
że też masz kłopoty niemałe ze swoją psyche
niech dobry Bóg zmiłuje się nad Tobą
żegnaj

Z perspektywy czasu podmiot dostrzega, jakie błędy popełnił w każdej opisanej relacji. Wie, czemu się nie rozwinęły. Nie ukrywa, że przyczyniły się do tego także jego problemy psychiczne czy też nadużywanie alkoholu. Jedno jest pewne – to jednostka niesłychanie wrażliwa, emocjonalna, która przez całe życie uczuciowe, jakiego przekrój tu poznajemy poszukiwała miłości, czułości, spełnienia. Niestety – częściej napotykała na trudności, samotność, a liczne uczucia wybuchające wulkanem pożądania najczęściej szybko gasły w mgle nieporozumień, nałogów. Mimo niepowodzeń, które niekiedy były również spowodowane przez nie do końca uczciwe wobec niego postępowanie kobiet, pełen jest dla nich szacunku i zrozumienia, zapewne z powodu nawrócenia, dużej religijności, przewartościowania, które dokonało się w nim przez te wszystkie lata. Życzy im jak najlepiej i odwołuje się przy tym do Boga, jak już zauważono. Co więc pozostało mężczyźnie po tych przeżyciach? Ból, żal, być może też (w pewnej formie) tęsknota, wyrażająca się tym, że:

czasami telefonuję do ciebie
by usłyszeć twój głos
twój głos

Każda przybliżona przez autora relacja z kobietą wyróżnia się namiętnością, gwałtownością, emocjonalnością. Wiele z tych znajomości w dużej mierze opartych było na pierwiastku fizycznym. Seksualność, szeroko pojęta cielesność – to nierzadko klucz do zrozumienia poszczególnych związków. Intymne sytuacje z przedstawicielkami płci pięknej zdarzały się podmiotowi w wielu różnych sceneriach, co przydawało im tylko pikanterii:

poszliśmy do tajemniczego lasu
do domku myśliwskiego twojego ojca
kochaliśmy się tam aż do bólu
pieściłem do bólu twoje piękne piersi
pieściłem do bólu twoją cudną kuciapkę
byliśmy szczęśliwi tego lata

Potrzeba doznań seksualnych, fizycznego spełnienia często warunkowała poczynania podmiotu w relacjach damsko-męskich. I nie chodzi tu wcale, jak się zdaje, o kwestię zaspokajania popędu seksualnego – ważniejsze jest poczucie bliskości, jedności z kobietą, charakteryzujące się postrzeganiem kontaktu fizycznego w kategoriach wręcz sakralnych, wysoce uduchowionych, niepozbawionych jednak pierwiastka gwałtowności. Połączenie sfery sacrum z profanum, duchowości z cielesnością, delikatności z wulgarnością – poezja Cielesza potrafi zaskakiwać dychotomicznością, współistnieniem przeciwieństw, podkreślających dobitnie rozdroża jego psychiki i nietypowość osobowości twórczej.

Wśród osobistych, miłosnych retrospekcji pojawiają się w tym tomie mimochodem także inne płaszczyzny, na przykład historyczno-biograficzna – czasy szkolne, czyli głęboka komuna, studia, wreszcie działalność literacka i dziennikarska, czy też zmagania autora z bezpieką:

napisałem artykuł o pedofilu leszku l.
który jak się okazało był
najdrożej opłacanym
w bydgoszczy
tajnym współpracownikiem służby bezpieczeństwa
zaczęło się szczucie mnie (…)

I wreszcie lata dziewięćdziesiąte, naznaczone na początku leczeniem psychiatrycznym i usilnym ukazywaniem własnej nonkonformistycznej natury, wyrażającej się sprzeciwem wobec przyjętego porządku.

Jednym z elementów stanowiących stałe tło męsko-damskich sytuacji w tych wierszach jest muzyka – autor zaskakuje doskonałą pamięcią, przywołując zespoły, płyty, czy nawet konkretne tytuły piosenek - akompaniujących prywatkom, intymnym spotkaniom i słuchanych na koncertach.

pojechaliśmy do gdyni do teatru muzycznego
szybkie palce johna mclaughlina
robiły swoje
boski rytm na perkusji wygrywał genialny
dennis chambers

Poetyka wierszy w tym tomiku jest dość skromna – spośród środków językowych na pierwszy plan wysuwają się epitety budujące emocjonalny charakter wypowiedzi, powtórzenia podkreślające najważniejsze elementy wyznań oraz liczne zwroty bezpośrednie wzbogacające osobisty wymiar tekstów. Autor ma także tendencję do częstego posługiwania się spójnikami. Wiersze są białe, pozbawione także znaków przystankowych, poszczególne wypowiedzi zaczynane są małymi literami, tak samo jako nazwy własne. Cielesz ma poza tym skłonność do długiej frazy, która w połączeniu z gawędziarskim niekiedy stylem tworzy formę z pogranicza prozy poetyckiej, podzielonej po prostu na wersy. Język, jakim posługuje się poeta to najczęściej język codzienny, naturalny, wyzbyty ze sztuczności, obłudy, bogaty w potocyzmy.

Zaprezentowane wiersze zdają się być nazbyt wylewne – „przegadane”, w potoku słów autora gubią się prawdziwe przeżycia, refleksje, chce on przekazać zbyt dużo słowami, zapominając, jak wielką bronią dla poezji są eufemizmy, elipsy, niedopowiedzenia, urwane zdania. Zbyt mało zostawia czytelnikowi, który może poczuć się zagubiony w gąszczu emocjonalnych wyznań, nie znajdując żadnego pola do interakcji z tekstem.

Ciekawym zabiegiem autora wydaje się być umieszczenie, zamiast klasycznego wstępu, tekstu utworu Leonarda Cohena „Ciało pełne samotności” w przekładzie Daniela Wyszogrodzkiego. Tomik kończy inne jego dzieło, „Dalej książeczko”, w tym samym przekładzie. Pojawia się jednak jeszcze bonus w postaci „wiersza dla mojego przyjaciela krzysztofa lesińskiego”, który stanowi nietuzinkową formę zwrócenia się do bliskiego kolegi przez poetę, stanowiącą interesującą „odskocznię” od zaprezentowanych w tomie wierszy „okołokobiecych”.

I jeszcze słowo o szacie graficznej tej książki – jest dość skromna, stonowana, wzbogacana kilkoma klimatycznymi grafikami. Prostota formy stanowi tutaj tylko tło dla treści, na której powinien skupić się czytający.

Reasumując, dzieło Piotra Cielesza to pozycja o interesującej konstrukcji, z ciekawym pomysłem, którego realizacja mogła jednak być nieco lepsza. Poeta, otwierając się przed czytelnikiem, porażając szczerością i szczegółowością swoich wyznań kilkukrotnie posunął się jakby za daleko. Za mało zostawił dla naszych domysłów, możemy po prostu poznać jego emocje, odczucia, spróbować je zrozumieć. Autor przybliżył „swoje” kobiety, czyli te, z którymi był i z którymi łączyło go uczucie, namiętność, ale i jednocześnie „nie-swoje”, gdyż znajomości te zakończyły się (często w burzliwy sposób), pozostawiając jednak zawsze w jego osobowości jakiś ślad i determinując koleje życia. Gdyby nie te wszystkie kobiety, nie byłby dziś tym, kim jest – mężczyzną z wielkim bagażem doświadczeń, które przelane na papier stają się osobistą, intymną, wymagającą specjalnego podejścia poezją.

Piotr Cielesz, „Moje nie-moje kobiety”, Gdańsk 2009, ss. 56.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież