Rafał Jaworski - Refleksje wiernego z zimnej kruchty

Parę lat temu czekałem w kilkunastoosobowej grupie wiernych, w przejmująco zimnym kościele na księdza, aby mieć szansę na przystąpienie do sakramentu pokuty w szczerym akcie skruchy. I wtedy wyobraziłem sobie egzystencjalną pustkę, przepaść rozpaczy gdyby fizycznie nie było szafarzy bożego rozgrzeszenia. Ogarnęła mnie wewnętrzna ciemność i przypomnienie klimatu Meksyku lat dwudziestych, przywołałem heroizm bohaterów Cristiady, przed oczami przemknęły sekwencje „Mocy i chwały" Grahama Greena, powieści o grzesznym kapłanie, ale spełniającym swe powołanie do końca, do granic męczeństwa. Nota bene, Graham Green, podobnie jak Borges nie dostali Nobla, tylko dlatego, że oryginalnie i wyraziście reprezentowali prawicowy nurt kulturowy i aksjologiczny,

choć technicznie byli niedościgłymi mistrzami słowa i sposobu narracji. Ale wracając do naszych czasów, parę lat temu, współcześni księża skończyli odwiedziny duszpasterskie i kilkanaście minut przed wieczorną Mszą Świętą zjawili się w konfesjonałach. Podkreślam: - zjawili się. Podkreślam: - ulga.

Kapłaństwo - sakrament warunkujący inne sakramenty, aktywne życie zbiorowości w Bogu i dla Boga, ale głównie dla drugiego człowieka; kapłaństwo niejednokrotnie podle teraz atakowane, kwestionowane, wyszydzane jest w ludzkiej termitierze niezbędne dla nieustannego odświeżania duchowości, przekraczania tego, co nachalnie materialne, spłycające kondycję duchową człowieka do przebieżek po ścieżkach zdrowia i bezrozumnemu oddawaniu czci ołtarzykowi kineskopu czy plazmy. Jako niezbędne jawi się też w wymiarze pastoralnym i wychowawczym. A jednak często jest trawione wadami mechanicznego spełniania zadań, brakiem poświęcenia, chęcią przypodobania się trendom cywilizacyjnym, a w warstwach górnych hierarchii pojawia się chęć unikania konfliktu z lobby grzechu i w jakimś stopniu pokusa brylowania na salonach (bez nazwisk, każdy kto śledzi życie społeczne doskonale wie o kogo chodzi). Klinicznym przykładem chowania „głowy w piasek" był „List pasterski w/s rodzin" skierowany przeciwko (w pierwotnym założeniu) ideologii gender w roku 2014. Tekst uchwalony na posiedzeniu plenarnym Episkopatu opublikował niezwłocznie „Nasz Dziennik" na swej internetowej stronie, ale już do odczytania z ambon został przesłany inny, zmodyfikowany przez nieujawnionych redaktorów, a w archidiecezji katowickiej nawet ten złagodzony został zastąpiony lokalnym, mało wyrazistym, wręcz sennym. Niektórzy biskupi chcą być postrzegani jako bardzo postępowi, by w publikatorach typu TVN, TVP nie nazwano ich „kościelną konserwą", albo zarzucono im „politykowania". Nie dotyczy to wszystkich biskupów, ale wycofanie poparcia dla marszu w obronie uczciwych wyborów w dniu 13 grudnia 2014 r., nawet przez tych bardziej nieugiętych, świadczy o zaczynie erozji odwagi cywilnej. Św. Augustyn w „Confessiones" ustanawia lęk w życiu chrześcijanina równorzędnie z grzechami głównymi: -dla przypomnienia: pycha - Syr 26-28; chciwość - 1 Tm 6,10 itd. Chciałbym, aby przywódcy religii, z którą jestem organiczne związany, byli bardziej zdeterminowani odwagą, niż ja -czyli nikt, obywatel kruchty.

Krzyż „Pro Ecclesia et Pontifice" otrzymali m.in.: Paweł Adamowicz (burłak w garniturze ciągnący samolot tanich linii Józefa Bąka, CBA udaje, że prześwietla jego oświadczenia majątkowe, Tomasz Arabski (tak, ten - obecnie ambasador) i Jacek Karnowski (z Sopotu, wątpliwe umorzenie zarzutu łapówkarstwa) i w roku 2015 Andrzej Rzepliński, który brutalnie wyśmiewał oczywisty fakt sfałszowania wyników wyborów samorządowych jesienią 2014.

Stan kapłański i samo kapłaństwo jako takie, jako byt sam dla siebie, jest dla mnie i zapewne dla wszystkich, którzy nie traktują tego stanu jako zawodu, trudną, nieprzenikalną tajemnicą jak istnienie, czy zaistnienie człowieka jako człowieka w jego wieloaspektowości ontycznej. Kapłaństwo jest tajemnicą jak każdy bezpośredni kontakt ze sferą numinosum, tym co święte. I zapewne dlatego kapłanom (jak mistykom) trudno powiedzieć coś pozametaforycznego (racjonalnego) o tych relacjach. Wielu księży i zakonników „para się" obecnie poezją, przykładowo: Wacław Oszajca, Wacław Buryła, Jan Sochoń, Kazimierz Wojtowicz, Janusz St. Pasierb, Jan Warchoł, Janusz Malinowski i innych „legion". Najprawdopodobniej to droga pośrednia do wyrażania swych stanów poznawczo-kontemplacyjnych.

Sam nie doznałem pokusy bycia kapłanem, choć życie pustelnicze fascynowało mnie od młodzieńczych lat, od czasów kiedy nabyłem jakieś chrome podstawy świadomości egzystencjalnej. Nie miałem powołania, czyli wyboru przez Boga, które jest do tego teoretycznie konieczne. Piszę teoretycznie, bo mogę sobie wyobrazić osobę aspirującą do bycia duchownym z powodów innych niż czysta miłość do Chrystusa i wiernych, typu: - prestiż, zamiłowanie do samotności, opiekę hierarchii, ciśnienie rodzinne, brak pomysłu na życie świeckie. Kapłan jawi się jest pośrednikiem między człowiekiem a Bogiem, sam będąc człowiekiem najbardziej - współbratem i nauczycielem ludzi, ale i w jakiś sposób współgrzesznikiem, który ma moc rozgrzeszania. Mimo braku wezwania nadprzyrodzonego, zaczytywałem się w „Apoftegrnatach Ojców Pustyni", „Św. Antonim Pustelniku" Św. Atanazego, czy opracowaniach „Kobierców" Klemensa Aleksandryjskiego, pismach Bonawentury itp. Nie uczestniczyłem jednak bezpośrednio w tej tajemnicy, niewiele mogę więc konstruktywnie dopowiedzieć. Mogę wpatrywać się w ten święty stan, jak Rainer Maria Rilke wpatrywał się całymi dniami w panterę za kratami klatki w paryskim ogrodzie zoologicznym i być zmuszonym do ewokowania z siebie jakiegoś wiersza w wyobrażanym klimacie z elementami konkretu, efekcie doświadczenia po zewnętrznej stronie klauzury, czy wikarówki:


Przemienienie

Końcami palców, oburącz
uchwycił biały krążek opłatka.
Ręce wzniósł tak wysoko, że naprężony,
aż lewitował, aby być bliżej
Mocy Boga. I stał tak, stał
długo.

Niepokój ogarnął wiernych: - czy potrafi,
czy zwątpił... On, dziecko Biedaczyny z Asyżu,
czekał na spełnienie przemiany.
Jakby jego kapłaństwo,
to było za mało. Jakby trzeba było więcej łaski,
albo jakby nie był godzien takiego zaszczytu...

Pod kopułą bazyliki,
pośród prostych dusz śląskiego ludu,
Anioły nie podległy prawu wątpienia,
ale i one
wytężyły wzrok.

Oblubieńcy czekali. Już w euforii oddania
pocałowali swe ręce i obrączki.
Czekali goście i świadkowie, ich uwaga
dotyczyła rzeczy zapewne innych.
Ale jego stopy
twardo uciskały posadzkę:

- Dokonał
                                               7 październik 2006

Fascynacje tą formą życia potwierdza mój wiersz, który w końcu lat 80-tych napisałem o Tomaszu Mertonie (zakonnik, mistyk). Oczywiście wielebna postać była pretekstem do konkretnych uogólnień:

Ojciec Ludwik z Gethsemani w Kentucky

Zaczął od ucieczki,
która nie jest ucieczką, a skokiem
w goniące. Od skoku, który skokiem nie jest,
a wspinaczką ku Prawdzie. Od wspinaczki, co cudem
wrastania w coraz większy głód Boga
ogałaca z szacunku pozycji, błyskotek talentu.

Olśniony pewnością, która nie przemija,
że Pan nasz, Jezus Chrystus, kocha właśnie jego –
Tomasza Mertona, umierał nieustannie
awangardzie jutra, idolom na luzie.

Umierał życiodajnie - w posłudze
pokory; sługa zrozumienia, co rozum
przekracza - jeden z tych, którzy świat
ocalają modlitwą.

Dożywotnie skazany, przedziwnie wolny
od siebie, od woli swojej - odchodził, aby być
bliżej, aby innym zbliżać obłóczyny ducha,
obłóczyny w światło.

Tak rodzi się człowiek dla Boga i człowieka,
nie z lędźwi kobiety, a w łono nieskończone.
Tak zaczynać trzeba w promieniu ciemności,
od niemożliwego... w sobie.

Opuścił swą wieżę, pośród leśnych dolinek.
W hotelu w Bangkoku nić jego umierania
zerwała elektryczność zepsutej maszyny.
Zabity przez światło - krzyknęli nadgorliwcy.
Nędzne analogie mają niezły tupet.

Lecz trzeba nam świadectwa i słowa, które rośnie,
bo Światło jest dla nas - przede wszystkim –
ciemnością i Świętość jest dla nas
rezygnacją z życia.

Trzeba podkreślać, że kapłaństwo jest zjawiskiem naturalnym. Towarzyszy ludzkości od zarania dziejów we wszystkich kulturach, począwszy od proto-politeistycznych, bardzo prymitywnych w refleksji teologicznej i kosmologicznej. W Starym Testamencie dla Izraela ustanowił je Mojżesz, któremu Bóg zlecił powierzenie tej funkcji Aaronowi i jego synom. Ale wydaje się, że w Starym Testamencie osobowym protoplastą kapłaństwa jest raczej Melchizedek, który po zwycięstwie Abrama nad koalicją państw mezopotamskich wyszedł z darem chleba i wina, czyli Melchizedek wyprzedza Aarona o jakieś siedem wieków. Trzeba też dodać, że Aaron występował przeciwko Mojżeszowi przyczyniając się do kultu złotego cielca, czyli jego czystość rytualna jest wątpliwa. Natomiast Nowy Testament mówi, że ofiara Chrystusa zastępuje ofiarę Melchizedeka.

Można (i chyba trzeba) traktować też kapłana jako ogniwo Instytucji, osobę powołaną niejako z urzędu do sprawowania funkcji przekazywania depozytu wiary i tym co się z nią wiąże. Namaszczony jako szafarz rzeczy świętych, taki człowiek wyrosły z ludu ma być organizatorem konfesji, nieść światło objawienia. Któż zastąpi nam funkcje kapłańskie w społeczności, kto mistrza ceremonii pogrzebowej, rozgrzeszenia w akcie pokuty czy świadka ślubowania małżeńskiego dwojga osób wobec samego Boga?

Jezus Chrystus nie tytułował się mianem kapłana. Żadna z Ewangelii tego terminu nie używa. Daje to asumpt do twierdzenia, że „Sługa Jahwe", „Baranek Boży” jest z natury rzeczy Kimś innym niż kapłan: - „Synem Bożym" współistotnym Ojcu, zesłanym dla odkupienia ludzkości jako żertwa i tu sensowna analogia z praktycznym kapłaństwem nie zachodzi. Wydaje się więc, że kapłan nie jest istotową kontynuacją Tego, który wstąpił do nieba, ale Chrystus winien być w nim wszystkim do czego dąży sam i co wskazuje bliźniemu. Czyli duchowny obowiązany jest naśladować Chrystusa, ale nie ma w nim przekazanego w święceniach cząstki bóstwa. W tym wymiarze jest równy każdemu człowiekowi. Apostołowie i ich współpracownicy w Nowym Testamencie też nie są zwani kapłanami, ale „starszymi" (gr. presbytteros), choć funkcje duchownych prowadzili.

Jaki Kapłan jest idealny? Jaki winien być Ideał Kapłana? Myślę, że taki ideał jest czymś jednak względnym, sytuacyjnym, warunkowanym przez signum temporis, przez rodzaj powołania i rodzaj powołanej osobowości, choć formacja wewnętrzna duchownego jest zapewne taka sama, a przynajmniej winna być taka sama. Przesłanie Objawienia obejmuje całe uniwersum we wszystkich jego przejawach, więc jeden paradygmat osobowy byłby nie na ludzką i ponad ludzką miarę.

Jak porównywać Św. Tomasza z Akwinu z Proboszczem z Ars!?
Św. Brata Alberta z Kardynałem Newmanem!?
Jak umieszczać na jednej płaszczyźnie wiary Św. Edytę Stein i bł. Karoliną Kózkowną!?
Jak misjonarzy uosobionych w postaci Ojca Beyzyma i Karmelitów Bosychi!?

Kanoniczna świętość kościelna jest wskazówką, ale każdy kapłan (jak człowiek) musi wybierać własną drogę do uświęcenia się w służbie Bogu i ludziom. Nie ma powszechnego modelu ideału duchownego. Jest podstawowy wzór opisany kerygmatem, który winien w zakresie minimalnym spełniać każdy chrześcijanin, a potem „kochaj i rób co chcesz". Bardzo źle się to obecnie kojarzy (jako przyzwolenie na „luz", koślawe nawet językowo „róbta co chceta"), ale to słowa Doktora Kościoła Powszechnego sprzed jego rozłamu.

Wyłuszczałem moje odczucia kapłaństwa na przykładach bardzo wysokich, ale w obecnych czasach kreowanie autorytetu jest konieczne, aby hamować „skundlanie się" istotowego wymiaru społeczeństwa. Kreowanie i samo-kreowanie się autorytetu musi zachodzić na każdym szczeblu drabiny społecznej. Musi być odbudowywane w sposób sensowny i skuteczny.

Pewien Ks. Proboszcz (w tutejszym, śląskim żargonie „Farosz") zbudował piękny kościół na planie greckiego krzyża z freskami profesora katowickiej Akademii, wraz z całą imponującą otoczką; ośrodek pomocy dzieciom z ubogich rodzin, dom parafialny z salą widowiskową, biblioteką, kawiarenką, siłownią, grotą solną. Wokół kościoła jest efektowna, w stylu ludowym, droga krzyżowa i ogródek różańcowy z wodotryskiem. W parafii działa ponad 40-ci różnych wspólnot wyznaniowych. Obok świątyni jest parafialny plac zabaw dla dzieci i boiska sportowe. Nie wspomnę już o imponującej zieleni otaczającej obiekty, pielęgnowanej troskliwie przez parafian. Sprowadził (kupił) z Niemiec wysokiej klasy organy, które tam demontowano, są więc organizowane profesjonalne koncerty. Proboszcz jawi się obiektywnie jako znakomity organizator oprawy liturgicznej. Zjednał sobie i dla Chrystusa większość ludzi. Parafia posiada i rozbudowała dom rekolekcyjno-kolonijny na Podbeskidziu. Działają aktywnie grupy charytatywne. Imponująco jak na te czasy i to w niewiele ponad 20-cia lat. Musi być też jakieś ale… wszystkim nie dogodzisz. Jest jednostronnym kaznodzieją. Od czego by nie zaczął homilii kończy na wspólnotach i apelach. Do jednego kazania na rok jest profesjonalnie przygotowany (najczęściej po wakacjach, gdzie więcej czyta i chłonie). Przez jego skromność przeziera odrobina dumy (posiew pychy), która jest niewątpliwie zasłużona, ale kapłanowi nie za bardzo przystoi. Formacja intelektualna też nie jest na poziomie otwartości. „Gość Niedzielny " ma pozycję monopolistyczną. Nie ma innych pism. Chodzi zapewne o to, aby przypodobać się kurii w ilości sprzedaży. A przecież to religijny tabloid i parafia winna oferować również pisma na wyższym poziomie. Ten Proboszcz jest idealny jako ksiądz-inwestor i ksiądz organizator, i trzeba by taką kategorię świętości wprowadzić, bo to przecież łaska boża nim kieruje. Współpracuje zaciekle z prezydentem miasta cuchnącym wadami Platformy Obywatelskiej i nie przyzwoli na powstanie koła sympatyków Radia Maryja, czy powstanie filii Akcji Katolickiej. Trzeba przyznać, że prezentuje skuteczność w budowie kościoła żywego. Oprócz mnogości wspólnot, blisko 40% parafian uczęszcza na Msze Św. w niedziele zwykłe.

Natomiast pewne elementy ascezy są w stanie kapłańskim zaniedbywane. „Życie duchowe kapłana nie wyczerpuje się w jego posłudze. Posługa kapłańska bowiem nie rodzi automatycznie świętości, może się jednak stać jej źródłem pod warunkiem, że kapłan zrealizuje w swym życiu ewangeliczne nawoływanie do ascezy chrześcijańskiej i kapłańskiej" - pisze ks. Stanisław Mojek. Wracając do dokumentów ostatniego Soboru Powszechnego trzeba koniecznie przytoczyć mały fragment „Dekretu o posłudze i życiu kapłanów", który w pkt. 13 mówi: „Jako rządcy wspólnoty pielęgnują ascezę właściwą pasterzowi dusz, zrzekając się wygód własnych, nie szukając tego, co dla nich jest użyteczne, lecz tego, co służy wszystkim, aby byli zbawieni (...)". Nie należy oczywiście postulować, aby ksiądz nie posługiwał się Internetem, nie miał prawa jazdy, samochodu, itp. Musi, powtórzę musi być na topie środków technicznych, zdobyczy cywilizacji, ale są granice uzależnienia od gadżetów elektroniki. Asceza kapłańska jest ściśle związana z posługą. Jan Paweł II w „Liście do wszystkich kapłanów na Wielki Czwartek 1979 roku" pisze „Osobowość kapłańska musi być dla drugich wyraźnym i przejrzystym znakiem i drogowskazem." Tak więc model kapłana kumpla młodzieży i nie tylko, model salonowca akceptującego ustępstwa na rzecz trendów obyczajowych, choćby przy udzielaniu sakramentów, jest ślepym zaułkiem dla krzewienia wiary i zdrowych zasad, aktem kapitulacji. W Niemczech państwo sprowadziło rolę kapłana do czysto urzędniczej funkcji. Ma pensję i dotacje na remonty kościoła i inne zamierzenia materialne, które przydziela uznaniowo jednostka samorządu. Kapłan w szczękach urzędniczych przestaje być czystym wobec Boga i Ludzi (może o to chodziło Federalnej Republice). A i u nas są zakusy zakamuflowanego lewactwa, aby tak przeorganizować życie społeczno-konfesyjne.

Współczesność niesie dla osób duchownych i konsekrowanych nowe trudne wyzwania. Ale przecież wyrastają oni z naszych rodzin, tradycji, ze szkół (i to jest ich krzyżem) i winni są dochować wierności nie tylko swemu powołaniu, ale i korzeniom z których wypływa ich wiara i posługa. Należy za nich się modlić i wspierać ich moralnie i środowiskowo, bo to jest powołanie osób świeckich do współuczestniczenia w powołaniu do kapłaństwa. Na koniec przytoczę słowa kapłana o kapłanie, bo to podnosi wiarygodność konstatacji: „Kapłan musi wciąż pytać się, czyjego wiara jest w służbie bliźniego, czyjego wiara nie oznacza tylko jakiejś prywatnej pobożności, czy nie jest łatwą ucieczką od rzeczywistości, czy jest to wiara, która ma wymiar charyzmatyczno-profetyczny."
Jeśli powołuję się na poetyckie słowa kapłanów, to koniecznie trzeba przytoczyć jakiś fragmencik ich refleksji w formie wierszy:

„Już Heraklit z Efezu pouczał
że pan
do którego należy wyrocznia delficka
ani nic nie mówi
ani niczego nie ukrywa
daje tylko znaki
(...) "
Nad otwartą ziemią
snują się dymy wczorajszych kadzideł
w przepaść spadają coraz głębiej
niedokończone proroctwa
bo kapłani zagrożeni bezrobociem
zwrócili się ku światu
zdradzając siebie i bogów"

Tekst powyższy odnosi się prawie jednoznacznie do starożytnej Grecji, a jednak winien być ostrzeżeniem dla praktyki naszej cywilizacji, żeby nie trzeba było jej odkopywać spod stert ziemi i skorup po elektronice - jak tą helleńską.

Przytoczę na koniec fragmencik refleksji poetyckiej innego kapłana, zaangażowanego również w krzewienie kultury wyższego rzędu:

„A Ty mnie z wierszy wyspowiadaj
w których nie było serca
(...)
wszak Ty od wieków mieszkasz w Ciszy
w której się lęgną łzy szczęśliwe".

Tychy, luty A.D. 2015

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora