Wojciech Czaplewski - PARK CENTRALNY

Drzewa, o głowach wbitych w lekką ściółkę, mają ciepłą korę, pod którą pulsuje życie, i łagodnie rozchylone krzywizny konarów. Za drzewami pachnie ciszą cienisty staw, serce tego parku. Wyłaniając się jakby z wnętrza ogromnego słońca nadlatują łabędzie i lądują na szarych trójkątnych stopach, łaskocząc jego drżącą taflę. W ciepłych falach wieczoru demon nieczystości wietrzy przyssawki i blade lepidełka.
Tymczasem nieświadomy niczego Kajetan widzi wiosenne licealistki, jak przefruwają wśród krzyku i zieleni niczym chmara kolorowych papug. Oto Bożenka, najsrebrniejsza z nich. Kuca wśród traw, coś spośród nich wyjmuje, w złożonych dłoniach podnosi do ust i długo szepcze, oddechem ogrzewając palce. I nikt, nawet ona, nie rozumie tej gorącej litanii.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież