Emanuela Czeladka - W labiryncie słów, czyli jak nie dać się pożreć przez Minotaura

Wojciech Czapiewski w swoich wierszach często przemyca jakąś zagadkę. Chęć jej poznania nęci czytelnika i prowokuje do odszukania rozwiązania, co nie jest prostym zadaniem. Czytając poszczególne linijki wiersza możemy być pewni, że jest to swoisty labirynt, a wielość dróg i możliwych odpowiedzi mogą nas, niczym nić Ariadny, doprowadzić do wyjścia lub sprawić, że pożre nas Minotaur. Nie zachęca to czytelnika mało wymagającego, który w wierszu szuka jedynie prostego przesłania traktując poezję niczym fast food. Twórczość Czaplewskiego na pewno takim sposobem podawania treści literackiej nie jest. Zostając przy terminologii kulinarnej obcowanie z jego tekstem jest niczym przygotowywanie i podawanie sushi. Autor szuka najlepszych produktów (w tym wypadku słów), potem je pieczołowicie i starannie zawija (układa w wiersz) i serwuje czytelnikom jako produkt w pełni gotowy, doprawiony tajnym składnikiem, który jest tajemnicą samego mistrza. Spożycie tej poetyckiej potrawy wymaga od nas użycia pałeczek, czyli zmusza do nauki czegoś nowego. Gdy pomimo trudności uda nam się tę sztukę opanować, czeka nas prawdziwa uczta pełna smaków, kolorów i barw.

Analiza wiersza Wojciecha Czaplewskiego wynikała nie tyle z nieodpartej chęci próby starcia z mitologiczną bestią ale raczej z potrzeby poszukania w nim czegoś dla siebie. Swoją misję rozpoczęłam od poszukiwania w nim odwołań do myśli filozoficznych, jakie mogły mu przyświecać. Wiersz w swojej budowie jest bardzo skromny i oszczędny, zbudowany przy użyciu słów opisujących rzeczy pierwotne będące z sobą w powiązaniu, takie jak kamień i ogień (bez kamienia nie byłoby iskry, która dałaby żar a z niego płomień). Dlatego też wydaje się, że w jońskiej filozofii przyrody winniśmy upatrywać jego charakter. Przedstawiciele tego nurtu dążyli do wyjaśnienia rzeczywistości poprzez znalezienie jej najbardziej podstawowej zasady (arche), przenikającej całą rzeczywistość. Heraklit za arche uważał ogień, mówił że wszystko jest jego przekształceniem. Widział w nim symbol wiecznej zmienności, konfliktu i harmonii. Był on życiem, które żyje śmiercią tego, co spala, był nieustanną przemianą w dym i popiół. Uważał, że jedyną niezmienną rzeczą jest właśnie zmienność, nic nie trwa w stanie bezruchu, wszystko się porusza i ciągle przekształca. Tak i w tym utworze myśl staje się ogniem, ogień przenika przez kamień, kamień staje się ogniem, który przeobraża się w swoją pierwotną wersję. Panta rhei.
Wody, na jakie chce nas porwać autor nie są jednak tak spokojne, bo nurt jedynie nad taflą przejrzysty. Dlatego pozwólmy sobie na zejście głębiej, sprawdzenie co jeszcze może się kryć między słowami. Pierwszym z nich jest słowo „myśl". Dlaczego jest ona ogniem? Z jakiego powodu płonie? Jaką ma w sobie moc, by przejść przez kamień nieprzenikniony? Punktem wyjścia do powyższych rozważań niechaj będzie cytat z Siddhartha Gautamy znanego szerzej jako Budda. Brzmi on następująco: „Jesteśmy tym, co o sobie myślimy. Wszystko, czym jesteśmy, wynika z naszych myśli. Naszymi myślami tworzymy świat". Jeśli by uznać, iż myśl jest czymś na kształt odrębnego bytu, to nie jest ona nigdy czymś osobnym, odłączonym. Człowiek został wyposażony w mózg - organ służący między innymi do magazynowania myśli. To tutaj bez udziału woli, odruchem, bezwiednie lub wymuszenie dochodzi do ich narodzin, przekształceń, naturalnych przypływów i odpływów. Zgodnie z myślą Heraklita jak wszystko, także i one są w nieustannym ruchu. Myśl poza człowiekiem nie istnieje. Zawiera w sobie wszystko, co o tym świecie wiemy. Jeśli płonie, jak w wierszu, to może znaczyć, że właśnie się rodzi czyniąc to w konkretnym celu, może poznawczym. Chce dojść do sedna, wydrążyć problem-przenika kamień, doprowadzić do zrozumienia-żar zapładnia kamień, a wyjaśnienie przyniesie nam uspokojenie, zrodził ciszę, która teraz trwa.
Myśli bywają jednak nieprzewidywalne, bowiem ta cisza wcale nie przynosi upragnionej ulgi, zaczyna znów płonąć-jest ogniem, który jakby coś zatrzymało-znieruchomiał. Pozorne rozwiązanie, znalezienie wyjaśnienia jest płomieniem zamienionym w ciężar. Nie potrafimy zmierzyć, zważyć własnych myśli, ale przecież wbrew temu umiemy odróżnić te wielkiej i małej wagi. Choć myślenie to jedynie proces poznawczy, doskonale potrafimy wyczuć, które myśli nam ciążą, palą od środka, nie dają spokoju.
W czasach, gdy wielość informacji zmusza nas do podejmowania decyzji niemal z prędkością światła, liczy się szybka reakcja. Nie ma czasu na długie kontemplowanie, przyglądanie się z każdej strony własnym myślom, ich analizę. Wydaje się, że w wierszu poety słowem- kluczem-znakiem stop jest słowo „cisza" Pojęcie rozumiane nie tylko jako brak hałasu, ale w szerszym zakresie będące uspokojeniem, co nam zapewni jedynie pełne zjednoczenie materii z duchem. Definicją pomocną może nam przynieść panteizm, rozumiany jako zjednoczenie Boga z wszechświatem ale nie tylko. W chrześcijaństwie kontemplacja mistyczna, prowadząca do wejścia w obecność Boga i jedności z nim, a w buddyzmie doświadczenie stanu nirwany. Przywołam przy tym cytat z książki Stanisława Lema pt. „Szpital przemienienia" , w którym to autor opisuje nam właśnie ten proces współzależności, współistnienia: „Niech pan pamięta [...], że wszystko jest we wszystkim. Najdalsze gwiazdy wpływają na obwolutę kielicha kwiatowego. W rosie dzisiejszego poranka jest wczorajszy obłok. Wszystko spla­ta wszechobecna zależność. Żadna rzecz nie może wyjść spod władzy innych. A tym bardziej rzecz myśląca, człowiek. Kamienie i twarze odbijają się w pańskim śnie. Zapachy kwiatów zakrzywiają drogę naszych myśli." Tak więc i w tym utworze to właśnie od myśli cały cykl przeobrażenia się rozpoczyna i na myśli się kończy. Myśl potrzebuje iskry by zapłonąć, kamień potrzebuje ognia, by móc się otworzyć i zrodzić ciszę, która wcale nie powstrzymuje tego procesu a jedynie powoduje przeobrażenia kamienia w ogień. Ostatecznie i tak doprowadza do tego, że znieruchomiały ogień staje się na powrót kamieniem, będącym tak naprawdę myślą, którą przecież był od samego początku.
Autor użył w wierszu słów-symboli, przynależnych wielu kulturom, znanych od pradziejów. Myśl wypowiedziana staje się słowem, a ono od razu nasuwa nam cytat z Ewangelii wg św. Jana - „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo". Ogień u Słowian był przedmiotem kultu, pozwalał przetrwać, miał również moc oczyszczającą, jak na przykład w poezji św. Jana od Krzyża. Kamień pozwala na wykrzesanie ognia, symbolizuje istnienie oraz Ziemię. Jest tym, co wieczne, co pozostaje niezniszczalne. Zapłodnienie ma na celu powstanie życia, żar jest tym co podtrzymuje ogień, nie pozwala mu zgasnąć. Utwór cechuje również gra słów, na przykład „żar zapłodnią kamień" a kamień (jest) żarliwie brzemienny" oraz zestawienie oksymoronów- „ogień znieruchomiał", płomień zamieniony w ciężar". Użycie właśnie tych środków stylistycznych może mieć na celu pokazanie, że w przyrodzie wszelkie zjawiska mają prawo zaistnieć, wynikać jedne z drugich lub same z jakichś przyczyn stwarzać się. Czy zatem cisza, do której ten cały cykl ma zmierzać nie zdaje się być czymś absurdalnym? Nie mającym prawa się wydarzyć? Chcąc unicestwić ruch nie ma dostatecznej na to mocy. Sama staje się oksymoronem. Ta cisza jest cicha jedynie w tym momencie (teraz trwa) by zaraz zacząć krzyczeć, stać się płomieniem. Nie bez przyczyny oddziela wersy od siebie. Ten pierwszy, cały gorący od ognia od tego drugiego, gdzie czeka nas chłód i ciężkość kamienia.
Dochodząc do końcowych wniosków, uważam, że to właśnie cisza jest tym wspomnianym na samym wstępie Minotaurem. To zderzenie z nią, więc i ze swoimi myślami, jest prawdziwą walką, jaką człowiek może stoczyć z przeciwnikiem najgroźniejszym-samym sobą. Czy będzie jak u Baczyńskiego: „wygaśnie męka ale zostanie kamień", czy też może doznamy właśnie tego oświecenia, poznania, lub tez może tak jak mistycy po prostu zjednoczymy się z Bogiem, jako tym co przenika cały wszechświat? A może właśnie wzorem filozofów milezyjskich znajdziemy tę podstawową zasadę przenikającą całą rzeczywistość, w wodzie, powietrzu a nawet w bezkresie? O tym wie jedynie ten, kto pokona Minotaura, ja chciałam zaledwie go bezpiecznie ominąć.

 

Wojciech Czaplewski

* * *

kiedy myśl jest ogniem kiedy płonie

i płomień przenika kamień

i kamień

nieprzenikniony

otwiera się na żar


i żar zapładnia kamień
 
żeby ciszę zrodził

która teraz trwa


wtedy kamień

żarliwie brzemienny

jest ogniem który znieruchomiał

płomieniem zamienionym w ciężar

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież