• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Ewa Klajman-Gomolińska - Kolor doboru życia

    Bzy

    Olsztyn kiedyś mocniej pachniał bzami zwłaszcza fioletowymi, ulubionymi kwiatami mojej Matki. Z Jej odejściem bzy starają się nie rosnąć albo ja staram się
    ich nie zauważać.

    Koncert. After

    Niebywały dar człowieka, który wciąż zwlekał i nigdy nie zagrał na ostatnim klawiszu. Słuchając czeka się jednak czując drżącą rękę, która albo jeszcze nutę podeśle, albo strażnik nakaże urwać w dźwięku ciszy. Cały koncert niewypowiedziany, niedokończony. Obezwładnił najbardziej więc zapach. Pokonała duszność. Powitał deszcz. Po koncercie ludzie rozmawiali o parasolach.

    Fioletowa kredka

    Była między nimi od początku nieprzystawalność liryczna. Na tyle silna, że między słowami stało się między światami. Na ekranie pokazali symbiotyczny układ, którym otworzyli się na świat. Świat był hermetyczny jednak dla nich i nie skorzystał z ich obecności. Nie zmienili więc siebie, lecz melodia ich rozdźwięków pasowała do rozgwiazdy dysonansu zbiorowego filmu. Ciąg dalszy nie nastąpi. Rachityczna niemoc. Odarcie z wrażliwości pełnej.

    Leitmotiv

    Kiedy byłam mała, myślałam że jesteście wieczni. Granatem nocy pisane. Najcudowniejsze chwile są wtedy, gdy spada czar i zapominamy o pociągu, w którym jedziemy. Na każdego działa inny czar i każdy ma swojego czarodzieja. Jeśli się go nie zauważy albo zignoruje, bajka nie pojawi się na ekranie drugi raz, bo kino w podróży jest limitowane. Czarodziej towarzysza naszej podróży nie zdoła nas zaczarować, bo nie zna do nas zaklęcia. Zaklęcie jest jedno i uaktywnia się tylko w kombinacji jednego czarodzieja i jednego uczestnika podróży. Obecność drugiego człowieka staje się naszą własną obecnością. Oczy mają bowiem moc gojenia i kołysania. Są sygnałem z tamtej krainy, z tamtej przestrzeni. Ludzie w pociągu rozmawiają o dźwiękach, które słyszą i o obrazach, które widzą. Nadają życiu sens; sami piszą a potem czytają książki. Mają podatki od czynności, które wykonują w pociągu. Chcą się sobie podobać; ubierają swoje ciała i koloryzują się. Niezależnie, czy podróżują spokojnie czy zakłócają porządek publiczny, muszą kiedyś wysiąść. Nasze myśli gdzieś krążą. Energia krąży. Baribum zbiera po nocy płacze w jeden worek i zanosi do lasu.

    Milczenie pszczół

    "Jedno jest Wszystkim a Wszystko jest Jednym. W tym się przejawia doskonałość rzeczy."; tak na marginesie filmu i Alberta Einsteina. Ludzie są najszczęśliwsi i tak wtedy, gdy rozmowa toczy się za oknem ich domu, ewentualnie pod oknem. Zakłócenia w komunikacji i milczenia przestają być formą odpowiedzi a stają się cynizmem. Rozmowa bywa operacją na żywym umyśle bez znieczulenia. Wszystko zamiecione pod dywan ulega procesowi rozkładu nabierając zupełnie nowych kształtów i rozmiarów. Operacja jako  opcja ratunku dla jednej lub obu stron. Czasami operacji można nie przeżyć, bo trzeba dysponować odpowiednim progiem bólu, by przyjąć końską dawkę szczerości. Nie jesteśmy nikim więcej i nikim mniej niż jesteśmy. Kiedy pszczoła zachoruje, opuszcza swoją kolonię, by nie zarazić innych i umiera w samotności. Optyka człowieka jest ułomna w stosunku do optyki pszczoły. Widzimy to, co chcemy widzieć. Jeśli dostępujemy iluminacji;  nasza psychika i umysł jej dostępują. Wprowadzenie w swój real prawa sekretu i prawa magnetyzmu serca ze świadomością Einsteina, zasadami funkcjonowania człowieka jako elementu Wszechświata, bytu połączonego ściśle i nierozerwalnie. Rozgraniczenie pragnienia od pożądania staje się wykładnią. Zagłada pszczół byłaby znacznie szybsza, gdyby nie ich wrodzona opiekuńczość. W Japonii powstają sztuczne kolonie, lecz pracy żywej pszczoły nic nie zastąpi. Nie wolno pielęgnować swojego doła ani chcieć zbyt mocno. Pożądanie wywołuje blokady, opóźnienia bądź niemożność realizacji. Pszczoły cierpią na silne zaburzenia układu immunologicznego. Odporność człowieka wzmacnia gorąca herbata z miodem. Na codzienniku zazwyczaj mija się buła z miodem z kubłem ze śmieciami.

    Matka jest tylko jedna

    Chwila jest jak ołtarz i trzeba jej oddawać cześć, bo zawsze jakaś chwila będzie tą ostatnią. Bez tatuażu. Będzie zdecydowanie bez tatuażu, będzie jedną z morza wielu chwil. Człowiek tęskni za odpowiedzią na siebie, choć słowa się materializują. Moc, którą można albo przekląć albo podnieść z ziemi. Nieomylna Przyroda swoją wszechobecnością wskazuje kierunek, zawsze właściwy. Słowa można kierować tylko do kogoś, kto z nadawcą stanowi system naczyń połączonych. Inaczej mowa jest przelewaniem pięciolitrowego baniaka wody do buteleczki po perfumach. Nieważne, jakimi sposobami będziemy przelewać wodę/mowę; głębia i związane z nią ograniczenia pozostaną. Dziwna konstelacja tego samego gatunku tworzącego meteo świata, który oddaje prosto w twarz. Studium przypadku, gdy bezruch oznacza dzianie się a cisza jest jedynym akompaniamentem niewypowiedzianych głośnych myśli. Eskapizm nie jest skłonnością, choć niedojrzałość się na to nie zgadza. Adolescencję mam za sobą, ale nawet Kapuścińskiemu nie udało się ogarnąć życia.

    Ranią tylko mali i słabi

    Mam emocjonalny odbiór słów. Chociaż ze słowami też trzeba trochę pomieszkać. Choćby po to, by zrozumieć samo załamanie pogody. Choroby dotyczą tych organów/części ciała, które kiedyś zostały źle potraktowane. Ciało odpowiada. Każda tkanka i komórka dopomina się głośno... Najgorszy jest brak witaminy M. Z odejściem bliskich żegnamy kawałkami siebie. Przepraszam więc za każdą krzywą literę, za każdy najdrobniejszy znak interpunkcyjny przelany. Asekuruję się mówiąc, że nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Mamy genialny potencjał, którego nie potrafimy przez całe życie uruchomić. Mówię o tym teraz, bo są takie pory egzystencji, gdzie chciałoby się wycisnąć z siebie więcej lub choćby odsunąć znużenie na później, by czegoś nie przegapić. Sądzę, że wiele życia przeleciało mi gdzieś tam, rozmyło z deszczem i spłynęło po szybach, że nie wykorzystałam swoich pięciu minut przynajmniej pięć razy. Nie można żyć bez kogoś czy bez tego kogoś? Życie pustką, choć samemu myje się zęby i samemu czyta książkę. Pustka jako bolesna jama, niezapełniona przestrzeń boli czy brak konkretnej osoby boli? Łaska przychodzi do człowieka jego właściwą czułością. Wielki dar samoświadomości; odczytywania każdej wiadomości w polu i zasięgu. Nie minąć, nie przeoczyć, nie zmieszać z całą resztą.

    Atelier

    Gra ustanawia główny porządek w świecie ludzi, w ich relacjach i związkach. Pieniądze to skutek bardziej lub mniej odczuwany, przyczyną jest zawsze gra. Trudno może zauważyć jedynie planszę przy nieograniczonej potrzebie wolności z równoległą rozpaczliwą samotnością. Chwycić świat za samo gardło, gdy nie można przekroczyć granicy egzystencjalnego bólu? Kamienie zryte czasem, drzewa z energią zebranych wieków, płatki z kwiatów nietrujących na końcu języka... Nie da się człowieka oddzielić od niego samego. Każde więc ujęcie nieholistyczne manifestuje się dysfunkcją. Człowiek jest zazdrosny o każdą swoją namiastkę i część, każdy jego gram domaga się uwagi. Poza miłością nie ma nic. A jeśli miłość jest poza? The game is over. Bez buzi nawet.

    Strumień

    Wyobraźnia musi być na tyle głęboka, by zawsze mogła stać się zaskoczeniem dreszczującym plecy i połykającym oddech. Zastrzyk emocji odklejający twarz  od własnej maski. Z drobiazgów składa się całe życie i to one w połączeniu tworzą owe wielkie wydarzenia, które stanowią przełomy. Tak naprawdę w życiu doświadczamy zaledwie kilku wydarzeń, które na stałe zmieniają bieg naszej historii i których konsekwencje trwają przez dalsze życie aż do końca. To są wydarzenia, które lekko dotykają skorupy całej ziemi, bo powstały na skutek naszej wolnej woli czyli decyzji, więc gdyby ona była inna - dzieje utworzyłyby nowe życie. Poza owymi wielkimi następuje osnowa świata czyli wielka codzienność, którą tworzą owe maleństwa i szczególiki. Są kroplą wody drążącą skałę; niby nic a jednak kropla zwycięży, choć na początku wydaje się to niedorzeczne. Ale niedorzeczna bywa i wiara, bo wszystko co niedorzeczne, czyli wszystko czego "nie ma" jest naprawdę wieczne.

    Kamień

    Poczucie winy jest wpisane w ludzką bezradność i bezsilność na nieuchronność przemijania. Poczucie winy człowieka jest jego buntem na śmierć, niezgodą na odbieranie i zabieranie, niezgodą na upływ czasu jakże bezlitosny oraz niedołężnienie ciała i umysłu, obumieranie tkanek i komórek, nieodwracalne procesy doprowadzające stare ciało do stanu nieprzypominającego tego samego człowieka z młodości. Nie wiem, co takiego następuje w czasie śmierci, w rozgałęzieniach napięcia i w sile rażenia, że jaka ona by nie była to i tak zawsze pozostawia w bliskich poczucie winy. Każdy bez wyjątku je ma, nawet gdy się nie przyznaje, każdy z czymś się szarpie... Poszukiwanie straconych odpowiedzi ma sens, bo cała wiedza jest zatopiona w bursztynie. Postać niejasna jednak i tak skupi na sobie uwagę. Animizm uwiera, zwłaszcza gdyby dotyczył jego wyznawców w piramidzie.

    Słowem malowane

    Pozostawałam zawsze w nurcie fowistycznym uważając kolor za literacki głos. To był bardzo intensywny czas; zaczął się gwałtownie i gwałtownie skończył, bo ludzie bojący się zmian, boją się wiatru. Wielką sztuką jest jednak pisanie o niczym, bo jest ono bardziej porywające swoją niemożliwością spełnienia, złotem plaży ciekłego ekranu z pulsem jednak żywej istoty, bez narzekania, biadolenia i obarczania swoim życiem. Wypełnienie pustego pola swoją bliskością i ciepłem oddanym klawiaturze, jakby była tego warta. Klawiatura to bliskość, którą chciałaby poczuć jakaś dłoń, ale nie poczuje, bo czasy wirtualne sprawiły, że ludzie pod jednym dachem są sobie obcy, a ludzie oddaleni o lata świetlne są sobie bliscy. Komputer zastąpił kominek. Ekran drugą twarz. Dotyku nie zastąpiło nic. Dla wielu samotnych życie wirtualne stało się nadzieją, uśmiechem chociaż jedynym w ciągu dnia. Możliwością spotkania kogoś, kogo nie można wypatrzeć w witrynach sklepów, w parku między alejkami, w oknach pociągu, w ciasnotach autobusów. Trzeba mieć świadomość własnej wartości i niepowtarzalności, by pozwolić reżyserowi szperać w swoich liniach papilarnych. Utrata wierności samemu sobie jest utratą tożsamości. Po znacznym ubytku pamięci, strażniczki naszej świątyni; stajemy się kombinacją wyobrażeń o nas samych. Można poczuć wzruszenie nieba na rzęsach  i zatańczyć z nim,  jeśli kot się gdzieś nie zaczai przy trzepaku.

    Literowanie

    Jeżeli ktoś myśli, że literą bardziej mnie pozna to znaczy, że w ogóle mnie nie zna. Reglamentacja siebie, czy też świat się rozmazuje od skapującego deszczu słów? Przestrzeń nas buntuje przeciw sobie; niezależnie od tego, czy jest to kartka czy ekran. Każdy człowiek jest piękny, tylko musi znaleźć właściwe lustro czyli oczy, w których się taki przejrzy. Nie ma czasu straconego. Jest tylko czas dokonany. Spotykamy na swej drodze ludzi, dzięki którym i poprzez których uczymy się siebie, poznajemy siebie, słyszymy swój wewnętrzny głos jako myśl o kimś, o sobie. Gdyby nie konkretni ludzie na naszej drodze, byłaby tylko ściana. Drzwi na zawsze pozostałyby zamknięte. Poznanie siebie zajmuje nam w końcu całe życie, chociaż odpowiedzi dźwigamy na własnych plecach. Sporo tego jest.

    Agnozja bon mot

    Na pewnej głębokości nie sposób ze mną rozmawiać. Powody główne dwa. Trzeba nie mieć instynktu samozachowawczego, by odsłaniać się w przerwie na kawę. Zaspokajanie czyjejś ciekawości nie jest zaspokajaniem moich potrzeb. Do tego trzeba dołączyć czas, energię i jakieś emocje, jeśli nie jest się betonem. Uchem też nie chcę być dla każdego i komplementy, że jestem osobą, której chce się powiedzieć wszystko, nie działają na mnie odkąd ścięłam warkocz (do dziś tego żałuję, bo był baaaaaardzo długi). Istnieje taka grupa osobników, która potrzebuje kubła, by się oczyścić. Mogą mówić w nieskończoność, wciągać w swoje problemy jak w bagno, infekować czyjąś przestrzeń mnogością swoich energetycznych wpadek. Efekt zawsze taki sam; oni po takiej rozmowie czują się lepiej, słuchacze-wspieracze zazwyczaj gorzej. Nie buduje to w jakiś konstruktywny sposób żadnej głębszej relacji, a jeśli to krótkotrwale na miarę życia konkretnego problemu. Kiedy siedzimy z koleżanką na samotnych krzesełkach, bo stolik pod kawę odszedł do innej, spada deszcz przeświadczeń, że nie rozpoznajemy już znajomych twarzy. Znajomych uliczek też i paru zapachów jeszcze, a parę słów znaczy kompletnie co innego niż znaczyło. Teoretycznie z koleżanką taki stan rzeczy znieść łatwiej, a już na pewno pod rękę można pójść na terapię. Jednak to, co zastygło, już się nie ocknie a istnienia wciśniętego w padół łez bez otarć wydobyć się nie da.

    Ascetyczne niedomówienia

    Jestem dość skąpa w rozdawaniu czasu, bo uważam go za cenniejszy niż milion dolarów. Przy mojej nieumiejętności okazywania uczuć; dawanie komuś czasu - mojego czasu jest z mojej strony deklaracją samego uczucia. Pisanie listów to jak wyjście na spacer; są pory, okresy, lata, gdy trzeba się przejść dwa razy dziennie i jeszcze wyskoczyć wieczorkiem na parę minut, ale nastaje i taka epoka, gdy nosa się nie wytknie i nic na spacer nie ruszy, choć wiadomo, że potrzebny. Zwłaszcza, gdy się już wie, gdy się wie na pewno, że adresat nie nadąża za myśleniem nadawcy albo oboje odklejają się od własnej konwersacji. Nie lubię rozmazanych w błocie śladów stóp i chłodu łapiącego za kostki po wstaniu z łóżka. Czas ograniczonego światła już minął. Czas światła, które nigdy nie gaśnie, jest constans. Wyciszone ulice stają się głośnym gardłem. Moja emocjonalna więź z łysymi drzewami i kikutami krzaków już nie istnieje, bo one się doczekały wiosny a moje serce nie.

    Kultura zawsze dawna

    Wypowiadając jakieś słowa, często mimowolnie przygotowujemy się na ich odbiór i związane z nim reakcje pasujące do naszego kręgosłupa moralnego, paralelne z przewieszonym workiem doświadczeń,  bliskie naszej wrażliwości... A jednak życie uczy nas każdego dnia, że różnorodność wewnątrz tego samego gatunku jest nie do przewidzenia i nie do przeskoczenia wyobraźnią. Percepcja kieruje w zupełnie nowe rewiry, zahacza inne wartości, generuje kontrastowe emocje. Taka stacja przymusowa bądź wymuszona, by zerknąć na nowy krajobraz, a nawet się w nim rozsmakować. Trawestować nie należy, wydobywać relikwii z grobowca także. Absolutnie obca konstrukcja, której dzikość nie jest wykrywalna żadnym sejsmografem.

    Oplot

    Jesteśmy jako gatunek ludzki zaklęci w kłamstwo, co różni nas od wszystkich pozostałych zwierząt, które kłamać nie potrafią i kłamstwa nie rozumieją. Gruba warstwa woalu; lepiej jest skłamać niż prawdę powiedzieć ewentualnie nie skłamać i prawdy nie powiedzieć. To bagaż pokoleń, których marsz był zawsze skrzywiony fałszem i my traktujemy ten fakt za oczywistość. Kłamstwo jest naszą ochroną, osłoną, asekuracją, w skrajności asertywnością zakłamaną. Jaki człowiek taka asertywność. Taka wirtualna dygresja o imponderabiliach korali codzienności.

    Dzień w fugach i Bachach

    Pada z płyty. Trochę ze zdziwieniem małymi nutami nasiąka skorupa również i ziemi. Potem wielkie gwałtowne krople rozrywają sztuczny spokój i boleśnie odbijają się od mojego ciała. Chcą być zauważone, że w rozpaczy połączyły się z naszym bytem i w przeprosinach zostają w mojej skórze nieco zmieniając jej kolor. Zdecydowanie bardziej perłowo, póki schną dźwięki na wargach. Bez egzaltacji. Życie jest jednym wielkim interesem, który dostajemy w dniu urodzenia i naszym interesem staje się przeżycie, każdy nasz oddech nie jest bezinteresowny, bo utrzymuje nas na powierzchni. Moje piegi na nosie skończyły w marcu 49 lat. Nie wyrosłam z nich.

    Rozmowa

    Jakaś część życia jest o nas zawistna. Zło jest zawistne, bo jest złodziejem życia, wkradło się do niego i za gardło trzyma. Jeśli zachowujemy wrażliwość na drugiego człowieka to znaczy, że jesteśmy; żyjemy a nie trwamy.
    Rozmowa jest najprostszą drogą do zrozumienia i poznania Boga. Bóg jest częścią każdego z nas i jeśli chcesz się do Niego przybliżyć, porozmawiaj z drugim człowiekiem, zajrzyj w niego, posłuchaj... Nie dla wszystkich to jest proste, nie wszystkim się chce, nie każdy ma coś do powiedzenia i większość myśli "co z tego będę miał". Dzisiejszy świat chce ze wszystkiego coś mieć i dlatego nie ma nic. Jest chory na niepoznanie siebie, bo siebie nie wyraża, nie wypowiada do ostatniej sylaby. To wyklucza poznanie. Rozmowa jest modlitwą, jeśli przekracza egoizm i nie ociera się o transakcję. Człowiek nigdy nie usłyszy sam siebie w takim stopniu jak podczas rozmowy, takiej głębokiej, szczerej i całkowicie nagiej. Można zaskoczyć siebie samego wtedy bardziej niż rozmówcę.

    Rozmowa. Dalej

    Ważniejszy jest człowiek czy ludzie? Istotniejszym pozostaje mówienie i słuchanie jednego człowieka czy wielu? Życie tego na trybunie przemawiającego do mas, a może tego skulonego w starym fotelu, w starej chacie, tłumaczącego zawiły alfabet życia jednej istocie? Chodzi o dotarcie do ciebie czy do nich? Słuchać masz ty czy oni? Liczy się jakość czy ilość? Podejmujemy jakiś wewnętrzny wybór skupienia się na jednym człowieku bądź pozostajemy w rozproszeniu. Czy nasze ramię da radę objąć ludzkość całą? Ile osób może się znaleźć pod naszymi skrzydłami? Bóg tylko potrafi obejmować cały świat w taki sposób, że obejmuje każdego z nas. Człowiek tego nie potrafi. Jego percepcja wzroku jak i optyka mają wyraźne ograniczenia. To samo jest z myślą, pamięcią, 24-godzinną dobą, której nie można wyciągnąć ani uciągnąć. Mam w sobie jakąś niecierpliwość, przy której staram się spokojnie szykować chłodnik, zaszywać stare dziury w nowych ubraniach. Skowyt, który pojawia się, nie znika, ale zaciera. Paradoksalnie jednak pewna niecierpliwość chroni cierpliwość właściwą. Asekuracja, by nie usłyszeć tego, czego się nie chce usłyszeć. Uskok od przesycenia treścią dziania się i nie zmieści się już żaden nerw więcej.

    Również tego autora