Karol Mroziński - Pięćdziesiąt Twarzy Sfinksa

Mój znajomy And poprosił mnie, żebym poszedł za niego na randkę. Umówił się z jakąś dziewczyną poznaną w internecie, ale zapomniał, że zapisał się wcześniej na zawody w jedzeniu kebabów na czas. Nie dało się przełożyć ani tego, ani tego i And zaproponował, że odda mi swój akumulator, jeśli zdobędę dla niego serce tej dziewczyny. Na co mi akumulator - odpowiedziałem. - Ja nie mam samochodu. - Od czegoś trzeba zacząć swoją przygodę z motoryzacją - rzekł And. Przyznałem mu rację, wziąłem numer telefonu tej dziewczyny i umówiłem się z nią.
Zaprosiłem ją na kolację do ekskluzywnej restauracji. Poszliśmy do Sphinksa. Specjalnie na tę okazję pomalowałem na czarno paznokcie i oczy, włożyłem kolczyki do nosa i założyłem koszulkę zespołu Evanescence. Ta dziewczyna - jak ona miała na imię? Ania? Jakoś tak dziwnie - spojrzała na mnie i zapytała:

- Od kiedy się tak ubierasz?
A ja odpowiedziałem:
- Moja dusza umarła jeszcze w łonie matki.
Usiedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy pierogi.
Ania rozejrzała się po restauracji.
- Piękne miejsce - powiedziała.
- Prawda? Moja była zawsze mnie tu zabierała. I mają dobre jedzenie. Jak w więzieniu.
- Byłeś w więzieniu?
- Siedem lat, za gwałt. Ale mógłbym siedzieć i dziesięć. Mieli doskonałą kuchnię.
Ania spojrzała na mnie, a ja uśmiechnąłem się i puściłem jej oczko.
- Wstań na chwilę - rzekłem.
- Po co?
- Wstań, proszę.
Ania wstała. Kazałem jej się obrócić i usiąść z powrotem.
- Masz dobre biodra do rodzenia dzieci - powiedziałem. - O, idą nasze pierogi.
Kelner przyniósł talerz dla mnie i dla Ani. Kazałem mu przynieść z kuchni wagę spożywczą i zważyć obie porcje. Niestety ważyły tyle, ile podaje menu i nie mogłem zrobić awantury. Trudno. Przełożyłem trzy pierogi od Ani na swój talerz, mówiąc jej, że nie powinna tyle jeść. Zaśmiała się nerwowo. Zapytałem, kiedy ostatnio była u dentysty. Nic już nie powiedziała. Wbijała wzrok w talerz, skrobiąc po nim widelcem.
- Moim ideałem urody kobiecej jest Scarlett Johansson - rzekłem po paru minutach ciszy. - Przygotowałem dla ciebie maskę Scarlett Johansson. Chcę, żebyś ją teraz założyła.
Ania zaprotestowała. Jednak miała charakterek. Spodobało mi się to. Schowałem maskę Scarlett Johansson, ale zaraz wyciągnąłem ją z powrotem i sam założyłem. I tak sobie siedzieliśmy. Ja w masce Scarlett Johansson, a ona w taniej sukience z H&M. Czułem, że Ania czuje do mnie miętę. Zawołałem znów kelnera, dałem Ani rachunek do zapłacenia, po czym odsunąłem jej krzesło i podałem płaszczyk jak prawdziwy dżentelmen. Wyszliśmy na ulicę. Chwyciłem ją za rękę. Przytuliłem. Odgarnąłem włosy i szepnąłem do ucha, z całych sił obniżając głos:
- To co, jedziemy do ciebie, czy do moich starych?