Jacek Durski - Okno

(fragment powieści)

Siedzę na ławce przed kościołem Mariackim. Bardzo podekscytowany. Czytam „Dole i niedole sławnej Moll Flanders”. Pożyczył mi ten pamiętnik wuj Donajszczak. Uwielbia o kobietach upadłych.
Naraz nade mną wielmożność matki. Wielki kapelusz. Pod słomą uśmiech Jaśnie. W uśmiechu uśmiech.
– Co mój syn czyta? – wyjęła mi delikatnie książkę z ręki. – Co!? O kobiecie lekkich obyczajów? – rzuciła książkę na trawnik. – Marsz do domu! Poczytasz matce Dantego!
W bramie 18a – prostytutki.
– D(i)rektorowa kupiła sobie nowy kapelusz.
– Kapelusz, kapelusz – szeptały.
W drzwiach kapelindrem zachwyciła się lepsza służąca:

– Taki sobie kupię.
– Ani się waż. I tak jestem zdenerwowana. Jacek czytał świństwo od Donajskiego. Za karę zaniesie nauczycielkom pięć bażantów. Tak niewiele zarabiają – przejrzała się w trzech lustrach. – A szóstego i siódmego kuraka podarujesz wujowi Wincentemu i Kikiriki. Daj też jednego tej pokrace z Oświęcimia. Tylko, żeby nie przylazł z podziękowaniem. Nie mogę patrzeć na jego twarz. I daj naszej dozorczyni. W końcu była profesorem w Heidelbergu.
– Jest tylko sześć żywych bażantów. Spalonego zjadł pies. 
– To dokupimy indyka.
– Nie zaniosę ptaków do szkoły. Koledzy pialiby za mną. 
– Ma być, jak pani każe. Zaniesiesz. A teraz obróć się na chwilę do ściany. Muszę sobie poprawić biustonosz – wypiła szybko z flakonu.
– Nie pójdę. Na pewno nie pójdę.
– Nie irytuj matki, i tak już cierpię po wyjeździe wujów. Czułam państwo w mieszkaniu. Ale jak zaczęli się żegnać jeden przez drugiego, to po prostu chamidła. Co się z nimi stało podczas okupacji. Cham z chamem – obejrzała się w lustrach.
– Koledzy…
– Ty o śląskich bachorach, zamiast o miłości do matki? Do wielmożnej znad Gopła? Boli mnie pod sercem. Tutaj. Matkę boli!
– Boli, bo pijesz.
Pomyślałem, że mnie uderzy flakonem. Ale weszła do gościnnego i zawołała:
– Czytaj!
W pierwszym kole dziewiątego kręgu zdrajcy rodzin, ojczyzny, ludzkości. W gęstych rzygowinach.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież