Michał Wierzejewski - Sarmacja, duchy Sarmacji; część bardziej „emocjonalna”; rodzaj manifestu

 1.

 

 Chcę, by młodzi – młodzi! nie dzieci w zbyt dużych hełmach – chcę, by młodzi gotowi byli umrzeć za Ojczyznę.

 By umierali – jeszcze raz. Umierali, mimo pamięć o tylu już klęskach. O daninie krwi, bezkresnym morzu – bólu. Chcę, by młodzi wzgardzili bólem.

 Niech będą szlachetni.

 

 Dzieci – to światło i śmiech i ogrody. Ich troski, troski ich matek – miłość – to nasz dom. Chcę, byśmy ginęli w obronie naszych domów. Naszych rodzin, rodów.

 Chcę, by na naszych grobach zawsze były świeże kwiaty. I światła.

 Nie chcę – nienawiści.

 

Niech ród będzie oparciem i obroną. Niech dba o starych, niech pomaga młodym – zacząć dobrze życie.

Niech śpiewa pieśni, niech snuje podania – splata historię. Niech chowa broń.

 

 Ojczyzna to ziemia i groby. Tej ziemi nam trzeba. Abyśmy byli jej wierni. Abyśmy dbali o ziemię, o plony.

 Jest Bóg na wysokim niebie, nasz Bóg. Nasz Jezus Chrystus. Jego Matka – Pani nasza, Maryja. Królowa Polski.

 Strzeżmy grobów naszych bohaterów, naszych świętych i królów. Strzeżmy czci Jasnej Góry. Wawelu. Gniezna…

 

Chcę, by młodzi nauczyli się umierać za Ojczyznę.

Nauczyli się kochać życie, szanować wrogów.

 

Chcę, by nasza mowa była prosta – tak, tak, nie, nie. Chcę, by w każdym zaścianku stał kościół. I szkoła.

Chcę, byśmy – którzy przeżyjemy – mieli do czego wracać. Lub – pomścić mogli nasze nieszczęście. Naszą krzywdę. Każdą krzywdę. Bez nienawiści.

Niech Zawisza Czarny żyje w dziecięcych baśniach. Obok rusałek z uroczysk…

 

Chcę, by nikt nie niepokoił wiosny w sadach. Chcę, by jaskółki gnieździły się pod okapami naszych domostw. Chcę, by nawet myszy polne miały swój bezpieczny kącik – maleńki.

Chcę, byśmy nauczyli się umierać za jaskółki. Za niebo. Za złotą przestrzeń jaskółek. Za zmierzch…

Wolność. To wolność jest tą iskrą, która błyszczy w śmierci. Bez niej – za co oddamy życie?

 

2.

 
Nawet jeśli zapomną, wzgardzą, miną obojętnie… Ocalmy honor. Ocalmy tę czystą, świeżą, bezkresną przestrzeń – wieczorne niebo po deszczu – świetlistą mgiełkę nad światem – serca.

A ona, bezkresna, będzie z nami, przyjmie nasze ostatnie tchnienie – pięknego życia.

Zostawimy po sobie błogosławieństwo.

 

Ojczyzna to ziemia i groby… Cmentarze, ruiny, żal śpiący i gorycz - ..? Nawet nad dalekim Dnieprem… Porzucone, zapomniane, osuwają się w niebyt. W nicość.

Tyle krwi wsiąkło w tamtą ziemię… Podziemna rzeka – krwi… Tyle bitew, powstań przegranych, zwycięstw – ducha… Jasna Gwiazda lśniła nad nami, nad honorem naszym….

 

Wytrwałość.

Niczym – Sybir.

Niczym – kajdany.

Wierność, jak gwoździe wbite głęboko – w krzyż…

 My, Polacy. Nasza pogarda wobec zdrajców do białości rozpalała ich nienawiść. Nienawidzili – i bali się…

 
Nie ma już dworów, nie ma palenisk, nad którymi wisiała broń z dawnych czasów. Nie ma portretów, nie ma już legend. Umilkły pieśni.

Tylko kruki i wrony – kraczą…

 
Zostawieni, zdradzeni, zapomniani?

 

My, Polacy – jesteśmy. Pamiętamy.

Krew – i śmierć – dawały życie duchom naszych przodków. Naszym dzieciom – odwagę. Nie będą się wstydzić dziadowie swoich wnuków.

Wstańmy! Wstańmy – jeszcze raz. Jeszcze raz przynieśmy ogień…

 

Chcę, by wiatr rozdymał dobre – chrobre nasze imię. Niech zwiąże je ze sławą1, na wieki.

Nie chcę, byśmy odchodzili w mrok – niewolnicy, zwierzęta.

Odrzućmy otępienie, otrząśnijmy się ze złego czaru! Kto nas przeklął, Polacy? Kto nas przeklął?! Przecz z tym!

 

Stanąłem – raz – na Okopach Świętej Trójcy.

Widziałem – raz – rozległe złote pola Ukrainy.

Śpiewał mi wiatr – dumy kresowe. Słyszałem westchnienia poległych rycerzy. Kości ich – zmurszałe, szable pożarła rdza. Głowy ich dzieci – na buńczukach Kozaków, Moskali…

„I Ojczyźnie mojej dała

 z piekieł ziemskich wynijść łona;

 nie żyć w innych ludów modle,

 raczej umrzeć – jak żyć podle;

 za to Panu wieczna chwała!”

 

Nie było złej goryczy w ich szeptach.

 …

 

Chcę, byście poznali tajemnicę –

 – przyjdzie nasz wielki dzień. Jeszcze raz…

 

 

1 jak śpiewał J. Kowalski