Stanisław Nyczaj - Mecz o władanie

Jest już nas ponad siedem miliardów

do tej j e d y n e j z daru wszechświata

piłki ziemskiego globu,

toczonej od nogi do nogi tak,

że – niczym w tańcu rozzuchwalonym –

wirując gubi regularny obrót

i z nieobliczalnymi pląsami

kręci się wokół Słońca.

 

 Jak w wielomiliardowym tumulcie

wykiwać rywali?

Jak wysforować się na tę czystą

pozycję celnego podania – komu?

do strzału – gdzie?… w mig blokowanego!

 

Faul jeden po drugim, bez pardonu,

Skopane nogi w kostkach, kolanach.

Żal patrzeć na innych i samego siebie.

 

Co raz szybują w niebo: to żółta,

to znów czerwona kartka, ostateczna

na pohybel wykluczonym z supergry o wszystko.

I konsternacja: dla iluś tam

świat się nagle zakończył.

 

Ale wystarczy ostry gwizdek sędziego

i znów rozpala się szaleńczo w nas

nieustępliwy pęd do tej jedynej

ziemskiej piłki z ł o t e j.

 

Pęd na jak długo

dla kogo wygrany

i tą złotą, niewybijaną spod nóg

uwłaszczony…?