Emanuela Czeladka - Spotkanie

Kobieta która wychodziła zza bramy i miała na sobie błękitną sukienkę nigdy nie wierzyła

w przypadki i nawet w ten dzień nie umiała sobie powiedzieć, że człowiek który stanął jej

na drodze był jedynie błędem statystycznym a nie kimś pisanym niewidzialną ręką opatrzności.

 

Dlatego wcale się nie bała kiedy błysnęło w słońcu coś na kształt ostrza, bo przecież

każdy porządny mężczyzna nosi przy sobie scyzoryk aby zawsze służyć

otwarciem wina lub drzwi.

 

 Gdy zimny chłód okalał jej szyję myślała tylko o tym, że musi

wracać do domu, powyjmować z pralki włożone godzinę temu pranie i wstawić ziemniaki

na obiad. Przeraziła ją jedynie brunatna plama na materiale, może jakby posypać solą to puści, tymczasem to on puścił ją zupełnie niegotową na śmierć.

 

Tu zaszło jakieś nieporozumienie, wolała zawczasu się

wytłumaczyć lecz wokół niej nie było nikogo. Na płycie chodnika niebieski kawałek materiału wplątywał się w nogi przypadkowym przechodniom.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież