Ludwik Filip Czech - Poetycki dwugłos

Autorem tomiku wierszy „Pies i Pan" jest Wojciech Boros. To poeta ze sporym dorobkiem, animator kultury, współpracownik kilku pism literackich. Wiersze z niniejszego zbioru są esencją żywotności, afirmacją ciągłych zmian, pochwałą ustawicznego ruchu. W utworze „Niedziela. Działka" autor pisze o sobie – „idzie po mnie ogień". I rzeczywiście – odnosi się wrażenie, jakby poeta stąpał po gorących kamieniach, przeskakiwał z nogi na nogę, spalał się. Jego osobiste emocje, pragnienia, nawet erotyczne fantazje, są iskrami na wietrze - żyją tylko przez chwilę, nie mają czasu dojrzeć, są przelotne, unikają pełnej realizacji /"Ostruda"/.  Bohater tej książki uważa, że stagnacja, to preludium do śmierci. Ze na tym świecie jest tylko przechodniem / „Mojemu Bratu"/, więc leniwe dryfowanie przez labirynt lat, jest zbrodnią popełnianą na czasie. W wierszu „Wiszące mosty" czytamy:




Wiszące mosty, którymi chodzimy.
Próchna bujające się na wietrze.
Wreszcie spadają na dno rzeki.
Kruche przenośnie do Snu.


   W utworze „Upał mnie zesłał do Twojego snu", pisze – „Pustynia za oknem nie ma końca. Nieliczne przystanki nie dają cienia". W tej życiowej aktywności, owymi nielicznymi przystankami są dla poety – erotyka i seks. Pisze o nich odważnie, jest dosadny, nie pomija szczegółów. Ta fascynacja fizycznością,  to rodzaj sprzeciwu wobec przemijania i śmierci. Ale ten bunt ma posmak tragiczny, gdyż autor wie, że owa filozofia oparta na seksualnej spontaniczności skazana jest na porażkę. Nie zdoła zatrzymać tego, co nieuchronne. Dlatego w cichej rozpaczy – szokuje, ironizuje, spłyca. Uprzedmiatawia przygodne partnerki, ideę miłości, wreszcie samego siebie. W „Danse macabre" dopada go turpistyczna aura, przegląda własną metrykę, podsumowuje własną kondycję słowem - stygnę. Ten wątek przemijania rozwija w innym wierszu „Zmarli zalęgli mi się w głowie". Tutaj synonimem śmierci jest Podróż, a nowy, refleksyjny ton, zapowiada wiersze o szczególnym ciężarze gatunkowym. We wspomnianym tekście czytamy:


Zmarli zalęgli mi się w głowie.
A ja nie mam serca by ich wykasować
Z pamięci. Sprawy się komplikują.
Trzeba uważać na słowa.

Nie wydzwaniać nad ranem na chybił-trafił.
Bo jeszcze przyjdą, lekko powłócząc nogami,
Zepsuci przez światło lub ciemność.
Będą mówić o Podróży.

/…/


   W „Psie i Panu", obok wierszy lepszych i gorszych, są też wyjątkowe. To te poświęcone Ojcu autora, jego chorobie, powolnemu odchodzeniu, wreszcie śmierci. Tutaj poetycki język ulega przemianie, styl wygładza się, rozedrgane emocje łagodnieją , intuicja i żywiołowość ustępują formalnej dyscyplinie. Tutaj świat poety zwalnia, on sam w obliczu rodzinnego dramatu, kurczy się, pokornieje. Bolesna rzeczywistość zdaje się unieważniać osobiste utarczki ze światem. Autentyczność tych utworów poraża, ich szczerość zawstydza. Mam na myśli zwłaszcza – „Książę Alzheimer" i „Sanatorium.Sen". W wierszu „Mój Ojciec" czytamy:


Mój Ojciec coraz częściej przechodzi na drugą stronę Skrwy.
Tam gzdie trwa wojna i rośnie trawa.
Słyszy strzały w lesie. Z braćmi łowi piskorze.
/…/

A ja stoję przed mostkiem. Nie mówię – Tato, wracaj.
Udaję, że słucham. On powtarza się jak hejnał.
W oczach się kurczy. Znikają w nim obrazy.
/…/


   Kiedy czyta się początkowe wiersze tego zbioru, potem sięga po następne, można odnieść wrażenie, że ma się do czynienia z dwoma autorami. Pierwszy – szokuje, jest nieuczesany, prowokacyjny. Drugi –konflikty wypełnia dojrzałą treścią, strzelistość zmienia w stateczność. Taki jest autor „Psa i Pana", - dwoisty, niejednoznaczny, psi i pański.  Te dwie osobowości współpracują ze sobą. Jeśli bywają w sporze, to ścierają się na papierze, w literackiej potyczce. Ale taki stan rzeczy nie będzie trwał w nieskończoność. Jego czas jest policzony.  Prędzej czy później dojdzie do wyboru jednej z postaw. W wierszu „Visby" autor, jeszcze nieśmiało, ale już wyrażnie, przekracza granicę pomiędzy młodzieńcem a mężczyzną. I chociaż równie szybko się wycofuje, problem obracając w żart, to jednak jest to zapowiedz rychłej przemiany. Sygnał, że kolejny tomik tego poety zaskoczy miłośników jego twórczości. We wspomnianym wierszu czytamy:

/…/
Na początku tego wiersza
Chciałem Wam opowiedzieć o śmierci.

Żartowałem.


   Książkę polecam.


Wojciech Boros, „Pies i Pan", Wydawnictwo „faktoria", Brzeg 2014, str. 41.



  





Również tego autora

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org