Amadeusz Graj - Poeta warty poznania

Michał Folega skromnie wypowiada się o swej książce, zaznaczając, że nie jest ona fachową analizą twórczości Aleksandra Janty – Połczyńskiego. Choć jest to prawda, lektura w bardzo przystępny sposób opowiada o reporterze, którego nazwisko jest nieznane wielu Polakom. A jego dzieła – niemal całkowicie obce. Zainteresowanie ludzi młodych pisarzami mniej znanymi cieszy tym bardziej, bo ważne jest, by być świadomym, kto przyczynił się między innymi do pielęgnowania naszej kultury poza granicami kraju.

 

 

 

 

Poeta zwiedził cały świat. Ze swoich wypraw pisał reportaże, które chętnie były czytane nie tylko w Polsce. Charakteryzował się one bezstronnością. Opisywał sytuację bez znamion upodobań politycznych. Przebywając w Ameryce, gdzie zamieszkał na stałe po drugiej wojnie światowej, przyczynił się do krzewienia wartości patriotycznych. Powiedział: „Obowiązkiem każdego kulturalnego człowieka jest czytać książki. Nie byle jakie książki, a dobre, bardzo dobre. Obowiązkiem Polaka jest znać literaturę polską i wiedzieć o swym kraju tak dużo, jak to tylko możliwe. (…) Świat nie jest piłką footbolową, świat podbija się głową…”.

 

W kwestii dbania o kulturę polską twierdził: „(…) nieważne, czy Amerykanin polskiego pochodzenia będzie umiał mówić po polsku – ważne, aby miał coś istotnego do powiedzenia na temat Polski”.

 

 

 

Takim podejściem nie po raz pierwszy i nie ostatni naraził się Polonii mieszkającej za Oceanem. Najbardziej po ukazaniu się reportażu dotyczącym sytuacji w Polsce komunistycznej. Oburzenie było ogromne, wielu przyjaciół odwróciło się od niego. Zamknęło się przed nim wiele drzwi.

 


Pomimo niewątpliwej wszechstronności, jaką wykazywało się pióro Janty, nie został on wyróżniony w prestiżowym konkursie organizowanym przez Akademię Literatury w Londynie, przyznającej nagrody dla najlepszej książki emigracyjnej. Komplementów nie szczędził Marian Hemar, pisząc: „Ma za sobą trzydzieści książek, wśród nich reportaże podróżnicze, wiersze, satyry, żarty, opowiadania, wszystko od psalmów do erotyków – pióra Janty ma na rozkładzie każdą z dziewięciu muz. Czy dlatego ten i tamten nie dowierza pisarskiej wszechstronności? (…) Nikt z nas, z jego kolegów, nie rozwinął, poza swoją działalnością pisarską tak wielkiej, tak rozległej, tak przez dziesiątki lat kontynuowanej działalności społeczno-propagandowo-pożyteczno-obywatelskiej, przecież na terenie Stanów i Kanady Janta jeden w pojedynkę odrabiał przez lata robotę najlepszych ambasadorów polskich i prasowych ataszatów i radców literackich. Czy to też się w uznaniu świetnego pisarza nie licz? Widaje mi się, że niekt inny, ale on powinien być w pierwszej piątce emigracyjnej „Akademii Literatury”. Nie wiem, czy się Janta naraził Grydzewskiemu i trzystu czytelnikom „Wiadomości”, że jego właśnie brak wśród wzajemnych akademików ale wiem, że on się tym nie przejmuje”.

 

        

 

Książka robi bardzo dobre wrażenie. Lektura jest lekka, przyjemna, a treść łatwo dostępna. Wzbogacona wyjątkowymi fotografiami. Zauważyłem jednak, że im bliżej końca, tym lektura przyjemniejsza się staje. I to nie ze względu na dotarcie do upragnionej, ostatniej strony. Autor w książce przedstawia cały życiorys Janty, począwszy od Małej Komorzy, w której się urodził. Miejsce to darzył szczególnym sentymentem i do którego myślami zawsze wracał. Część swej twórczości poświęcił właśnie regionowi Borów Tucholskich. Brda natomiast była dla niego najpiękniejszą rzeką na świecie. Napisał o niej wiersz, który znalazł się w książce, wraz z wieloma innymi, jakie Michał Folega zamieścił. Należy wspomnieć tutaj o czasie, który zaangażował w gromadzenie materiałów, jak i odszukanie osób znających Jantę, a także jego rodzinę, przede wszystkim żonę, Walentynę.

 

 

 

Po przeczytaniu książki, a właściwie już w jej trakcie, byłem rozdarty w kwestii oceny postaci Aleksandra Janty – Połczyńskiego. Z całą pewnością osobowość mocna. Charakteru i temperamentu mu nie brakowało. Był niezależny w swych poglądach, a swego zdania bronił do końca. Momentami sprawiał wrażenie aroganckiego, butnego i zarozumiałego. Owocowało to tym, że nie zagrzał nigdzie zbyt długo miejsca, co nie zapewniało stabilizacji. Zinterpretowanie postawy pisarza zostawiam więc indywidualności czytelnika. Nie ulega jednak wątpliwości, że postać tego reportera, poety, podróżnika, prozaika jest jak najbardziej warta zainteresowania, tym bardziej, że niewiele osób zna jego nazwisko.

 

 

 

 

 

Michał Folega, Życie na świat otwarte –

 

Aleksander Janta-Połczyński, Tuchola 2014, Wydawnictwo Meander