Ludwik Filip Czech - Święta tutejszość

Najnowszy zbiór wierszy Marii Danuty Betto nosi tytuł „Sprzedawca wyobrażni”. Charakterystyczną cechą tych wierszy jest spajający je motyw pór roku. Mamy tutaj zatem wiosnę i „Oczekiwanie”, lato z „Upałem”, jesień reprezentuje „Odlot ptaków”, zima manifestuje się w „Oczekiwaniu V”. To tylko drobne przykłady, wybrane poetyckie barwy, które tworzą koloryt tej książki. Przyroda w świecie poetki wyrażnie dominuje. Jej cykliczność przypomina zegar, który bezszelestnie przemieszcza się po horyzoncie tych wierszy. Drzewa, w zależności od pory roku, rzucają różnorakie cienie, rzeki zmieniają barwy wód, zwierzęta żyją w zgodzie z długością dnia i nocy. A wszystko to, bez udziału człowieka, na marginesie cywilizacji, z dala od chaosu nowoczesnego świata. W „Od rana” czytamy:

 

 

 

 

 

 

Od rana

 

Poluje lis

 

 

 

Ćwiczy biegi kozica

 

 

 

Ślimak

 

Odwieczny próżniak

 

Wystawił rogi na świat

 

 

 

/…/

 

Namiętnie

 

Wpija się motyl

 

W twarz kwiatu

 

/…/

 

 

 

   Niepostrzeżenie, jakby z drugiego planu, wkracza w tą krainę przyrody świat ludzi. Najpierw jest to tylko dzwięk kościelnego dzwonu / „Poranek III”/, potem z mgły wyłaniają się kontury miasteczka /”Upał”/, wreszcie stajemy na progu wiejskiej chaty, gdzie „dym w kominie liże kiełbasy” /”Poranek IV”/. Poetka bardzo powściągliwie wprowadza nas w tą zamieszkałą przestrzeń, jakby się obawiała, że ta zakłóci dotychczasową harmonię. Że „drzemiące na stacji wagony” będą zbędnym dodatkiem do tego pierwotnego krajobrazu. Tak jak kolejowy bar, czy terkoczący na drodze wóz / „Zapis”/. Ale jej obawy są na wyrost. Ów senny pejzaż z ludzmi wyśmienicie wkomponowuje się w całą resztę. Staje się częścią tego naturalnego uroczyska, przejmuje jego rytm i puls. W „Miasteczku” czytamy:

 

 

 

 

 

Na stacji

 

Drzemią wagony

 

/…/

 

W barze

 

Niczym osioł

 

Zaparł się stół nogami

 

/…/

 

W pobliskim kościele

 

Rozsiadła się cisza

 

Oczy świętym zamyka

 

/…/

 

Głuchy na wszystko

 

Śpi dzwon

 

 

 

   Sama autorka pojawia się w wierszach niechętnie. Wyściubia nos zza wersów tylko wtedy, gdy komunikat tego wymaga. Gdy bez jej wizerunku wiersz byłby mało wiarygodny. Jest zatem obserwatorem, nie moderatorem zdarzeń. W „Jeszcze” czytamy – „na kamieniu siadam – jeszcze jeden kamień”. To nie jest fałszywa skromność, to głębokie przekonanie o marności istoty ludzkiej. O jej kruchej kondycji, która przepada w konfrontacji z naturą. W zderzeniu z nią jest tragicznie bezradna. Ta bezradność narasta z upływem życia. Czytamy o tym choćby w „Moim aniele”. Podobny wątek odnajdujemy w „Nieuchronności”. Poetka kontempluje własną dojrzałość, przyrównuje ją do jesieni. W tym porównaniu nie ma jednak skargi lub goryczy. Jest refleksja nad przemijaniem, próba życiowego bilansu, wreszcie dobry powód, by wrócić pamięcią do przeszłości /”Powroty”/. W „Moim aniele” czytamy:

 

 

 

 

 

Mój anioł

 

Traci pióra

 

Jedno po drugim

 

 

 

I niedowidzi

 

 

 

Na krzaku jałowca

 

Uszkodził część szaty

 

/…/

 

 

 

Jednak zapewnia

 

Mój stróż

 

Że będzie mnie bronił

 

Do końca

 

 

 

 

 

   Wiersz „Rzeczywistość” zamyka stwierdzenie – „cisza rozrasta się we mnie”. W tej wewnętrznej ciszy Bóg zajmuje szczególne miejsce. Motywy religijne kończą tą książkę, Jezus i Matka Boska pojawiają się na stronach ostatnich. Są pieczęcią, podsumowaniem, kropką nad i. Co charakterystyczne – wiara w tej poezji nie jest koturnowa. Matka Boska mieszka w przydrożnej kapliczce, Jezusek zasypia w szopie, zmęczony Józef podpiera się kijem. Świątynne sklepienia, blichtr i celebra - to nie dla Nich. Oni są częścią prostego, wiejskiego krajobrazu, nie są watykańscy, częstochowscy, tylko tutejsi. Spokrewnieni z lisem, jastrzębiem, zającem, bardziej z miejscowymi, niż z aniołami. To jedyna taka społeczność, w której Święci żyją pospołu z ludzmi. W „Obrazku IV” czytamy:

 

 

 

 

 

Przed mrozem

 

Skryły się ptaki w dziuplach

 

 

 

W szopie przy żłobie

 

Chuchają zwierzęta

 

 

 

Wtulony w sianko

 

Zasypia Jezusek

 

 

 

 

 

   Ten tomik utwierdza w przekonaniu, że siłą każdej poezji jest autentyczność. W „Sprzedawcy wyobrażni” nie znajdziemy formalnych fajerwerków, Maria Danuta Betto ceni sobie prosty, bezpośredni przekaz. Nie rości sobie pretensji do bycia poetycką gwiazdą. Wierzy w mozolną pracę u podstaw, w skromny i cichy literacki znój. Taka postawa zasługuje na szacunek. Książkę polecam.

 

 

 

 

 

 

 

________________________________________________________

 

Maria Danuta Betto, Sprzedawca wyobrażni, Włocławek 2014, Dobrzyńsko – Kujawskie Towarzystwo Kulturalne. ss. 63

 

 

 

 

 

  

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora