Maria Lisowska - Metafizyka a ewolucja.

Wieczność materii zamiast Boga. Tak w ciągu ostatnich stuleci próbują ustawić sprawę ludzie nauki, a przynajmniej znaczny ich odłam. Naturalnie, nie jest to efektem badań, bo z przyczyn oczywistych, takim efektem być nie może. Natomiast ma to ścisły związek z powszechnym upadkiem wartości moralnych i etycznych, kreowanych we współczesnym świecie, na globalną modę, zwłaszcza przez środki masowego przekazu, a także przez nowoczesny model systemów edukacyjnych.


Zjawisko to nie wzięło się samo z siebie, tak po prostu. Pracowały nad tym, począwszy mniej więcej, od czasów Oświecenia, czy jeszcze wcześniejszego Renesansu, pokolenia filozofów, artystów i pisarzy, uznawanych często za wybitnych. Wszyscy oni z takich, czy innych względów odrzucają istnienie Boga i utworzony przez Niego porządek rzeczy. Nie będę wymieniać tej listy, bo byłaby zbyt długa, a są to nazwiska znane, znane również są ich owoce, które przekształciły się z oświeconych ideologii w złowieszcze memento takie jak: rewolucje francuskie i bolszewicka oraz II wojna światowa.
Ogromnym wsparciem dla tego „postępowego” towarzystwa jest i była od początku finansjera światowa, która w ideach nihilizmu, czy ateizmu, a przynajmniej w rozmydleniu rzeczywistości sakralnej, szuka usprawiedliwienia lub wręcz kamuflażu dla swej zachłanności i realizacji własnych egoistycznych planów przebudowy świata, kosztem manipulacji człowiekiem. Kontrola miliardów istnień ludzkich wymaga wykorzystywania pewnych narzędzi, takich jak media, które w założeniu są niezależne, a w praktyce podporządkowane ośrodkom decyzyjnym. Są zatem niezależne „inaczej”, od prawdy i przyzwoitości. Jak widać, wieczność materii jest łatwiejsza do zaakceptowania dla tych, którzy sami piszą swój własny „dekalog”.
Czy nie jest zadziwiającą rzeczą fakt, że wszystkie ludy naszej planety, od pierwotności do dziś, niezależnie od geograficznego miejsca egzystencji, kultury, narodowości, te naznaczone różdżką cywilizacji i te prymitywne, nosiły i noszą w sobie głębokie, intuicyjne przeświadczenie o istnieniu życia nadprzyrodzonego oraz Istoty Najwyższej – Boga, jako sprawcy tego, co jest ? Nie jest sprawą najważniejszą z antropologicznego punktu widzenia, że każdy z ludów wytworzył swoją własną wizję Sacrum, swoje własne, odmienne rozumienie Absolutu.
Człowiek jak głosi Księga Objawiona, to istota stworzona na obraz i podobieństwo Boga, ale także jedyna na tej ziemi, która została powołana przez Niego dla samej siebie, która świat otrzymała do swojej dyspozycji, by zarządzać, nim w imieniu Stwórcy.
Pierwsi rodzice, prawdopodobnie czuli się zobowiązani przekazać swoim dzieciom własne doświadczenie Stwórcy, Edenu oraz konieczność opuszczania tego wszystkiego, na skutek popełniania grzechów, przy czym tak zwane wygnanie z raju nie musi oznaczać emigracji z konkretnego miejsca, po prostu zmieniła się rzeczywistość wokół nich, z którą teraz przyszło się, im zmagać.
Z czasem pierwotny przekaz zaczął ulegać licznym przekształceniom, parafrazom, na skutek nie tyle zawodności ludzkiej pamięci, ile przede wszystkim z powodu wielkiej skłonności człowieka do fantazjowania, a także dostosowywania wszystkiego do własnych potrzeb, dlatego, więc Objawienie Biblijne, które zapowiadało przyjście Mesjasza, zostało dane niejako w depozyt tylko jednemu narodowi Wybranemu, by uchronić Słowo Boże od herezji i manipulacji.
Pozostały, szeroko rozumiany, przedchrześcijański świat, począwszy od czasów pierwotnych, został zdominowany przez liczne religie, mity i wierzenia pogańskie, które w ogromnej mierze musiały wyrosnąć na kanwie owego fantazjowania, a ściślej na strzępach zasłyszanej niegdyś historii wyniesionej z raju. Z pierwowzorem łączył je, już tylko motyw wiary w życie pozagrobowe. Innym ważnym czynnikiem, jaki przyczynił się do tej eksplozji różnorodności pierwotnych wierzeń, była oczywiście naturalna religijność człowieka, bo człowiek ze swojej natury czuje związek z metafizyką i jej pragnie. Jest to fakt antropologiczny i historyczny zarazem.
Należy również przypomnieć, że oprócz judaizmu, w różnym czasie powstawały w tamtych odległych epokach także inne, naturalne religie monoteistyczne. Dla przykładu Indianie wyznawali jednego Stwórcę, nazywanego przez nich Wielkim Duchem. W starożytnej Grecji, prócz bóstw mitycznych, którym składano liczne ofiary, w pewnym momencie postawiono ołtarz Bogu Nieznanemu. Może dotarły tam echa przesłania biblijnego, a może wewnętrzne przeczucie, mistyczne natchnienie.
Tak więc poszukiwanie prawdy o sensie istnienia rozpoczęło się nie od rozważań filozoficznych, które przyszły później, lecz w sposób naturalny, właśnie od tego intuicyjnego rozpoznania, które najwyraźniej zostało wpisane w naturę ludzką. Mówią o tym kultury starożytne oraz odkrywane przez archeologów groby, Każde takie odkrycie wskazuje na wielkie przywiązanie człowieka do wartości duchowych, do wiary w życie wieczne, choć oczywiście bardzo różnie rozumiane. Symbolizują to rekwizyty, dary, ozdoby oraz narzędzia użytku codziennego. Po co były te przygotowania i zabiegi, dla kogoś, kto miałby przestać po śmierci istnieć ?
Niestety, wielu badaczy, niekiedy nawet zadeklarowanych wierzących, podążają tropem darwinizmu i za wszelką cenę starają się udowodnić rzekomo zwierzęce pochodzenie człowieka.
Zatem istoty rozumne, zaludniające już niedostępną przestrzeń prehistorii, przedstawia się w świetle dokonywanych odkryć i badań, mocno tym światłem manipulując, jako przedstawicieli przejściowych oraz niedorozwiniętych intelektualnie ras niższych, które miałyby stanowić rolę łącznika między światem zwierzęcym a homo sapiens. Przedstawiana argumentacja, mówiąca o niezbyt proporcjonalnej budowie ciała ludzi pierwotnych, doprowadzająca do takiej, a nie innej klasyfikacji jest antyhumanitarna. Czy dzisiaj nie spotykamy ludzi ułomnych, czy mamy odmówić im prawa przynależności do rodziny ludzkiej? Może Neandertalczycy, bo o nich mowa, byli rzeczywiście ludem ułomnym na skutek jakichś specyficznych nieprawidłowości egzystencjalnych, takich jak, na przykład rozmnażanie w ściśle wyizolowanych środowiskach plemiennych lub wynikiem nich ułomności są inne nieznane nam przyczyny.
Nowsze badania wykazują, że w tamtym okresie żyły także inne plemiona, u których nie znaleziono żadnych zaburzeń. Neandertalczycy byli, więc jednymi z wielu ludów zamieszkujących ówczesne tereny półkuli północnej. Niektóre z tych plemion przywędrowało do Europy. Jak twierdzą badacze doszło pomiędzy nimi do wymieszania i asymilacji. Jako dowód podawane są cechy rasy neandertalskiej, u niektórych współczesnych narodowości europejskich i jeszcze w większym stopniu, u narodowości azjatyckich (np. Japończycy). Po tych odkryciach wielu antropologów dokonało pozytywnej rewizji w postrzeganiu owego zagadkowego ludu.
Nasze wyobrażenia o ludziach pierwotnych sprowadzają się na ogół do bardzo schematycznego stwierdzenia: „dzikusy”. Nie wszystkim jednak było pisane poznanie darów cywilizacji i wciąż na świecie są plemiona żyjące na łonie natury (np. Aborygeni). Jednak pod szykownym płaszczem nowoczesności, kryją się spore enklawy prawdziwego barbarzyństwa, z którego się zupełnie nie otrząsnęliśmy do dziś.
Przyczyny niejednakowego poziomu w rozwoju kulturowo-cywilizacyjnym poszczególnych ludów były naturalnie różne: religia, filozofia, ale także uwarunkowania klimatyczne.
Nie wolno jednak zapominać, jak niewyobrażalnie trudne warunki bytowe natury ogólnej musieli pokonywać nasi praprzodkowie (bez żadnych małpich koligacji). Nie posiadali oni szkół ani ośrodków medycznych, nie przesiadywali godzinami przed telewizorami na odwyku myślenia, co czyni masowo generacja współczesna.
Bez podręczników, bez lektur, ich umysły i ręce pracowały intensywnie od świtu do zmierzchu wyłącznie na bazie bieżącego doświadczenia, które musieli umiejętnie wykorzystać i przetworzyć, by przeżyć następny dzień.
Mimo najnowocześniejszych najbardziej precyzyjnych metod badawczych nie jesteśmy w stanie dokładnie spenetrować zamierzchłą przeszłość. Przeszłość, po której zostały tylko wątłe echa w postaci głęboko ukrytych pod ziemią grobów, których mieszkańcy, od dziesiątków, setek tysięcy, a może i milionów lat, już jako duchy zasiedlające niebieskie łąki, być może ze zgrozą, być może z pobłażliwym uśmiechem, śledzą nasze mozolne interpretacje. Czy mamy możliwość zajrzeć tam osobiście, porozmawiać, przeprowadzić wywiad, posadzić w ławkach szkolnych ich dzieci? Jestem przekonana, że nie różniłyby się poziomem inteligencji od swoich współczesnych rówieśników.
Z całego gąszczu wyobraźni i hipotez wyłaniają się dwie rzeczy, co do których nie ma wątpliwości, że byli na tej ziemi, że byli ludźmi, bo pozostawili po sobie okruchy kultury zamknięte w mogiłach. Wszystkie znaleziska z poprzednich epok są przecież szczątkami kultury, a potwierdzają to badania. Jak zatem można zaprzeczać, że autorami tych cennych resztek kultur, były osoby ludzkie.
Tworzyli przecież zarówno przedmioty materialne, jak też posiadali szeroko uformowany system wierzeń religijnych. Ich odniesienie do rzeczywistości miało charakter dualistyczny, łączący w sobie refleksyjną duchowość z intelektem. Skoro umieli kochać i szanować, umieli dbać, to z pewnością nie stanowiło dla nich problemu prawidłowe rozumowanie.
Wszystkie wyżej wymienione elementy razem wzięte, dają pełny i niepodważalny obraz człowieczeństwa. Nie ma i nigdy nie było w historii rodzaju ludzkiego takich zjawisk jak rasy niższe, przejściowe, czy niedowartościowane. Tworzenie tego typu mitów, to kreacja bardzo niebezpieczna.
Pierwotne groby oprócz wartości historycznych i poznawczych, mają bowiem dla nas ważne i cenne studium ludzkiej duchowości u podstaw cywilizacji i właśnie w taki sposób powinniśmy je traktować.
Uczeni w piśmie materializmu naukowego, do tej pory nie są w stanie wyjaśnić, dzięki jakim procesom fizjologicznym, małpa człekokształtna, rozwojowo nabrała rozumu, a doznawszy olśnienia, sięgnęła po kulturę, stając się człowiekiem. Otóż żadna małpa nigdy takiej metamorfozy nie przeszła i nigdy nie sięgnęła ponadto, po co zwykle sięga, niezmiennie rozgryzając zerwane przez siebie orzechy, w nieświadomości, że jakimś istotom wyższym mogą one służyć za metaforę.
Fakty mówią same za siebie. Czy w przeciwnym wypadku w tak błogiej, zwierzęcej beztrosce i doskonałej kondycji swego gatunku, żyłyby małpy do dziś? Przecież właśnie tak się dzieje. Małpy istnieją, są zwierzętami i z pewnością ani teraz, ani w przyszłości żadnej transgresji hierarchicznej nie zapragną.
Gdyby nawet, jako zwierzęta najwyżej zorganizowane, przejawiały coś, co można by umieścić między instynktem a pewnego rodzaju przedświadomością, to i tak rozwinięcie tych cech byłoby dla nich niemożliwe ze względu na brak pierwiastka duchowego. Zresztą niedawno odkryto, że małpy mają zupełnie inny kod genetyczny od człowieka, co zdecydowanie wyklucza jakiekolwiek związki między tymi zwierzętami a ludźmi.
Przeznaczenie człowieka od samego początku było inne niż zwierząt, z czym zgadzają się wszystkie religie monoteistyczne. Nieśmiertelna dusza ludzka oraz godność, którą obdarzył nas Stwórca, wymagała, aby został on ukształtowany jako byt odrębny, mimo, iż zbudowany z tej samej materii w swojej warstwie zewnętrznej.
Z nauk przyrodniczych wiadomo, że życie na naszej planecie, podobnie jak cały wszechświat, powstawało etapami w ciągu miliardów lat. Jednakże wyłanianie się poszczególnych elementów stopniowo poprzez narastanie to wcale nie ewolucja. Ewolucja zakłada bowiem powolne przeobrażanie się form niższych, mniej doskonałych w coraz doskonalsze i bardziej złożone, przy czym te niższe z biegiem czasu miałyby zanikać.
Czy więc istotnie mamy do czynienia z ewolucją, gdy cała przebogata, ogromna i różnorodna hierarchia organizmów żywych trwa nieprzerwanie? Dostrzec to może każdy przeciętny obserwator, laik, człowiek, zdolny do analizowania i wyciągania wniosków.
Wszystko trwa nieprzerwanie od najprostszych rodzajów mikrobów, glonów, pierwotniaków, poprzez coraz bardziej złożone: ryby, płazy, gady, ptaki, po całe zastępy ssaków na czele z koroną stworzenia – człowiekiem. Człowiekiem, który od zarania, pozostaje niezmienny w swojej wewnętrznej fizjonomii ciała, w swojej duchowości i w swoim intelekcie.
Gdyby światem rządziły prawa ewolucji, to na obecnym etapie życia, pozostałyby jedynie istoty zwane homo sapiens, czyli my oraz drzewa.
Tymczasem każdy organizm w drabinie życia jest niezbędny, na co szczególną uwagę zwracają, a przynajmniej powinni, przyrodnicy. Każdy bowiem, nawet najniższy szczebel w tej drabinie, pełni jedyną i konieczną funkcję dla zachowania całości, ponieważ opiera się na wzajemnej symbiozie i celowości. Nie może być zatem przypadku, że coś jest takie, a nie inne. Nie można stwierdzić, że ptak jest mniej doskonały niż jeleń czy drzewo, bo celem ptaka nie jest przekształcenie się w jelenia, czy też celem małpy w człowieka. Zarówno ptaki, jak i małpy w swoim gatunku życia są organizmami doskonałymi i spełniają przeznaczone im zadania.
Jakiś czas temu była w radiowej dwójce audycja M. Gizy, poświęcona ewolucji. Obawiałam się, że zaproszeni goście, eksperci nauk przyrodniczych, znów spróbują „udowodnić” małpi wątek w historii człowieczeństwa. Nic z tych rzeczy. Po rzeczowej, gorącej dyskusji, niemal jednogłośnie zakwestionowali założenia oraz istnienie tego wyimaginowanego zjawiska, wykazując jego absurdalność. Nie znalazło ono bowiem, potwierdzenia w faktach. Żaden z rzekomych dowodów nie spełnia nawet podstawowych warunków lansowanej teorii. Przy okazji wyszło jeszcze inne „szydło z worka”, mianowicie z biografii Darwina wyczytano, że on sam powątpiewał w słuszność swojego „odkrycia”. Nasuwa się jednak pytanie, dlaczego w takim razie postanowił zatruwać nim umysły wielu pokoleń ludzi. Wychodzi na to, że wszystkie argumenty, którymi nas karmiono, przedstawiane były, wręcz reklamowane po prostu na siłę.
Wielu ludzi bezkrytycznie jednak zaakceptowało taki punkt widzenia, lekceważąc fakt oczywisty, że człowiek, także ten uczony może popełniać błędy, nie wspominając już o tym, że istnieje w świecie, mówiąc delikatnie, zjawisko propagowania pewnych określonych tendencji w sposobie myślenia.
Najpoważniejszym argumentem przeciwko ewolucji, stało się odkrycie kwantów. Fizycy i astronomowie kwantowi zdecydowanie odrzucają jakąkolwiek zasadność teorii mówiącej o ewolucji. Z perspektywy kwantowej budowy materii, a nie jest to hipoteza, lecz potwierdzony fakt, teoria ta nie ma racji bytu. Przy użyciu metody kwantowej naukowcy są w stanie dokonać niezwykle precyzyjnych obliczeń, dzięki czemu wykazano błędy dotyczących danych czasu powstawania wszechświata. Stwierdzono, że nasz Układ Słoneczny jest o wiele młodszy, niż wcześniej sądzono, zatem czas dzielący nas od „Wielkiego Wybuchu” jest znacznie krótszy.
Nowe spojrzenie na powstanie i strukturę kosmosu wniosło także wprowadzenie do matematyki „liczby urojonej”. Obliczenia matematyczne, -jak twierdzą- eksperci, zawsze zawierały pewną lukę, która -jak zauważono- posiada charakter transcendentalny.
Tak więc nie można do końca skodyfikować natury, jej praw i zjawisk, nie uwzględniając pierwiastka nadprzyrodzonego, bo mimo tego, że nie można zmierzyć sfery duchowej jej przesłanki, są w tych prawach natury ukryte.
Tajemnicza luka w działaniach matematycznych, która nie daje spokoju i domaga się rozpoznania i wypełnienia, jest oczywistą wskazówką metafizyczną. Materia to nie wszystko. Jest to logiczne i nie mogłoby być inaczej.
Zatem niesamowity świat, który nas otacza od kołyski, każda rzecz i byt „rzeźbiony” jest w pięknie, jak w niewidzialnym najszlachetniejszym kruszcu, który ujawnia się dopiero w konkretnym kształcie. A może jednak odpowiadają za to ślepe atomy? Ale czy nieświadoma i martwa materia nie byłaby zdolna do wytworzenia "przestrzeni wyższej" od siebie, przestrzeni świadomego i rozumnego życia, jakim jest człowiek. Człowiek, który musiał więc zostać zaprogramowany a wcześniej stworzony przez Kogoś, przez Istotę Najwyższą, która jest źródłem życia oraz wszelkich praw. Jasno więc widać, że przyjmowanie przez naukowców ateistycznych metod badania natury jest zwyczajnym błędem, ponieważ z góry, prewencyjnie wyklucza istnienie Boga.