Barbara Tylman - Gwiazda

O spotkaniu z Zygą, moim kolegą taksówkarzem, już prawie zapomniałam. Ale wierzyłam, że w jakiś sposób, jeśli się czegokolwiek o Ali i Piotrasie dowie, da mi znać. Cisza, jaka zapanowała, zaczynała już mnie zniechęcać. Aż pewnego popołudnia zadzwonił, pytając o mój adres.

– Czyżbyś miał jakąś wiadomość? – aż podskoczyłam z ciekawości.

– Co nieco wyniuchałem – usłyszałam w słuchawce.

– Niebawem ktoś ciebie odwiedzi.

– Gwiazda? – niecierpliwiłam się coraz bardziej.

– No, powiedz wreszcie.

– Nie, nie Gwiazda – wyjaśnił – ale bądź przygotowana. Przyjdzie do ciebie bratowa Ali. O Piotrasie na razie nic nie wiem. Bądź cierpliwa.

 

 

Gdzieś pod koniec tygodnia od tamtego telefonu, kiedy siedziałam przy komputerze i z nudów stawiałam sobie pasjansa, usłyszałam dzwonek. Zanim podniosłam się z mąż, wyprzedzając mnie, otworzył drzwi.

– Baśka, jakaś pani do ciebie – powiedział, wycofując się do kuchni, chyba niezbyt zadowolony, że ktoś przerwał mu drzemkę.

– Idę, idę – odpowiedziałam krótko.

 

W drzwiach stała wysoka, szczupła blondyna w średnim wieku, z włosami upiętymi w kok. Próbowałam zgadnąć, kto to taki, bo przecież nie Ala. Chyba bym ją poznała. A zresztą, w dzisiejszych czasach kobieta może się zmienić z dnia na dzień.

– Dzień dobry. Jestem bratową Ali. Zyga powiedział, że bardzo chce pani z nią nawiązać kontakt – powiedziała stojąc w progu. – Nie może mnie pani znać, bo całkiem niedawno wyszłam za jej brata. Jestem jego drugą żoną. Zyga dał mi pani adres, więc jestem tak prędko, jak tylko mogłam.

– Ana, proszę wejść. I tak jestem wdzięczna, że pofatygowała się pani, by przyjść i poświęciła swój czas. Faktycznie, zależy mi na kontakcie z Alą. Nic nie wiem o niej... – próbowałam namówić ją, aby weszła do środka.

– Ala mieszka na Wildzie. W takiej starej, zabytkowej kamienicy, gdzie w podwórzu znajduje się piękny ogródek. Mieszka tam już dość dawno. Ale najlepiej będzie, jak pani sama do niej pójdzie i to w godzinach wieczornych. Nie chcę za bardzo mieszać się w jej sprawy, bo nie utrzymujemy specjalnych kontaktów. Jeśli będzie chciała, porozmawia z panią – powiedziała wymijająco.

– Dzięki. Ale może da się pani namówić na szklankę kawy czy herbaty? – próbowałam ją zatrzymać, pomimo wszystko.

– Nie, nie, dziękuję. I życzę, aby wasze spotkanie się udało. A tutaj jest adres, pod którym mieszka – podała mi starannie złożoną kartkę.

 

 

Kiedy wyszła, ułożyłam sobie plan działania i już na drugi dzień, z paczką kawy i smacznymi ciachami z dobrej cukierni, poszłam pod wskazany adres. Było już trochę po osiemnastej, liczyłam więc, że zastanę Alę w domu. Niestety... Usiadłam na ławce, aby poczekać. Rzeczywiście, kamienica daleko przedwojenna, ale odnowiona że hej, a ogródek – cymes. Wszędzie czyściutko, dużo kwiatów – widać dobrą rękę gospodarza. Przyjemnie było posiedzieć. Po piętnastu minutach usłyszałam kroki i w otwartej bramie ujrzałam wchodzącą kobietę. Aż mnie zatkało. To była Gwiazda. Poznałam ją od razu po sposobie chodzenia.

– Cześć Ala! – zawołałam nie wstając z ławki.

Kobieta zatrzymała się i patrząc nieufnie:

– Czy my się znamy?

– No wiesz, czyżbym aż tak się zmieniła, że mnie nie poznałaś? Jestem Baśka. Mikrus. Nie udawaj, naprawdę nie poznajesz? – pytaniem odpowiedziałam na pytanie.

– Czy to są jakieś żarty? Przecież Baśka to była taka chuderlawa dziewczyna, a pani? – nadal nie wierzyła, że ja, to ja.

– Nie żadna pani, tylko Mikrus. Gwiazda, ale z ciebie eleganciara... Zresztą zawsze taka byłaś. Pamiętasz ty naszą paczkę? – próbowałam od razu nakierować ją na temat.

– O, jasne z modrym! Nieraz o was myślałam. Zwłaszcza, gdy byłam w dole. Ale... po co i jak mnie tu znalazłaś? – zainteresowała się.

 

No, nareszcie dotarło do niej, o co mi chodziło.

– W odszukanie ciebie wmieszane zostały trzy osoby: Karol, Zyga i twoja bratowa. Od niej dostałam twój adres. Nie masz chyba jej tego za złe, co? – zadałam pytanie licząc na szczerą odpowiedź.

– Niee, ale my nie utrzymujemy kontaktów. Nie będę ci tutaj o tym mówiła. Chodź na górę. Zrobię kawę i opowiem ci coś ciekawego. Jeśli masz czas, zapraszam – skinęła ręką.

– Chętnie, przecież po to cię szukałam, aby czegoś się dowiedzieć. Ale i ja też mam coś do zakomunikowania – powiedziałam ochoczo.

Gdy weszłyśmy do mieszkania, Ala powiedziała:

– Rozgość się. Ja idę zrobić kawę – i znikła w kuchni. Po chwili weszła, niosąc na tacy dwie filiżanki kawy i ciasto, które przyniosłam.

– No, Baśka – przygotuj się na szok – pomyślałam – Gwiazda startuje. Zaczęła opowiadać.

 

 

 

Po ukończeniu szkoły zachciało mi się zostać artystką. Nie na darmo mówiliście na mnie Gwiazda. Podobało mi się takie życie. Trochę na scenie, trochę w knajpach. Tańczyłam, śpiewałam. Lubiłam balować, pić dobre alkohole, brylować w dobrym towarzystwie. Dlatego wsiąkłam, jakbym zapadła się pod ziemię. Przy okazji poznałam faceta, w którym zakochana po uszy, byłam mu we wszystkim uległa. Namówił mnie na wyjazd za granicę. Obiecywał mi życie jak w bajce. Z początku istotnie tak było. Byłam szczęśliwa. Robiłam to, co lubiłam. Tańczyłam na dobrych scenach, śpiewałam w eleganckich lokalach...To nie to, co u nas... Do czasu, aż wpadłam i zaczęłam tyć. Nie chciał dziecka, kazał mi usunąć ciążę. Mówił, że spaprałam wszystkie plany. Nawet nie wiem, kiedy się ulotnił. Pewnego ranka obudziłam się w pustym pokoju. W ciągu tygodnia spakowałam się i wróciłam. Tutaj urodziłam dziecko. Cudownego chłopczyka z ciemnymi włosami i śniadą cerą. Miał, niestety, ogromną wadę. Urodził się z dwoma serduszkami. W klinice chodzili koło niego jak koło jakiegoś dziwoląga. Po dwóch miesiącach mojego aniołeczka pochowałam. Chcąc o tym zapomnieć, zaczęłam...

– Zaglądać do butelki. Wydawało ci się, że to był jedyny ratunek, tak? – przerwałam, uważając to jednak za wielki nietakt z mojej strony.

– A żebyś wiedziała. Rozpiłam się, aby zapomnieć. Szukałam towarzystwa, w którym nikt mnie nie pytał, dlaczego piję. Utraciłam nad sobą kontrolę. Poleciałam na dno. Utraciłam kontakty, zerwałam z rodziną. Nieraz podnosiłam się, ale na krótko. Potem znowu popadałam w beznadzieję i tak w kółko. Kilka razy byłam na odwyku, ale zawsze wracałam do tego samego. Pomieszkiwałam u przygodnych znajomych. Kurde, Baśka, nie masz pojęcia, jak bolało...Dzisiaj na wspomnienie tamtych lat, chce mi się wymiotować. Jak mogłam tak upaść – wyznała szczerze.

– Ale dzisiaj jesteś przecież całkiem inna. Nie ma śladu po tamtej, upadłej kobiecie – musiałam to powiedzieć.

– Tak – zaczęła znowu Ala. – Ile mnie to kosztowało upokorzeń, wiem tylko ja. Ciągnęło się latami. O ojcu mojego dziecka nic nie wiem i nie chcę wiedzieć. Nie interesował się ani dzieckiem, ani mną. Może go gdzieś zatłukli... Nie chce mi się o nim gadać. Przecież to on zniszczył moje życie, moje marzenia...

– No, ale teraz, jak widzę, jesteś na wierzchu – chciałam, aby dalej ciągnęła swoją opowieść.

– Wiesz, zdarzyło się coś, co odmieniło moje życie. Mieszkałam u takiego jednego. Zwyczajnym menelem był, ale ja też taka byłam. Ale był dobry. Nie wyzywał, nie bił. Czasem sprowadzał kumpli takich samych jak on, na swoją melinę. Oni popijali jakieś mikstury, a ja im śpiewałam i tańczyłam. Takie seanse im robiłam. Kiedyś jeden z nich powiedział:

– Ala, przecież ty jesteś gwiazdą. Przypomniało mi się wtedy, że tak na mnie kiedyś mówiono. Jako zapłatę za występ dał mi zmięty kupon totka. Niby, że to forsa. Mówił, że znalazł na ulicy, jak szedł do nas na „przyjęcie”. Udawałam, że cieszę się, bo wreszcie ktoś mi zapłacił za występ. Towarzystwo wyniosło się około północy, a ja padłam jak długa na barłóg. Rano, ogarniając melinę, podniosłam z podłogi zmiętolony kupon. Spojrzałam na datę.

 

 

– Zasłuchana w opowieść Ali zauważyłam, że do mieszkania wszedł jakiś mężczyzna i dyskretnie prześlizgnął się do drugiego pokoju.

 

– I co zrobiłaś z tym kuponem? – moja ciekawość doprowadziła do kontynuowania rozmowy.

– Poszłam do kolektury i dałam do sprawdzenia – Ala spojrzała na mnie tajemniczo – wyobraź sobie, mężczyzna w kolekturze zza szyby zapytał mnie, gdzie tak ten kupon wymiętoliłam. Zapytał też, czy wiem, jaka jest na nim wygrana. Niby skąd miałam wiedzieć. Wyrwałam mu go z ręki i wyleciałam jak z procy. No, ale jak w następnym punkcie usłyszałam to samo, wiedziałam, że trafiło mnie szczęście. Myślałam, że zwariuję. Baśka, życie mnie wynagrodziło. Zgarnęłam kilka milionów, uwierzysz? Było oczywiście tygodniowe chlanie – z tymi wszystkimi, którzy byli tamtego wieczoru, kiedy za „występ” dostałam kupon totka. Potem przyszło opanowanie i stabilizacja. Kupiłam to piękne mieszkanie, umeblowałam je i zamieszkałam z dwoma – już teraz nie menelami. Z tym, który przed laty mnie przygarnął i z tym, który przyniósł mi szczęście. Obaj byli dla mnie dobrzy kiedyś, to i ja się im odwdzięczyłam. Zabrałam się za siebie – no wiesz, fryzjer, ciuchy, kosmetyki i przede wszystkim lekarz. Kilka lat temu zmarł ten, który mnie przygarnął. Marskość wątroby, ale głównie – organizm zniszczony przez alkohol. Pochowałam go. Teraz mieszkam z tym, dzięki któremu mam dobrze. Mieszkamy razem, ale łączy nas tylko wielka przyjaźń. Też jest schorowany, lecz nie daje po sobie poznać. A ja, przywiązałam się do niego.

– To dlatego nie utrzymujesz kontaktów z rodziną? Wyrzekli się ciebie przez to, że się stoczyłaś? A teraz? – musiałam zapytać.

– Teraz, z pewnością zżera ich zazdrość, że mi się poszczęściło. Nikt jednak nie wie, przez co musiałam przejść – dodała.

– Powiesz mi, czym się aktualnie zajmujesz, co porabiasz? – próbowałam jeszcze czegoś się dowiedzieć.

– Wyobraź sobie – odpowiedziała bez namysłu.

– Od kiedy jestem już nie taka z meliny, widzisz jak wyglądam. To, co mogę, daję z siebie innym. Opiekuję się dziećmi. Założyłam małe, prywatne przedszkole. Zatrudniam kobiety, które nie mogły sobie w życiu poradzić. Dałam im pracę i szansę powrotu do normalności. Bardzo kocham dzieci. Nie mam swoich, więc i wnucząt też nie będę miała. Całymi dniami poświęcam się temu, co robię. Wracam przeważnie po osiemnastej. Jestem szczęśliwa, kiedy mogę grać tym maluchom na pianinie i pośpiewać. Ale powiedz mi, Baśka, dlaczego mnie odszukałaś? Stało się coś ważnego? – Ala spojrzała na mnie z niepokojem.

– Stało się, stało – powiedziałam robiąc dziwną minę.

– Drągala pamiętasz? To przez niego. To on mnie sprowokował, aby zrobić spotkanie naszej paczki. Pozostało mi tylko odszukać Piotrasa. Pamiętasz chyba Nygusa... Muszę w jakiś sposób na niego trafić. Do ciebie dotarłam przez Zygę. Jak już zbiorę całe bractwo, zgodzisz się poświęcić trochę czasu? Zjemy wspólnie jakiś obiad czy kolację i powspominamy dawne dzieje.

Zauważyłam w jej oczach znajome błyski.

– Też coś, pewnie, tylko muszę wiedzieć trochę wcześniej, żeby sobie ułożyć pracę.

– Jasne. A gdzie masz to swoje przedszkole? Daj mi adres, to ciebie odwiedzę. No i o numer telefonu także poproszę. Jak wszystko będzie zapięte na ostatni guzik, to się z tobą skontaktuję. Nie masz pojęcia Ala, jaką radochę mam z dzisiejszego spotkania. Ale teraz już lecę, bo późno.

 

Kiedy odprowadzała mnie do bramy, zatrzymałam się przy ogródku, mówiąc:

– Ładnie tu macie. Widać, że komuś na tym zależy.

– Tak. Wynajęłam takiego jednego. Ogrodnik – amator. Bardzo dba o porządek. Wiesz, za kilka złotych, w dzisiejszych czasach... Wciąż mam w pamięci moje trudne lata, więc staram się ulżyć innym... No to, Baśka, do rychłego zobaczenia. Czekam z niecierpliwością, pa – rzuciła na odchodne.

– Pa, Gwiazdeczko!

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież