Michał Filipowski - ***

koniec listopada

tuż przed mrozem

niosę jabłka i nadzieję

na kisiel

 

będę mieszać

póki nie upodobni się

do rzecznej kry

 

potem odstawię

w przyokienny chłód

który jest jak rzep

 

czepia się szyb

jak psiej sierści

przenika do wewnątrz

 

na razie jestem bezpieczny

ile bezpieczny może być ktoś

kogo mieszkanie obciążone jest

hipoteką

z ojcem

który coraz bardziej utyka

na jedno ucho

 

moje słowa giną gdzieś po drodze

jak przez dźwiękoszczelny ekran

na autostradzie

 

mieszam kisiel

miesza mi się w głowie

 

nie wiem już co o tym myśleć

i jak to zapisać