Marcin Dydyna - wiersze

grubą kreską na asfalcie


tutaj nic nie jest oczywiste
niebieskie oczy tracą naturalną barwę
słowo wyciera się jak pumeks
po czym staje się dowodem w sprawie

rozgadane domy po zmroku milkną
autoironia przestaje być auto
a umieranie jest tak przypadkowe
jak zacięcie przy goleniu

pokochać mrok

                     Małgorzacie Południak


nocą zmysły odczuwają więcej
skrupulatnie ucząc się ogarniać niepojęte
kropla po kropli

księżyc raczy srebrem
nie zadaje pytań nie osądza
nie oślepia plastikowym gestem
jak często
rozświetla zatroskane poruszenie

w mroku obdzieram siebie z niedopowiedzeń
by wprawiać jego najodleglejsze zakątki
w drżenie
spójrz jak dojrzewa we mnie
na jedne skrzypce


pętla zawieszona w karcerze poranka
nie pozwala zapomnieć o grzechach
śmiertelnych jak bezimienna miłość

na szubienicy popołudnia tli się iskra
samotna spopiela serca
przez świat przenika deszcz drzazg
poranione twarze milkną

na zgliszczach nocy odradza się nowe
nieznane niechciane
bez zahamowań i sumienia

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież