Roman Godlewski - Człowiek i biologia (2)

Mózgi są podstawą wszystkich naszych doznań i przeżyć. Wszystko, czego doświadczamy ma swą podstawę w informacjach zebranych przez receptory. Przekazują nam one dane dotyczące naszego otoczenia, naszych ciał, a także naszych mózgów. Wszystkie nawet najsubtelniejsze uczucia są niczym innym, jak informacją dotyczącą stanu naszych mózgów. Sposób, w jaki ich doświadczamy, a także sama treść doznań zależy od budowy i sposobu funkcjonowania układu nerwowego a w szczególności od zasad funkcjonowania mechanizmu odpowiedzialnego za to, w jaki sposób uświadamiamy sobie procesy zachodzące w naszych mózgach. Nie tylko wrażenia wzrokowe czy słuchowe mają swą podstawę w mózgu. Gdy czujemy miłość do konkretnej osoby, gdy wzruszamy się podczas oglądania filmu, albo gdy doznajemy najwznioślejszych przeżyć religijnych, jest to niczym innym, jak percypowaniem pewnych zdarzeń zachodzących w naszych mózgach. Przykładowo osoby o tzw. osobowości socjopatycznej (stanowią ok. 1/6 populacji) tym różnią się od innych ludzi, że brak im połączenia między korą przedczołową a układem limbicznym. Oznacza to swoistą ślepotę – nie są one świadome wielu swoich emocji, w tym uczuć wyższych, a także niezdolne są one do empatii. Nie znaczy to jednak, że uczuć tych są oni pozbawieni. Emocje te rozgrywają się w nich tak samo jak u innych, ale oni o nich nie wiedzą. Brak dostępu tych uczuć do świadomości zasadniczo zakłóca ich wpływanie na myślenie i zachowanie. Nie powinno nas także dziwić, że o przebiegu niektórych zjawisk psychicznych dowiadujemy się z zauważalnym opóźnieniem. Odkryto na przykład, że uświadomienie sobie aktu woli, następuje około pół sekundy po jego rzeczywistym wystąpieniu. Wszystkie te zdarzenia mają charakter jak najbardziej materialny i co do istoty nie różnią się od wszelkich innych procesów fizycznych, jak gotowanie się wody w czajniku czy dryf kontynentów. Jeśli ktoś wyobraża sobie, że przynajmniej wolna wola jest wyłomem w powszechnym zdeterminowaniu wszelkich zjawisk przez prawa przyrody, jest w błędzie. Zachodzące w naszych mózgach procesy, które odpowiadają za podejmowanie decyzji, nie różnią się w niczym od wszelkich innych zjawisk mających miejsce w obrębie naszych czaszek. Dodajmy, iż fakt, że procesy chemiczne mają u swych podstaw charakter statystyczny, a pojedyncze cząsteczki zachowują przypadkowo, nie stanowi wyłomu, przez który w jakiś szczególny sposób mogłaby się przemknąć idea wolnej woli odróżniającej nasze umysły od reszty fizycznego świata. Nie stanowi z prostego powodu. Mianowicie taka sama przypadkowość cechuje zachowanie wszystkich innych cząsteczek, atomów i cząstek we wszystkich innych miejscach wszechświata. Gdyby ona miała stanowić o wolnej woli, to musielibyśmy przyznać jej istnienie także kamykom polnym i łodygom pokrzywy. Wolna wola nie polega na przypadku. Po co więc w czymkolwiek się starać, jeśli wszystko, co robimy, jest albo z góry ustalone, albo czysto przypadkowe? W taki czy inny sposób zapisana jest w naszych mózgach nie tylko wiedza o otaczającym nas świecie i o nas samych, ale także o innych znanych nam, osobach i o ich wiedzy na poszczególne tematy, o ile ją znamy, nasze emocje wobec tych wszystkich rzeczy, postawy i plany, marzenia i teorie. Cała duchowa kultura, wszystkie wytwory ludzkiego umysłu, wszelkie pojęcia, teorie i byty abstrakcyjne, nawet liczby ostatecznie zakodowane są w naszych mózgach i nie istnieją nigdzie poza nimi. Co do istoty nie różni się to wszystko w swej bytowej podstawie od liter na kartce. A nasze rozumienie znaków? Nic to innego, jak jeden z rodzajów procesu sterowania. Znaki docierające do nas w postaci cudzych wypowiedzi czy napisów są jednym z elementów systemu sterowania. W tym wypadku należą zasadniczo do sterowania międzyosobniczego. Nie różnią się co do istoty od impulsów elektrycznych przesyłanych między ośrodkami w mózgu lub od śladów pamięciowych czekających w mózgu na odtworzenie. Zresztą wszelkie sygnały docierające do naszych mózgów z zewnątrz nie różnią się co do istoty od sygnałów wymienianych między poszczególnymi ośrodkami sterującymi wewnątrz mózgu. Nie jest tak, że mózg stanowi jakkolwiek zamknięty i doskonały w swojej formie system obiegu informacji, a to, co dochodzi do niego z zewnątrz, jest jakościowo inne. Granica, jaką wyznaczamy między mózgiem a resztą świata, jest czysto arbitralna i nie ma żadnego rzeczowego uzasadnienia. Co więcej podobne granice można w sposób równie dowolny poprowadzić wewnątrz mózgu, dzieląc go na kilka przypadkowych całości. Nasze wyobrażenie, że coś, co uważamy za jednolite, czyli nasza osobowość, polega w warstwie materialnej na czymś równie niepodzielnym i jasno wyodrębnionym, jest czystą fikcją. Czystą fikcją jest również wyobrażenie o jednolitości i niepodzielności jaźni. Nie ulega wątpliwości tylko jedno – duch jest ściśle uzależniony od materii. Nie ma niczego w świadomości, czego nie byłoby w mózgu. Osobowość, charakter, temperament, a także zaburzenia i rozmaite psychiczne ułomności aż do psychozy włącznie – wszystko to zależy tylko i wyłącznie od budowy i funkcjonowania mózgu, a wszelkie jego uszkodzenia znajdują zaraz odzwierciedlenie w świadomości. Jeśli zaś podzielić mózg na zdolne do odrębnego funkcjonowania fragmenty, dojdzie do podzielenia osobowości i świadomości. Dowodzą tego badania osób, którym operacyjnie (z powodów medycznych) przecięto połączenie między półkulami mózgu. Z drugiej strony nasza osobowość nie jest ściśle powiązana z konkretnymi mózgami. Możliwe jest, choć nie jest to obecnie wykonalne technicznie, zamienienie poszczególnych podzespołów mózgu między różnymi osobami aż do wymiany wszystkich włącznie; tak samo jak to się czyni przeszczepiając inne narządy. Po drugie możliwe jest zastąpienie poszczególnych biologicznych ośrodków sterowania w mózgu wykonującymi te same funkcje podzespołami elektronicznymi lub działającymi na jeszcze innych podstawach fizycznych. Tu również mamy pełną analogię z protetyką innych części ciała. Ostatecznie możliwe byłoby stworzenie całkowicie sztucznego mózgu wykonującego ludzki sposób sterowania, tak samo jak możliwe jest stworzenie sztucznego serca. Możliwe byłoby to dzięki temu, że sterowanie jest całkowicie niezależne od tego, w oparciu o jakie fizyczne prawa jest wykonywane. Ważny jest jedynie odpowiedni wzorzec obiegu i wymiany informacji. Możliwe byłoby również stworzenie osobowości typu ludzkiego w postaci programu komputerowego. To, co zazwyczaj uważamy za stanowiące o istocie osobowości konkretnego człowieka, czyli pamięć, wzorce zachowania, charakter, temperament, umiejętności czy talenty, to nic innego jak uchwytujące rozmaite aspekty cechy właściwego dla danej osoby systemu sterowania. Możliwe byłoby tworzenie sztucznych mózgów osób, które wcześniej nie istniały – osób stworzonych przez konstruktorów. Można by również stworzyć w ten sposób szereg osobowości w sposób ciągły prowadzących od wzorca jednej osoby do innej. Wreszcie można by odtworzyć jedną osobę w wielu egzemplarzach. Wszystkie te możliwości pokazują, że nasze pojęcie jednolitej i odrębnej osobowości jest paradoksalne, a w istocie niczego takiego nie ma. Kim więc w ogóle jesteśmy i czy w ogóle istniejemy? Jasne jest, że każdy prawidłowo funkcjonujący mózg jest nosicielem osobowości i świadomości. Zdecydowanie nie jest ona jednak tym, za co ją uważamy. W szczególności nie jest tak, że osobowość jest czymś nadrzędnym wobec mózgu, który jedynie podpiera ją w bycie. Osobowość może istnieć tylko w mózgu i przez to jej pojęcie nosi wszelkie właściwości wynikające stąd, że mózg jest przedmiotem materialnym a sterowanie procesem ponadmaterialnym. Pod tym względem pojęcie osobowości podobne jest do pojęcia kształtu. Kłopoty z pojęciem osoby nie są niczym wyjątkowym. W mniejszym lub większym stopniu dotyczą one wszystkich pojęć, których używamy na co dzień w opisie otaczającego nas świata. Pojawiają się wszędzie tam, gdzie ważne dla nas jest to, czy dany przedmiot jest tym samym przedmiotem, co inny. Nauka działa bez zarzutu, gdyż w ogóle nie opiera się na pojęciu tożsamości. Właściwy opis świata w całości ogranicza się do jakości, czyli do rozstrzygania czy przedmioty i relacje między nimi są takie same, nie ma zaś znaczenia czy są te same. Ograniczenie to nie ma rzeczywistego charakteru, czyli nie oznacza, że poza sferą takożsamości niezbadana pozostaje niedostępna naukowemu poznaniu sfera rzeczywistości tożsamościowej. Ma ono charakter logiczny. Poza nim zaczyna się nonsens. Potoczne pojęcia działają całkiem dobrze, dopóki nie pojawi się wątpliwość co do tego, czy w przedmiotach nie wymieniły się części, albo nie powstały ich kopie. Problem ten dotkliwiej godzi w pojęcia odnoszące się do bytów biologicznych, gdyż życie polega na ciągłej wymianie materii. W ciele ludzkim w ciągu kilku lat dochodzi do wymiany wszystkich atomów, na całkiem nowe. Nawet nasze kości, choć z pozoru przypominają twarde przedmioty materialne podobne powiedzmy do drewna czy kamienia, nie są niczym trwałym i zachodzi w nich nieustannie proces jednoczesnego rozkładu i budowy; zakłócenie go na niekorzyść tworzenia prowadzi do osteoporozy. Proces wymiany dotyczy również choć w mniejszym stopniu komórek. Unikają jej co prawda zasadniczo tkanki, takie jak nerwowa i tłuszczowa, gdyż zasób komórek w tych tkankach jest nam dany zasadniczo raz na całe życie (tycie nie polega na przyroście ilościowym komórek tłuszczowych, ale na ich rozroście). Jednak w większości innych tkanek z nabłonkową i łączną na czele mamy do czynienia z ciągłym ruchem. Komórki rodzą się, żyją i giną. Gdy patrzymy na twarz ukochanej, pytanie, czy jest to ta sama twarz, którą ujrzeliśmy przed laty, nie ma żadnego jasno uchwytnego sensu, poza sensem symbolicznym. Jest to zaś twarz w dużej mierze taka sama. c.d.n.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież