Jacek Wender - Kościół a polityka w III RP

Jeszcze na przestrzeni lat 80 Kościół pod przewodnictwem prymasa Józefa Glempa prowadził umiarkowany kurs wobec polityki władz. Przyniósł on znacznie więcej „nagród” niż „kar”, a istota jego sprowadzała się do dystansowania od opozycji przy jednoczesnym podtrzymywaniu niektórych jej postulatów ze zwolnieniem więźniów politycznych i wznowieniem dialogu społecznego na czele1. Pod koniec lat 80 widoczne były efekty tak prowadzonej polityki. Wyrażały się one w zarówno rekordowej liczbie powołań kapłańskich oraz budowanych świątyń, powstawania Klubów Inteligencji Katolickiej, jak i w szybkim rozwoju prasy i wydawnictw katolickich2. Rozbudowa instytucji kościelnych była efektem wzrostu religijności Polaków, w tym przede wszystkim nastawionych opozycyjnie wielkomiejskich środowisk inteligenckich,  w których wcześniej częste były postawy antyklerykalne3. Polityka  hierarchii kościelnej, obliczona na równoległe prowadzenie dialogu z władzami i dyskretne wspieranie umiarkowanej części opozycji musiała ulec zmianie w 1989 roku, po ”Okrągłym Stole”, kiedy to zadecydowano, że odbędą się wybory do tak zwanego „kontraktowego”.

      W wyborach z 4 czerwca 1989 r., Kościół miał udział trudny do przecenienia - i to nie tylko jako nie kwestionowany autorytet czy pośrednik pomiędzy społeczeństwem a komunistyczną władzą. Zasługą Kościoła było również zapewnienie organizacyjnego zaplecza działaniom opozycji. Wiosną 1989 siedziby większości parafii zmieniły się w sztaby wyborcze „Solidarności”. Księża brali udział w typowaniu kandydatów opozycji, mobilizowali wiernych do udziału w wyborach, instruowali, jak oddać ważne głosy i kogo poprzeć. Regułą była również współpraca między czynnym politycznie duchownymi a działaczami wszystkich nurtów opozycji, także lewicowych lub liberalnych4. Dobrze wiedzieli o tym działacze PZPR, lecz nie umieli temu przeciwdziałać. W wewnętrznym dokumencie pt. Informacje o dotychczasowym przebiegu kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu wg stanu na dzień 1989-05-20, tak opisywano sytuację: „Zaangażowanie Kościoła w kampanii wyborczej na rzecz opozycji przejawia się w następujących działaniach: publicznym informowaniu z ambon o terminach, miejscach spotkań i zebrań organizowanych przez „Solidarność” oraz zachęcaniu - nawoływaniu do brania w nich udziału; udostępnianiu pomieszczeń i placów kościelnych na spotkania działaczy „Solidarności”; udostępnianiu obiektów sakralnych dla eksponowania materiałów propagandowych opozycji; rozprowadzaniu podczas uroczystości kościelnych tzw. cegiełek - na fundusz wyborczy opozycji; agitowaniu za kandydatami opozycji, instruowaniu co do sposobów - techniki głosowania5.

 

Istniejące różnice wewnątrz Komitetu Obywatelskiego z list którego startowali opozycjoniści były zatem tłumione nie tylko dzięki powszechnemu przekonaniu, że tylko jedność „Solidarności” może zapewnić sukces wyborczy, ale również poprzez działania kierownictwa Kościoła, które mimo rozmaitych zastrzeżeń do poszczególnych kandydatów, udzieliło faktycznego poparcia „Solidarności”. Dodać należy, że w komunikacie Konferencji Episkopatu odbytej 2 maja wezwało katolików do udziału w wyborach. Większość biskupów nie próbowała nawet ukryć swoich posolidarnościowych sympatii. Postawa Kościoła mocno rozczarowała władze PRL, które - licząc na neutralność hierarchii - doprowadziły do przyjęcia przez 17 maja dwóch ustaw regulujących stosunki wyznaniowe - „O gwarancjach wolności sumienia i wyznania” praz „O stosunkach Państwa do Kościoła katolickiego”. Ta ostatnia nadała, po latach zabiegów. Osobowość prawną Kościołowi i jego instytucjom oraz zagwarantowała prawo tworzenia organizacji kościelnych i katolickich6. Z drugiej strony środowiska chrześcijańsko-narodowe były niezadowolone z pomijania ich na listach wyborczych kosztem kandydatów lewicowych oraz liberalnych. Przedstawiciele tych kręgów uważali, że efektem takiej polityki Wałęsy będzie niereprezentatywność Parlamentu, ponieważ poglądy z którymi utożsamia się znaczna części społeczeństwa zostaną pominięte. Na znak protestu z kandydowania postanowił zrezygnować prawicowy działacz Aleksander Hall.

 

      Przedwyborcze zbliżenie się Kościoła z światem polityki, mimo zwycięstwa przedstawicieli opozycji w wyborach i związanego z tym wzrostu wpływu duchownych, w dłuższym czasie okazało się kłopotliwe. Przyczyną była trudna sytuacja gospodarcza w kraju. Społeczeństwo domagało się natychmiastowych reform i jednocześnie poprawy poziomu życia. Żaden rząd czy parlament nie był w stanie spełnić tych żądań. Dlatego niezadowolenie społeczne zaczęło promieniować również na opozycję. Równocześnie pozycja Kościoła zaczęła ulegać zmianie. Coraz większy był jego wpływ na decyzje administracyjne, malał zaś autorytet wśród obywateli. Jeszcze w wyborach prezydenckich z 1990 r. hierarchowie opowiedzieli się za Lechem Wałęsą. Natomiast w następnych wyborach parlamentarnych z 1991 r. po części rozumiejąc konsekwencje takiego działania, postanowili w zdecydowanej większości nie angażować się tak mocno w kampanie wyborczą. Dodać należy, że uwikłanie hierarchów w sprawy polityczne było mocno krytykowane w mediach, które jak Gazeta Wyborcza sprzeciwiały się przymierzu władz świeckich z duchownymi. W odpowiedzi na zarzuty Episkopat wydał oświadczenie w którym możemy przeczytać - „Na podnoszony czasem zarzut, że Kościół miesza się do polityki, odpowiadamy, że katolicy w Polsce mają obowiązek i prawo obrony chrześcijańskich zasad życia publicznego podobnie jak inne wspólnoty kierujące się odmiennymi przekonaniami. Mówimy też jasno, że nie opowiadamy się po żadnej konkretnej stronie. Nie wskazujemy żadnych przedwyborczych list. Duszpasterzy zobowiązujemy, by w kościołach i kaplicach nie prowadzili ani nie pozwalali prowadzić kampanii wyborczej ani agitacji na rzecz kogokolwiek7. Oczywiście niejednokrotnie zdarzały się sytuacje, że księża mówili wprost lub sugerowali na kogo wierni mają oddać głos, ale z pewnością wypadków takich było mniej niż w poprzednich wyborach.

 

      W kampanii wyborczej w 1993 r. rola Kościoła była jeszcze mniejsza niż w poprzednich. Ton wypowiedziom Episkopatu nadało Słowo biskupów w sprawie wyboru do parlamentu, w którym autorzy wyraźnie unikali sformułować mogących sugerować, że popierają któreś z ugrupowań. Wiernym przypomniano tylko, że powinni wybierać osoby wiarygodne, kompetentne, kierujące się dobrym wspólne, jak również, że powinni głosować na tych, którzy prezentują programy pozytywne służące dobru społeczeństwa, nie zaś tych, którzy ograniczają się do krytyki i negacji8. Mniejsze zaangażowanie duchownych w politykę nie spowodowało jednak sukcesu partii o programie związanym z nauczaniem Kościoła.

 

      Polityczna porażka w 1993 r. partii prawicowych o nastawieniu chrześcijańskim według niektórych krytyków była swoistym wotum nieufności dla roli jaką wybrał w życiu społecznym Kościół. Nieformalne poparcie poszczególnych ugrupowań w latach poprzednich oraz niezadowolenie społeczne z formy rządów tych partii spowodowało, że zaczęto obwiniać kler. Ludzie czuli się oszukani, gdyż przez lata wierzyli, że po zmianie ustroju ich sytuacja życiowa zmieni się radykalnie. Ani prawica, ani Kościół nie mogły jednak tego zapewnić. Sytuacja gospodarcza, inflacja i duże bezrobocie spowodowały, że w społeczeństwo zwróciło się ku lewicy - kojarzącej się z pomocą socjalną i obiecującą wprowadzenie państwa opiekuńczego. Dla Kościoła była to sytuacja o tyle niedobra, że w programie lewicowym znajdowały się również postulaty związane z legalizacją aborcji, badań genetycznych, małżeństw homoseksualnych czy eutanazji9

 

Polityka rządów SLD z lat 1993-1997 r. zwłaszcza opóźnianie ratyfikacji konkordatu - doprowadziła do konsolidacji Episkopatu i zajęcia przez wszystkich biskupów jednolitego stanowiska w sprawie wyborów prezydenckich z 1995 r.oku Widoczna była również obawa przed skupieniem całej władzy w kraju w rękach postkomunistów. Brak prezydenckiego weta umożliwiłby przeforsowanie projektów ustaw szkodzących Kościołowi. Dlatego też zdecydowano się napisać apel, w którym stwierdzano, że: „Episkopat jasno opowiada się za takim kandydatem, który będzie reprezentował i bronił wartości chrześcijański, wartości ewangelicznych, choć równocześnie będzie szanował poglądy inaczej wierzących czy niewierzących”, był jasną przestrogą przed wyborem Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta. Sam prymas Glemp przestrzegał, że Polacy wybierać będą nie między osobami, ale między przeciwstawnymi systemami wartości: chrześcijańskim i neopogańskim10. Działania te nie odniosły jednak skutku, a Kościół i prawica poniosły następną dotkliwą polityczną porażkę.

 

      Zdobycie całości władzy w państwie przez postkomunistów było dla Kościoła punktem wyjścia do głębszej refleksji. Bezpośrednią ingerencję duchownych w sprawy polityczne większość biskupów uznała za niepotrzebną i mogącą zrażać ludzi do Kościoła. Arcybiskup Michalik przestrzegał duchownych i świeckich katolików przed dzieleniem narodu na złych i dobrych, zdrajców i patriotów, gdyż konsekwencją tego byłyby nowe podziały i nienawiść11. Od czasu wyborów prezydenckich z 1995 r., aż do chwili obecnej obowiązuje w Kościele strategia tzw. „trzeciej drogi”. 

J.W.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież