• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Irena Sawicz - Szukam słów …

    Szukam słów i metafor
    – w imbryczku co śpiewa kawę
    – w ogrodzie wśród kwiatów jabłoni
    – w czerwonych tulipanach i białej róży
    – w świergocie ptaków i małej muszelce

    Szukam pod płaczącym deszczem parasolem
    – gdy słońce świeci kulą ognistą
    – gdy chodzę ulicami miasta
    którego bruk jak wersy
    układa się w strofy

    Szukam słów…

    Może kiedyś narodzi się wiersz?

    Z archiwum

    Andrzej Sitek - Córka

    W restauracji "Dworcowa" było tłoczno, gorąco i brudno. Każdy czekał tu na swój pociąg. Przy jednym ze stolików siedziała szesnastoletnia dziewczyna z ojcem po czterdziestce. Miała zgrabną figurę, miłą buzię i niebieskie oczy. Czytała "Magazyn". Jej ojciec rozglądał się za kelnerem. Gdy go tylko zobaczył, zawołał:

        - Panie szefie!

     

        Kelner zbliżył się do stolika.

     

        - Słucham papa - powiedział.

     

        Wyglądał bardzo młodo, miał najwyżej dwadzieścia lat i nigdy nie był szefem.

     

        - Co można dostać na obiad? - zapytał ojciec.

     

        - Pieczarki, proszę pana - odpowiedział kelner.

     

        - I co jeszcze?

     

        - Nic więcej.

     

        - Jak to, macie tylko pieczarki?

     

        - Dziś mamy duży ruch. Wszyscy głodni. Zostały już tylko pieczarki z ziemniakami. Czy mam podać?

     

        - Zjesz pieczarki? - zwrócił się ojciec do swej córki.

     

        - Nie, dziękuję - odpowiedziała dziewczyna nie odrywając wzroku od "Magazynu".

     

        nie miała ochoty na jedzenie. Ten tłok i brudne obrusy. Wszystkie restauracje dworcowe w małych miastach są do siebie podobne.

     

        - A może jednak? - nalegał ojciec.

     

        - Nie. Powiedziałam już ci. Nie mam apetytu.

     

        - Dobrze. W takim razie zamawiam jedną porcję - powiedział do kelnera.

     

        - Proszę bardzo - przyjął zamówienie młody kelner i oddalił się. Spodobała mu się ta pięknooka smarkula obok tego starego i gdyby nadarzyła się okazja, mógłby ją poderwać. Ale przecież nie tutaj.

     

        - Czemu nie chcesz nic jeść? - zapytał ojciec córkę.

     

        - Czy muszę drugi raz powtarzać, że nie mam apetytu?

     

        - Będziemy jechać do Gdyni sześć godzin. Co będzie jak zemdlejesz?

     

        Dziewczyna przestała czytać.

     

        - No to najwyżej zemdleję - powiedziała wzruszając ramionami.

     

        - I tatuś będzie miał z tobą kłopot.

     

        - Dobrze. Postaram się, żebyś nie miał ze mną kłopotu i nie zemdleję.

     

        - Wiesz co, ja tymczasem skoczę po piwo. Napijesz się oranżady?

     

        - Owszem, napiję się.

     

        Ojciec wstał od stolika i poszedł do bufetu.

     

        Dziewczyna udawała, że czyta, a ona po prostu myślała:

     

        - "Myślałam, że mnie kocha. Taki przystojny. Ale ze mnie głupia gęś. Nie kocha. Pożądał tylko. Uwiódł mnie. Mój Boże, będę miała dziecko. W tym wieku. Co powie mama? A koleżanki? Jasne, że mnie wywalą ze szkoły. W szkole trzeba się uczyć, a nie rodzić dzieci. Ojciec poszedł teraz po piwo. Gdyby wiedział, jakiego piwa ja sobie nawarzyłam. Wyklęta - w domu, w rodzinie, w szkole, w mieście. Dlaczego nie urodziłam się w Szwecji? Tam opiekują się młodocianymi matkami i nikt z tego nie robi tragedii. Będę miała dziecko. Albo raczej operację. Muszę się go pozbyć. nie mam innego wyjścia. Tego żąda mama, ojciec, szkoła. Tego żąda głupia moralność. Szesnastolatka z dzieckiem. Skandal. Gdybym była kilka lat starsza i mieszkała sama - to co innego. Albo gdybym żyła w Hiszpanii, bo tam dziewczęta wcześniej dojrzewają. Trzeba to zatuszować. Zrobić po kryjomu. Wyjechać. Potem cicho-sza, jak kamień w wodę, jak gdyby nigdy nic.

     

        Ojciec wrócił z piwem i oranżadą.

     

        - Wreszcie dopchałem się do tego bufetu. Napij się oranżady.

     

        Po chwili kelner przyniósł pieczarki i ojciec zabrał się do jedzenia. Bardzo mu smakowało, bo dawno nie jadł grzybów.

     

        - Pieczareczka jak córeczka - zanucił. - Paluszki lizać. Może chcesz jednego grzybka?

     

        - Nie chcę - odburknęła dziewczyna. Udawała, że czyta.

     

        - Ale zobacz tylko jak apetycznie wygląda. Aż ślinka leci.

     

        Dziewczyna udawała dalej.

     

        - No spójrz tylko. Sam miód.

     

        Dziewczyna oderwała wzrok od "Magazynu", spojrzała na talerz z pieczarkami, potem na ojca i powiedziała:

     

        - Tato, czy ty musisz stale gadać?!

     

        - Nie podoba ci się? Wolisz zabawę w mumię? Jak sobie życzysz.

     

        Przybrał poważną minę i zaczął gestykulować jak niemowa. Pociesznie wykrzywiał twarz na wszystkie strony. Dziewczyna nie mogła tego już dłużej znieść i przerwała tę zabawę.

     

        - Oj, tato, przestań się wygłupiać, ludzie patrzą.

     

        - To niech patrzą. Rozmawiamy na migi.

     

        - To już lepiej mów normalnie, byle nie o pieczarkach.

     

        - Wydaliśmy dziś masę pieniędzy. Najdroższe były te sukienki.

     

        - Mogłeś ich nie kupować.

     

        - Mogłem, ale podobały ci się.

     

        Dziewczyna zajęta była swoimi myślami:

     

        - "Mówi o sukienkach, a nie wie, że gdybym nie zdecydowała się na zabieg, za kilka miesięcy musiałabym iść do krawcowej, bo w sklepach nie ma sukni dla dziewczyn w ciąży. W domu idealna rodzina. Ojciec i matka kochają mnie do szaleństwa. Jedyna córka. Cała nasza nadzieja - tak mówią. Nie powiem im za nic w świecie. Załatwię to z lekarzem. Gdyby się o tym dowiedzieli, miałabym za swoje".

     

        Na samą myśl o tym poczuła mocniejsze bicie serca. Twarz jej oblał rumieniec.

     

        - Dlaczego jesteś taka czerwona? - spytał ojciec. - Może jesteś chora?

     

        - Nie, tylko mi gorąco.

     

        - To zdejmij płaszcz. no pewnie, płaszcz, sweter, sukieneczka, haleczka, a pod haleczką...

     

        - Nie - przerwała mu dziewczyna.

     

        - Co, nie masz haleczki, albo...

     

        - Mam. A jak zajadę poskarżę mamie, że mówisz nieprzyzwoite rzeczy.

     

        - Dobra, dobra. Jak zajedziemy to zmienisz zdanie. Przecież jesteś już prawie dorosłą kobietą.

        - Oj, tato, tato, ty zawsze wszystko wiesz.

    Sławomir Mierzejewski - FRASZKI

    SPOSÓB NA SUSZĘ

    Gdy susza doskwiera
    Pół litra otwiera

    KŁAMCA FILANTROP

    Ponieważ
    Prawda w oczy kole
    Nie chcąc robić krzywdy
    Kłamać wolę


    ŚLUBNE ŻYCZENIE

    Dobrego roku
    Z mężem u boku

    KOBIECE PROBLEMY

    Dwa problemy najczęściej
    Ma każda kobieta
    To etyka i etykieta