• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Ewa Klajman-Gomolińska - Canzoniere Stefana Pastuszewskiego

    „Z podróży w pamięć przywożę te wiersze.
    Petrarce także nie wadził wiek starczy.
    W świecie poezji słowo zawsze ciałem.”
    „II mio spirito mi sollevo laddov’era mia cara…”, s.51

    Stefan Pastuszewski pisał „Ziarna płonące” (zbiór 24 sonetów z tytułami w języku włoskim; tym samym autor połączył język polski z językiem włoskim) 20 lat inspirując się Canzioniere Francesco Petrarki.

    Słowa się materializują a poezja jest życiem zupełnie obojętnym na upływ czasu. Czas jej tylko nie dotyka i nie przenika, na tym bowiem polega jej uniwersalizm przejawiający się także w petrarkizmie – marszem poetów przez dzieje dziejów naśladujących bądź w jakimś stopniu nawiązujących do Mistrza Petrarki. Ważniejsze nazwiska polskie to Jan Kochanowski, Mikołaj Sęp Szarzyński, Jan Andrzej Morsztyn, Adam Asnyk, Adam Mickiewicz, Antoni Słonimski. W Europie sonet pisany był w Hiszpanii, Portugalii, Francji i Anglii, gdzie został utrwalony tzw. sonetem szekspirowskim na zapisie trzech strof czterowersowych i czwartej dwuwersowej.

    Oratio Vincta „Ziaren płonących” oparta jest na klasycznej budowie sonetu – układzie stroficznym (dwie strofy czterowersowe, dwie trzywersowe), liczbie wersów (14) i podporządkowanych im rymów.

    Miłość dla Pastuszewskiego nie jest jedynie emocjonalnym stanem, poczuciem więzi czy tęsknotą. Miłość to życie; jego początek i koniec. To wędrówka po ludzkim padole ze swoją Beatrycze ( „Boska Komedia” Dante) czy Laurą (Petrarka, Patuszewski), która implikuje wszystkie stany i odmiany uczucia mającego fundamentalny wpływ na istnienie człowieka jako jednostki. Jednostki na tyle słabej, by wyglądać swej ukochanej i na tyle silnej, by poczuć swą egzystencjalną samotnię, na którą człowiek jest wbrew swej woli i mimo swych pragnień skazany w chwili przyjścia na świat.

    „A jednak Laura… Pamiętam tę chwilę.
    Drzwi się otwarły. Powiew wiatru: To ja.
    Sznur opowieści… Mego wzroku sztylet
    Topniał niczym lód w krople słów: Jest moja.”
    „Eppure Laura… Ricordo questo momento…”, s.13

    Udało się Pastuszewskiemu stworzyć mikrotekst, jakim jest każdy zawarty sonet w „Ziarnach płonących” i makrotekst, jakim jest zbiór tegoż tomu odwołujący się do długości doby, starcia dnia z nocą jako biologicznego porządku świata i opływającą go poświatą modlitwy. To transcendentna relacja człowieka z Bogiem, podmiotu lirycznego i jedyną, całkowitą, pełną Miłością, która jest Bogiem. I nie musi tu być bezpośredniego zwrotu do Adresata, gdy synonimem Jego życie a imię Jego Miłość.

    Tytuły w języku włoskim podkreślają jak u Petrarki niezbyt poważne traktowanie tomu sonetów (u Petrarki przecież nestorem języka była łacina), ale Pastuszewski podobnie jak Petrarka pracował nad swoim dziełem latami, więc należy tę swoistość uznać za przewrotność pieśniarza znad Brdy.

    „Ciepłe zefiry obmywają skronie,
    W łonie każdego dnia pulsuje życie,
    Za węgłem zmroku nie czatuje koniec”
    “L’amore mi spinge sempre e il bene conduce…”, 27

    Ciepło słońca dotyka bieli naszych kości… To wolne tłumaczenie tytułu poniższego sonetu (jego zacytowanego fragmentu), w którym podmiot liryczny dramatycznym głosem obwieszcza swoje przemijanie, osamotnienie zdominowane biologicznym starzeniem z wciąż młodym duchem – świadomością, która trwa i obserwuje osuwające się ciało.

    “I widzę siebie jako próchno marne.
    Choć z wody, soli i drobiny ducha
    To jednak jestem już zaschniętym ziarnem.
    Nikt mnie nie widzi. Nikt mnie nie słucha.”
    „L’ardore del sole tocca il bianco delle nostre ossa…”, s.31

    Tylko ten, który zaznał ziemskiego żywota nieuchronnie zmierzy się z Majestatem Śmierci. I ten właśnie, który poczuł najpotężniejszą siłę miłości, wypełniającą jego serce, przenikającą duszę i poruszającą każdą komórkę i tkankę, może spróbować wyrazić to uczucie do swojej Laury – kobiety obok lub kobiety marzeń, ale kobiety tak idealnej, że spełnienie tejże miłości jest niespełnione jak życie wieczne na tej planecie.

    „Bo kiedy dobro chce być dobrem lepszym,
    To droga wiedzie wprost ku rzeczy małej;
    Z życia do śmierci, z dotyku do wierszy…”
    „Tu sei… Io non ci sono gia da un mese…”, s.43

    Połączenie ducha z materią, by zdołać tę, nie tylko renesansową, urodę ducha opisać. To czas jedyny i niepowtarzalny, gdy człowiek jest zdolny oderwać się od swej skostniałości stanowiącej jego własną anatomię. Towarzyszy temu odwieczna niepewność i niestałość; marzenie urzeczywistnia się, by przejść w fazę niemożliwości możliwego zaistnienia. Egzystencjalne i zarówno metafizyczne prawo do osobistych doświadczeń człowieka stawiają ostatecznie symbolikę tej książki ponad etiologią i etymologią słowa „erotyki”.

    “Nie masz jej tutaj. Jest gdzieś, zawsze, obok…
    Lecz, by nie była to tylko mistyka,
    Los nam pozwala wzrokiem się spotykać.”
    XC. Erano dei capelli scuri, sciolti…”, s. 15

    A przecież idąc tropem werbalnym za Pastuszewskim – to było coś więcej niż zdziwienie, zachwycenie… Ta miłość jedyna, prawdziwa. Ta, która uskrzydla i unosi. Tak irracjonalna, że nie sposób jej uchwycić, obłaskawić i ściągnąć na płaską rzeczywistość dnia. Dumna jak paw; panuje nad człowiekiem, a nie człowiek nad nią. Jedyna, której nie można podporządkować rozumu, bo Królowa jest tylko jedna.

    “To było więcej niźli zachwycenie
    I pełniej było niźli wybuch słońca:
    Myśli płynęły jasności strumieniem,
    Wciąż na początku, bez ciemności końca.”
    „Fu qualcosa di piu che stupore…” s.17

    Całość dopełniają ilustracje Marka Chaczyka ze śmiałą współczesną kreską i mocno odległą w czasie wrażliwością doskonale komponującą się z wyrazem podmiotu lirycznego „Ziaren płonących”.

     

    Stefan Pastuszewski: „Ziarna płonące”, Instytut Wydawniczy „Świadectwo”, Bydgoszcz 2015, ss. 64

    Również tego autora