Andrzej Zaniewski - Pochwała grzechu…

Praca pisarza wymaga cierpliwości i zaufania, nie tylko wobec siebie i oczywiście czasu – czasu na doświadczanie, przemyślanie, zapisanie …

Dla mnie literatura jest sztuką pytań i odpowiedzi, chociaż często nie wiemy, co bardziej jest pytaniem, a co odpowiedzią … Osaczeni przez przemijanie – wydarzenia na zewnątrz, a wewnątrz świadomość nieuchronnej starości – staramy się dostrzegać „niezwyciężone światło” (spójrz na motto), lub rezygnujemy. Przykład Jean Arthur Rimbaud’a: młodzieńcze, buntownicze wiersze i reszta życia spędzona już poza poezją, to dowód najgłębiej drastyczny i gorzki. Poeta ucieka przed sobą, odcina się nawet od swej wielkości.

A jednak pytania i odpowiedzi wciąż pozostają te same, niezmienne i aktualna wydaje się błyskotliwa refleksja Lwa Szestowa przytoczona przez Juratę Bognę Serafińską, w świetnie skomponowanej książce „Grzech pierworodny pisma”…. „są pytania, których całe znaczenie polega na tym, że nie dopuszczają odpowiedzi, bo każda odpowiedz je zabija”. Aforyzm piękny, ale moim zdaniem, nie do końca słuszny. Pytania bowiem, te najważniejsze pytania są nieśmiertelne, a więc nie można ich zabić, co najwyżej zniszczyć na moment, a wtedy zmartwychwstają, odradzają się w kolejnych wcieleniach. I ta reinkarnacja naszych pytań świadczy nie tylko o ich ważności, lecz także o wielkości człowieka, który pytając staje się nadczłowiekiem.

Juratę Bognę Serafińską podziwiam za wszechstronność zainteresowań, wykraczających daleko poza literaturę, a także za wewnętrzną potrzebę poznawania swych możliwości twórczych, a więc za talent, energię i niewyczerpaną młodość, bo wciąż dostrzegam w niej młodą poetkę, autorkę zapomnianych już przez nią samą i odrzuconych „wierszy miłosnych w wielu księgach”. Debiutujący poezją przeważnie zaczynają przygodę z literaturą od analiz swych uczuć, lub refleksji i opisów pierwszych zderzeń z losem, odmiennym niż przewidywali.

Już pierwsze pisarskie dokonania Juraty Bogny Serafińskiej zwracają uwagę niezwykłą łatwością rymowania i rytmizowania fraz wiersza. Zauważyli to muzycy z nowojorskiego Zespołu „Vertex”, którzy nagrali kilka pastorałek do tekstów Serafińskiej oraz Piotr Golla, który napisał muzykę do wierszy „Miłość we mgle (z tomu „Pełnia lata”) i „Tajne marzenia Behemota /Szatanica)/ z tomu „Behemoty”).

To wyczucie rymu i rytmu, najpierw zapewne intuicyjne, a owocujące przyciągającą słuchaczy wersyfikacją, dziś wynika już z bogatej, profesjonalnej wiedzy, lecz nadal jest cechą wyróżniającą wiele jej dzieł. Te pierwsze wiersze – chociażby z tomu „Krzyk u progu lata” świadczą o głębokim wewnętrznym niepokoju, o rozterkach, o bolesnych zdarzeniach i dramatycznych przeżyciach, o potrzebie czułości, dotyku i zrozumienia. Ekspresyjne, autentyczne, szczere w swej prawdomówności strofy opowiadają o tęsknocie, pragnieniach, poszukiwaniach, niecierpliwości. Są sygnałami, listami bez adresata, zwierzeniami kobiety, chcącej być sobą, pozostać sobą, pomimo bolesnych przeżyć. Tworzone szybko, z manifestacyjnej potrzeby zwierzeń (czy spowiedzi?) wiersze-eksplozje weny i wrażliwości, nadal głęboko wzruszają swym realizmem, prawdą o kobiecości w licznych odsłonach. Zdolny reżyser ułożyłby z tych obszernych utworów fascynujący spektakl teatralny o potędze miłości, szaleństwie z tęsknoty i magii erotyzmu. I byłby to niewątpliwie dokument-obraz marzeń jawnych i skrytych kobiety XXI wieku.

Od tamtych książek – z początków nowego stulecia i tysiąclecia – poświęconym poskromionym i nieposkromionym odruchom serca, rozpaczy po stracie najukochańszego mężczyzny i rozważaniom o niepewnej i pustej przyszłości, poezja Juraty Bogny Serafińskiej przeszła wyraźną, gruntowną i w pełni świadomie zaplanowana ewolucję… Chociaż klimat młodopolskiej, czy postromantycznej poetyki, a także znamienne pytania przewijają się i w następnych tomach…

„Wiatr za oknem płacze

I szarpie marzeniami.

Tak jest, a nie inaczej,

Powiedz co będzie z nami”

Czytamy w poemacie „Bursztynowe morze” w którym królowa głębin Jurata walczy o swoje szczęście, zmagając się z twardą wolą Perkuna. Po zbiorze „Era Skorpiona” ukazują się: „Królowa Nocy”, „Poemat o don Dogu i pięknej Kotce”, przeznaczony nie tylko dla dzieci, „Uczony kot i psia parada” o charakterze zbliżonym do poprzedniego utworu oraz słynne już „Behemoty” z wizerunkiem demonicznego kota poetki – Borysa na okładce… Tu dygresja, którą powinienem uczynić już wcześniej. Kot – konkretny, przeobrażający się często w kota symbolicznego, towarzyszył mi od początku lektury kolejnych książek Juraty Bogny Serafińskiej, powoli stając się Behemotem zbliżonym do swego sobowtóra z „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa... Opisywany tom jest też w pewnym sensie znaczącym zbiorem uwag, przypisów i komentarzy do rosyjskiego arcydzieła – rozległe skojarzenia i pomysły własne autorki wzbogacają go i pogłębiają, dodając, uzupełniając, sięgając w przeszłość i w przyszłość.

„Behemot – demon, paź młodzieńczy

Poetą jest, co słowem dźwięczy…

Laptopa wcześniej przykulbaczył –

Słowo pisane wiele znaczy…

Wiec zaraz będzie słać emaile

Na wszystkie swe adresy diable…

Kot Borys jeden z nich otrzymał

Wraz z ostrzeżeniem od kuzyna”

Obok licznej rzeszy demonów z księciem piekieł Lucyferem na czele pojawiają się liczne wątki z historii literatury i mitologii. Spotykamy wiec Cypriana Kamila Norwida i markiza de Sade, Ariadnę i Minerwę. Uzupełnieniem znanych nam z wcześniejszych form stroficznych- czterowersowych, stają się dystychy, tercyny, a także wiersze białe i wolne, nowatorskie w przekazywaniu uczuć:

„Szukałam mojego sensu

I mojego Boga,

Szukałam mojego miejsca.

Był już taki moment –

Przez jedno mgnienie chwili

Wydawało mi się,

Byłam nawet pewna…”

Wczytuję się uważnie w poszczególne wiersze. Niewątpliwie Michaił Bułhakow zafascynował polską poetkę swą para-filozoficzną głębią i cudowną, groteskowo-ironiczną symboliką, a przede wszystkim odkrył przed nią możliwości czerpania z tej ogromnej wiedzy, która zaistniała przed naszym przybyciem na świat. Sądzę też, że Jurata Bogna Serafińska postanowiła zapanować nad żywiołem niepokornych uczuć, a inaczej: kontrolować swe emocje przynajmniej w tworzonych przez siebie utworach. W „Behemotach” myślenie autorki przyjmuje różne wektory, n.p. w sześciowersowym wierszu „Rzecz o wolności’. Czy jest to skarga-przesłanie – czy też żądanie zmian?

„W dwóch wierszach kreśli epokę ogromną,

Kto – czy poeta, co go nie zapomną?

Nie, być nie może, to przecież niewiasta!”

Autoświadomość uwiera. Być kobietą nie jest łatwo, a być kobietą nowocześnie myślącą i spełniać swe ambicje w poezji, powieści, eseju, filozofii – jeszcze trudniej. A jednak wówczas, jak sądzę, autorka „Behemotów” odkryła swój własny krąg rzeczywistości i konsekwentnie zmierzała, w kierunku odwrotnym niż wielu jej literackich rówieśników, ukrywających się w hermetycznych niszach lub budujących gdzieś na uboczu sielankowy domek, o firankach w ciepłym kolorze, albo też zamykających się w wieży z tombaku, lub styropianu, bo nie stać ich na zakazaną kość słoniową. Prawdopodobnie już wtedy nieufna poetka odkryła wspaniały, rozświetlony gmach współczesnych myśli filozoficznych.

Sądzę, że jeszcze wcześniej, przed powstaniem „Behemotów” dostrzegła konieczność przemiany, przeobrażenia, przewartościowania… Czy dlatego zajęła się prozą? Już wcześniej, równolegle z poezją, pisała artykuły, felietony, reportaże, impresje prozą.. Właśnie! Prawdopodobnie równolegle z komponowaniem tomu wierszy, powstawały też dwie znamienne dla twórczości Juraty Bogny Serafińskiej ksiązki. Pierwsza – to „Głód” złożona z opowiadań, kocich opowieści i felietonów.

Druga – powieść „Orbita światła” – opublikowana najpierw w wydawnictwie amerykańskim, a dopiero nieco później w krajowym, ukazująca – jak i poprzednia – rzeczywistość złożoną, zdezintegrowaną, rozbitą, a jednocześnie logiczną, pragmatyczną i konsekwentną. Świat przedstawiony – posłużę się terminologią literaturoznawców – zróżnicowany i wielobarwny, przypomina panoramiczne lustro-pryzmat, łączący fakty realne i wirtualne, groteskowe osobowości kobiet i mężczyzn, powiązanych interesami, uczuciami, miłością, nienawiścią i pożądaniem i sylwetki kotów, koto-ludzi, Behemotów, znacznie bardziej życzliwe, przyjacielskie i bliższe nam – w miarę inteligentnym odbiorcom-czytelnikom. Oblega nas ściana dziesięciopiętrowych, szarych bloków, skąd wyrywamy się na przykład do lasu, co nie oznacza uwolnienia od setek dręczących dolegliwości, biedy, zawiści, lenistwa, pustki intelektualnej, chamstwa, intryg i spisków, biurokracji, cynizmu, rodzinnych i poza-rodzinnych kłótni, głupoty i złośliwości… Zwięzłe, celne zdania, znakomite dialogi, uderzające riposty… przypominam sobie Witkacego, Zegadłowicza, Mrożka i Gogola…

W tym dziwnym tyglu realności, wirtualności i szyderstwa losu, nawet śmierć Kota (przezwisko męża głównej bohaterki) przynosi lawinę spadkowych roszczeń, wzajemnych podejrzeń, insynuacji i sarkastycznych aluzji. I tylko poetka-bohaterka Wiktoria i jej cudowny kot- myśliciel- internauta Borys czy Borysek, są w tym dziwnym i obcym świecie poszukiwaczami przyszłości, zastanawiającymi się nad sobą już z jutra… Odchodzący, starzejący się chory kot, autor fantastycznego pliku, troszczący się o przyszłość swej pani, de facto jest jej jedynym przyjacielem… Spotykają się dylematy wolności, samotności, wyobcowania, autoświadomości – w zderzeniu psychiki dojrzałej inteligentnej kobiety i uczuć – wyższych uczuć zakochanego w niej kota.

Nie mieliśmy dotychczas w literaturze polskiej książki, tak realistycznej i metafizycznej równocześnie, głęboko wzruszającej, wartościowej i w każdym szczególe przemyślanej, a także, co u nas normalne, niemal zupełnie przemilczanej przez oficjalną krytykę.

Śmierć kota Borysa – w odróżnieniu od śmierci Kota-męża – wywołuje autentyczny smutek, a jednak pozostawiony przez niego plik – znany nam ze szczegółowej, precyzyjnej narracji – wywołuje przebudzenie bohaterki przy komputerze.

„Wiktoria umalowała się mocno, aby nie było widać jej zapuchniętych oczu, ubrała się, uczesała i wyszła z domu aby udowodnić sobie i światu, iż nie ma zamiaru się poddać, że nie podda się nigdy. Będzie wałczyć o swoje prawo do kaprysów, marzeń i fantazji, o własną koncepcęe porządku świata, a przede wszystkim o należne jej miejsce na jego scenie …” Patronuje jej z wysoka szaro-biała chmura … „wygina się w łuk, zwija w kłębek, przeciąga, stroszy cos na kształt wąsów i przybiera postać dumnie wyprężonego kota […] to obraz boga Re w postaci kota tryumfującego”.

Symbol kota przemawia do mnie, jak niegdyś symbol szczura, wnioski nasuwają się same… Świat kotów, szczurów i ludzi jest ten sam, chociaż tu, akurat w tej powieści, zostało to powiedziane nie-wprost, a konwencja języka ezopowego została nowocześnie podtrzymana.

Tworząc równocześnie kilka ambicjonalnie ważnych zamierzeń, autorka narzuciła sobie ostrą dyscyplinę pracy pisarskiej, a pochylenie się nad prozą zaowocowało wyraźnym udoskonaleniem warsztatu poetyckiego i nie tylko. Nastąpiło bowiem przewartościowanie dotychczasowego spojrzenia na literaturę, sztukę, kulturę, filozofię, cywilizację… istotne znaczenie miały tu również studia filozoficzne, podjęte przez autorkę na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, uczestnictwo w seminariach i wykładach wybitnych współczesnych myślicieli, poznanie przeszłości polskiej myśli filozoficznej oraz ważnych idei kształtujących oblicze naszej cywilizacji.

     W dotychczasowym życiu twórczym Juraty Bogny Serafińskiej rozpoczyna się etap kluczowy, systematyczne zajęcia na uczelni trudno niekiedy połączyć z pisaniem, a jednak próby takie warto podjąć. A może istnieje złoty środek? Kolejne dojrzałe dzieła dowodzą, że dylemat chociaż z trudem został rozwiązany... Ukazują się dwa tomy wierszy: „Furie” i „Po drugiej stronie sieci”. Oraz dwa tomy opowiadań „Gorzki smak czekolady” – wydany w Belgradzie w językach polskim i serbskim i „Żegnaj Myszo”, zawierający dwadzieścia cztery zwięzłe utwory o wyrazistych pointach.

Bardzo osobiste wyznania, zwierzenia, pytania wypełniają oba zbiory poezji. Bezsilność, rozpacz, poczucie klęski, wielka przegrana … „jesteś w zawieszeniu, poza wszechświatem, w próżni” – narrator w drugiej osobie, wydaje się jednak postacią konkretną, a czytelnik identyfikuje go z autorką, z losem kobiety dojrzałej, a samotnej. Samotność, urażone ambicje wykluczające dialog, odległość od ukochanego, który nawet nie domyśla się, że jest kochany, tęsknota i obawa, niemal kompleks niepewności… i nagłe zderzenie z siecią, z przestrzenią internetową… „gra słów, które kryją przytłumioną namiętność”. Raptem wszystkie pragnienia, marzenia, nadzieje, oczekiwania okazują się snem, złudzeniem, atrapa uczuć, pozorna szansa. „w wirtualnym świata obłędzie”. Odwieczne prawo człowieka do szczęścia, do spełnionych marzeń, do rozkoszy i radości tu spotyka się z upokorzeniem, z odepchnięciem, z niezrozumieniem. Żal, długa bolesna cisza, pustka w sercu – pustka ekranu. Dlaczego? – pytanie w wymiarze egzystencjalnym pojawia się wielokrotnie i jak w życiu pozostaje tylko zestawem pojęć, bez odpowiedzi.

 Uwagę zwraca różnorodność form-gatunków literackich: wiersze białe, wolne, rymowane, a wszystkie zwięzłe, o zamkniętych kompozycjach, ukierunkowanych wektorach uczuciowych. Te szczególnie ważne, jakby programowe o ponadczasowym, uniwersalnym przesłaniu – „Po drugiej stronie sieci” i „Modlitwa agnostyka” powtarzają się w obu zbiorach.

Sugestywna, subtelna inwokacja, zderzona z niepokojem i niepewnością wzrusza…

„Boże, jeżeli istniejesz

To podziękować Ci pragnę

Za jedynego człowieka,

Pokochanego tak nagle. […]

Chcę, abyś ty istniał Panie,

Bo kto mnie inny wysłucha?

Odpowiedz – niech tak się stanie …

Dlaczego trwa cisza głucha?”

Świat przedstawiony w obu zbiorkach poezji, uznać możemy za syntetyczny wstęp do rzeczywistości rozszerzonej, a konkretnie naszej, polskiej i europejskiej rzeczywistości kobiet i mężczyzn, zakochanych w sobie i skłóconych, szlachetnych i podłych, buntujących się i uległych, dominujących i poniżonych i niemal zawsze skazanych na samotność, gorzkie wspomnienia, niespełnione tęsknoty i sny powracające, smutne, niechciane. Taka właśnie realistycznie ukazaną rzeczywistość odkrywamy w tomach opowiadań: „Gorzki smak czekolady” i „Żegnaj Myszo”., przy czym ten drugi tytuł symbolicznie zwiastuje kolejne przeobrażenia stosunku autorki do własnej twórczości i zmian priorytetów w tematyce.

Oba zbiory opowiadań uważam za osiągnięcia wybitne, wnikliwe i przenikliwe w psychologicznej analizie zachowań bohaterów, aktualnie bowiem opisywane sytuacje wydaja się prawdziwe i realne. Zmagania charakterów, ostra konkurencja, miłość żarliwa i zdolna do poświęceń, a także walka płci, wzajemne oskarżanie i potrzeba wybaczania - wszystko tu odnajdziemy i o ile stać nas na introspekcję czy autopsję skonfrontujemy z wydarzeniami ze swego życia. Zawsze przecież odnajdujemy w sobie odruchy żalu i goryczy, bo wydarzenia potoczyły się innym torem, w poprzek przewidywaniom, a miało być inaczej.

Kilkakrotnie pisałem już o twórczości Juraty Bogny Serafińskiej, zarówno o poezji jak o prozie, w tym o opowiadaniach i powieściach omawianych w niniejszym szkicu. Zainteresowanych czytelników odsyłam do tych właśnie publikacji. A niezależnie od moich poprzednich refleksji – podziwiam autorkę, nie tylko za wyjątkowo sprawne, ba – mistrzowskie rzemiosło pisarskie, ale również za tropienie podłości, zła, cwaniactwa, sprzedajności, karierowiczostwa, zadufania, egoizmu, agresji, fałszu, zdrady, dwulicowości, okrucieństwa… Jest niezłomna, nieustępliwa, bezbłędnie określająca cele i bezkompromisowa, i w tym sensie, może nawet nie uświadamiając sobie własnego pisarskiego statusu, staje się moralnym autorytetem, a więc osobistością – zjawiskiem o którym wciąż marzą niektóre kolorowe i mniej kolorowe pisma i piśmidełka. A przy tym towarzyszy jej poczucie humoru, umiejętność ironii i groteskowego opisu, a także delikatnego szyderstwa. Bo przecież opisywani bohaterowie czytali „Księcia” Machiavellego.

Napisane ostatnio i już opublikowane cztery ksiązki zwiastują nowe oblicze Juraty Bogny Serafińskiej, absolwentki Wydziału Filozofii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego… tomy poezji: „Barwy Apeironu” i „Kryształy czasu” oraz zbiór esejów „Grzech pierworodny pisma’ i praca magisterska „Filozofia kultury Feliksa Konecznego” napisana pod kierunkiem profesora Jana Sochonia, świadczą o fascynacji nauką, wiedzą, a głównie historią filozofii i jej trwaniem w naszym pogmatwanym świecie. Stwierdzenie: filozofia wkroczyła do poezji, to już nie hasło, lecz po prostu opisanie tego co już nastąpiło. A nastąpiło wyciszenie, wygaszenie tęsknoty, niepokoju, rozczarowania, poczucia próżni, pustki i klęski. Język uczuć został zastąpiony przez język pojęć z różnych dziedzin filozofii – od metafizyki do geometrii.

„Prawda to prosta nieskończona…

Boki trójkąta jak ramiona,

A trójkąt kąty ma jednakie.

Trójkąt jest linią nieskończona,

Ta prawda nie jest za zasłona,

I nie jest szyfrem to ni znakiem…

[…] Suma trzech katów jest nam znana,

Zwiększamy jeden, cóż za zmiana…

Prostą się linie boków stały.

Trójkąt ma jeden kąt w trzech katach.

Tu już nie można nic poplątać…

W nieskończoności problem cały”.

Wiersz kończy wspomnienie Mikołaja z Kuzy, filozofa i matematyka, twórcy tych właśnie rozważań łączących geometrię z metafizyką. Bohaterem „Barw Apeironu” jest purpurowy kwiat Szkarłatiusza – Cereus Allisoni, kruchy aporocactus, istniejący w zaklętym kole czasu, gdzie „czas teraźniejszy jest tylko punktem”. Jego los, krótka purpurowa egzystencje, kończą niespodziewane „upalne dni majowe”, kwiat umiera, a poetka stara się wyjaśnić nam tajemnice jego piękna, sensu jakże krótkiego bytu, „cykliczny powrót życia / czy linearna nicość?”.

Problem czasu odzywa w każdym niemal wierszu, a poezja jest też poezją liczb. „Byty, struktury / sądy i kategorie / […] jutro egzamin” – kończy autorka utwór zatytułowany „Podręcznik”, a ja chyba rozumiem nowe źródło jej natchnień.

     Na szczególną uwagę zasługuje tom „Kryształy czasu”, poświecony pamięci ojca, a złożony z trzech wyraźnych części… Pierwsza dotyczy właśnie ojca, któremu poetka zawdzięcza swe oryginalne imiona… Druga to opublikowany po raz pierwszy w Polsce cykl wierszy „Między jawą, a snem”, wcześniej wydany w Belgradzie w tłumaczeniu Olgi Lalić-Krowickiej… Część trzecia to utwory inspirowane lekturami i zajęciami na studiach… Całość związana z pojęciami czasu i przestrzeni, wielowątkowa, uzupełniana wspomnieniami i przeżyciami, mitologią słowiańską i paradoksami współczesności, i oczywiście spotkaniami z wielkimi filozofami: Henry Bergsonem, Boecjuszem, Platonem, Arystotelesem, Jackiem Derridą… A przy tych wszystkich związkach i zależnościach, przypisach i zapożyczeniach, ksiązka bardzo osobista, własna, o subiektywnych przesłaniach…

„Gdy kłamca mówi

Że kłamie,

To mamy problem –

Wyzwanie,

Czy właśnie prawdy

Nie wyznał?

Kłamstwo promuje

Się samo

I wciska się

Prawdy bramą

Jak nazbyt pewny

Mężczyzna”.

     Tok studiów, seminaria, sesje, egzaminy, zaliczenia, zarwane noce, manuskrypty i tysiące przeczytanych stron… Poetka-studentka traktuje swą naukę z jak największą odpowiedzialnością, dodając do mądrości przyjętych – własne … „Lubimy swoje ego, nawet gdy jest mizerne” – podsumowuje wiersz „Dusza świata”, nie myśląc chyba o własnym, bogatym w talenty wnętrzu. W znakomicie opracowanym, nowoczesnym w treściach i formach tomie nie może oczywiście zabraknąć inteligentnego puszystego zwierzaka …

„Potencjał możliwości,

Tysiące scenariuszy,

Skok na głęboka wodę…

[…]Szansa zmiany odeszła

Na miękkich poduszeczkach

Kryjących namiętne pazury”.

Szansa zmiany, szansa przeobrażenia siebie i swych dokonań jednak trwa. Dotychczasowa twórczość Juraty Bogny Serafińskiej zamykają nowe, wspomniane już wyżej tytuły prozy eseistycznej, trudnej, a przecież ekspresyjnej i fascynującej, tworzonej z wewnętrzną pasją i chyba z potrzeby serca.

     „Grzech pierworodny pisma” czytałem jak poemat objawiony, obnażający prawdy oczywiste, a dotąd przede mną zakryte. Warto odnotować, że książka ta została nagrodzona w 2014 roku przez Kapitułę Gustawów statuetką Świętokrzyskiego Gustawa za prace krytyczne o literaturze i filozofii.

Łączą się tu teorie i przemyślenia wielkich myślicieli od starożytności po czasy najnowsze, godzą się sprzeczności i zderzają komentarze rozdzielone stuleciami… Autorka tworzy cudowny, przyciągający pejzaż filozofii naszych czasów, zdominowanych przez pismo, przez znaki, przez symbole, których pierwotnym źródłem były zawsze dźwięki, pojęcia zrodzone w umyśle, a dopiero później zapisane… „A więc pismo nie jest niewinne”.

Jurata Bogna Serafińska po mistrzowsku stopniuje napięcie, steruje naszą ciekawością w tekście przecież wyjątkowym, niepospolitym, bo naukowym. Już same początki akapitów – skontrastowane, przeciwstawne budzą więcej niż tylko zainteresowanie czytelników…

„Dla Platona ważniejsza była mowa niż pismo, czemu dał wyraz w Fajdrosie” […] Dla Derridy najważniejsze jest pismo […] nie zostaje nic poza pismem” […] dla gramatyków umiejętność mówienia jest niemal wyłącznie umiejętnością pisania”.

Krąg, a raczej kręgi problemów wiążących się ze słowem mówionym i zapisywanym, zakreślone przez autorkę, dziś – dzięki nowoczesnym środkom technicznym, Internetowi, światłowodom, holografii zmieniają swą strukturę… Dziś dźwięk może być tak samo utrwalony i zatrzymany w czasie i staje się zapisem sam w sobie… A pismo to tradycyjne i wciąż aktualne może służyć zarówno iluminacji jak i herezji, prawdzie lub kłamstwu, wielkiej cywilizacji chrześcijańskiego Zachodu lub antycywilizacji Państwa Islamskiego… Najważniejsze więc wydaje się kto mówi i w czyim imieniu zapisuje. Dla poety pismo jest najpiękniejszym grzechem cywilizacji. O tej naprawdę wspaniałej książce można pisać i mówić w nieskończoność, dlatego też zachęcam wrażliwych i nie ulegającym chwilowym modom czytelników do jej lektury.

„Filozofia Kultury Feliksa Konecznego”, czyli praca magisterska pisana pod kierunkiem znanego profesora filozofii, opublikowana została niedawno… Sylwetka Feliksa Konecznego – zapomnianego wielkiego polskiego naukowca słusznie zostaje przywołana dziś, w momencie kiedy tak wielkie zagrożenie rysuje się na niespokojnym horyzoncie. Docenianie znaczenia wiary, religii, kościoła w dziejach Europy i Polski poddawane jest obecnie różnego rodzaju rewizjom, a obrona przodującej – zdaniem filozofa – cywilizacji chrześcijańskiego Zachodu do której i my należymy, staje się koniecznością, priorytetem nie do końca jeszcze uświadomionym… W książce ważne są nie tylko poglądy Feliksa Konecznego i jego apologety Mieczysława Krąpca, ale również własne komentarze, refleksje i interpretacje autorki, dotykające odwiecznych spraw związanych z dekalogiem, postępem, stosunkiem do nauki i pracy, z przeobrażeniami języka, z polityką i ekonomią… „a więc również pojecie narodu, a zatem i polskości może przetrwać tylko w cywilizacji łacińskiej” – notuje autorka, a ja przyklaskuję wielu jej wnioskom…

Od debiutu, pierwszego druku minęło lat kilkanaście… Skromna warszawska poetka opublikowała w tym czasie ponad 25 książek – zbiorów wierszy, powieści, opowiadań, esejów, prac naukowych i sama, może nawet nie orientując się w tej skomplikowanej sytuacji, stała się dojrzałym, wyprzedzającym swój czas człowiekiem, kobietą z XXI wieku. Samotną? I przez samotność silną. Pozornie, bo przecież my wszyscy wsłuchani – wczytani w jej mądre, piękne i szlachetne słowa staliśmy się jej przyjaciółmi.

/ - / Andrzej Zaniewski

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież