• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Ewa Klajman-Gomolińska - Każda utopia ma swoje dno

    Każda utopia ma swoje dno. O poezji Dariusza Dorna

    Nasze poszarpanie i pogmatwanie w życiu daje szansę na poszarpaną i pogmatwaną utopię. Coś, w co chcemy wierzyć i jeśli wierzymy nasza fragmentaryczność staje się bardziej całkowitą całością a nasze bóle bardziej znośnymi. Istotna jest wiara w nas samych, a więc też w bliźniego, w ramię, które przy nas jest i pomaga (przynajmniej czasami) nieść nasz krzyż.

    „szanować kobiety które nas wybrały

    na ojców swoich dzieci kochanków tyranów

    rozmawiać z nimi kochać i wybaczać

    bo właśnie one zamkną nam powieki" („W pięciu punktach", str.33)

    Książka DARIUSZA DORNA „Z dna utopii" nie jest, jak wydawać by się mogło po cytacie powyżej, dydaktyczną, wręcz przeciwnie, podmiot liryczny w niej rozlicza się sam ze sobą, sam sobie odpowiada na bliżej nie postawione pytania. Utopią może być tylko chwila, mała porcja życia, jeśli będziemy się nią odpowiednio delektować. Przemija szybko i można nie zdążyć zasiąść do stołu.

    „kiedy robiłem ostatnie zdjęcia

    mojej umierającej na raka matce

    wiedziałem że pozostaną już na zawsze

    zamknięte w blaszanym pudełku" (Gdzieś indziej", str.42)

    Klimat utworu bliski „Pełnego morza" Wojciecha Bonowicza.

    Tytuł tomu pochodzi od inicjującego go wiersza i stanowi wykład egzystencjalny o ludzkiej predestynacji z racji bycia człowiekiem. Jest w zasadzie bardziej polemiką z utopią jak u Tadeusza Konwickiego w „Małej Apokalipsie" czy u Stanisława Ignacego Witkiewicza w „ Pożegnaniu jesieni" i w „Nienasyceniu" (problematyka atrofii metafizyki). Być człowiekiem znaczy u Dorna wypływać na powierzchnię wbrew wszelkim prawom fizyki, podtapiać się oraz tkwić na dnie. I choć jesteśmy w swoim życiu „poszukiwaczami czarnej perły na dnie z którego i tak / nie wyłowimy nigdy jednorodnego absolutu może jedynie / niepotwierdzoną nadzieję spłaszczoną do informacji / w komercyjnych rozgłośniach inferna" to „zabieramy z sobą oprócz pytań łyk tlenu i nieskończony / balast asocjacji(...)", „czy prawa fizyki które zabiły syna dedala / odnoszą się również do nas poszukiwaczy graala / na dnie". Cóż, „wieczni poszukiwacze bursztynów" póki są poszukiwaczami wierzą w odmienność swego losu od tych, którzy nie są „nieustannie wzruszeni / miodem (...) metafory".

    Każdy z nas szuka swego graala i ku własnemu zdziwieniu odnajduje go w drugim człowieku. Jest to na tyle proste co i trudne, więc dochodzi się do tego drogą krętą, porośniętą gąszczami.

    „lepiej lokować się w miejscach z widokiem

    na półki wypełnione lekturą ludzi

    których odwiedzamy

    przebyte odległości

    rachunki za benzynę i prowiant

    zamieniają się wtedy w czysty zysk" ( „Biblioteki", str.7)

    Interesującym bardzo utworem z tejże książki, ze względu na ujęcie tematu jak i sam zapis tekstu, jest „Odeon z demonami". Traktuje on o egzystencjalnym lęku, pierwotnym lęku, w który jesteśmy wpisani i który wpisany jest w nas od momentu naszego zaiskrzenia w świecie. Lęk, który poprzez swoją całkowitą „ludzkość" (bo należy do człowieka, należy się człowiekowi) ma zakres prawa, ale i również obligatoryjności. Różnica swą subtelność kładzie w świadomości, która ten obowiązek formułuje, zaś w podświadomości implikuje się prawo człowieka do lęku wobec którego „...archaiczni egzorcyści rozpadają się bezradnie / na cząstki elementarne / pamiętające jeszcze bunt strąconych z nieba aniołów". Dyskusyjne więc pozostaje samo wskazanie naszego własnego demona czy nomenklatura lęku pierwotnego ego; u Dorna współczesne bestie

    „czytają nihilistów

    teorię fizyki kwantowej i ewangelię judasza

    noszą przy sobie

    mobilne telefony przez które łączą się

    z własną podświadomością".

    Dyskusyjne jest w zasadzie wszystko, bo „zachowujemy chwiejną równowagę / trzymając w jednym zdaniu / nasze porywy i wątpliwości / kiedy spacerujemy na krawędzi ust licząc słowa / które się wznoszą / albo potykamy się o te zaledwie pomyślane" ( „Hierarchia słów", str. 68 ). Na ile jesteśmy wypowiadani albo na ile zdołamy się wytracić w słowach? Pytanie zahacza o kwestię otwartości człowieka, do której zgodnie z trendami współczesnej psychologii istota ludzka winna dążyć, gdyż chcąc żyć, pracować czy grać zespołowo, musimy zachować otwartość naszego wnętrza i otwartość na innych. Ale jak ma to się do ograniczeń, bez których nie jesteśmy wolni, ba, są one nawet częścią naszej natury, drugą twarzą. Być może, tylko, że przekładają się na nasz określonej pojemności słownik bądź lęk przed odpowiedzialnością za słowo. Może, zaś, sama wiara w otwartość człowieka jest samą tylko utopią lub jedynie jej dnem?

    Pytaniem otwartym pozostaje także wpływ nas samych na nas samych a wpływ historii na nas, czyli „punkt widzenia a punkt siedzenia", mówiąc za Dariuszem Dornem – kontekst, a dokładnie jak tytuł jednego z wierszy „Inny kontekst".

    „...kim byłby henryk

    gdyby tudorzy byli dynastią angielskich biedaków

    żebrakiem złodziejem żołdakiem czy sutenerem

    jedno wydaje się pewne

    holbein nie poświęciłby czasu na studiowanie tej

    pospolitej fizjonomii (...)

    a deska z takim konterfektem byłaby jedną z wielu jarmarcznych atrakcji

    głową w zupełnie innym kontekście"

    Takie wrzucenie w egzystencję, narzucony sposób życia to nic innego jak poglądy filozoficzne Martina Heideggera; byt, bycie, możliwość i faktyczność egzystencji.

    Może to nie kalwińska predestynacja jeszcze, ale z pewnością zbliżenie do słowa „kismet", tureckiego określenia nieuchronności naszego losu. Nawet jeśli nasz wpływ, wydolność naszych możliwości jest mgnieniem to dla tej chwili warto, warto przeżyć coś naszego, coś bardzo odrębnego.

    „jest taki odcień nocy kiedy w siebie wpływamy

    (...)

    wypłyniemy w ten bezmiar we dwoje

    pozostawiając plażę z jej pustymi muszlami

    na brzegu

    i właśnie w tych

    kiedy się inni w nie wsłuchają

    usłyszą naszą krew która spotkała się

    kiedyś pośrodku" ( „Pośrodku", str.29 )

    Paulo Coelho napisał w jednym ze swoich felietonów „ Być może moje sny wydają się niedorzeczne, ale wolę nie ryzykować, muszę je realizować. Według mnie relacje między ludźmi przypominają ogromną i delikatną pajęczą sieć".

    Konieczność uzmysłowienia sobie własnego bytu poprzez ból, poprzez tożsamość czy poprzez nazwanie bólu bądź określenie tożsamości, nieważne...Ważne jest, że musimy wiedzieć, że istniejemy, czuć istnienie poprzez czucie ciała, czucie siebie w środku, naszych emocji. To daje gwarant jakiejś psychicznej dyspozycji. Zachowuje pion. Elementarna potrzeba bezpieczeństwa. Skonkretyzowanie bytu pod stopami, nad głową, za plecami...Jeśli to, co czujemy, co odbierają nasze zmysły jest iluzją to i nasz byt staje się niebytem, i odwrotnie. Karl Jaspers uważał, że „kwestionując rzeczywistość natrafiamy na granice nie do przejścia dla metod empirycznych". Dość przewrotnie ujął tę problematykę Dariusz Dorn pisząc, iż nasz niebyt stanowić będzie „absolutną porażkę mdłej tożsamości / pomiędzy bliźnimi" ( „Jeszcze bliżej niebytu", str. 61 ), a więc stan takowy prątkuje i zagraża. To nie jest tylko mój problem, że mnie nie ma i mojej rzeczywistości, to problem również tych, którzy koło mnie są. Bo to oznacza, że ich nie ma, a więc także i ich rzeczywistości. Taka łańcuchowa teoria na potwierdzenie lub zaprzeczenie bytu. I najważniejsze: refleksja nad wyborem jednostki. Salvador Dali uważał, że unicestwieniu ulega każda rzeczywistość, jeśli opleciona jest tylko i samym idealizmem ( Salvador Dali „Moje sekretne życie").

    Łańcuchowa teoria dotyka też ludzkiej, jakże przyziemnej, natury w dążeniu do zła i zatracaniu się w nim, choć „przecież wiedzieliśmy o końcu już na samym początku" ( „Zło", str. 56 ). Tak jak wiemy, a przynajmniej powinniśmy wiedzieć, że brak dobra jest ontologiczną podstawą zła zgodnie z filozofią Tomasza z Akwinu. Ale czy staramy się dość, by tego dobra było pod dostatkiem, czy też skłaniamy się bardziej ku nieuniknionemu przeznaczeniu (znów), ku fatum. Teoretycznie wiemy też na czym polega życie, inna sprawa czy żyć umiemy...Może nie udaje się nam tylko dlatego, że „za oknem wciąż ta sama codzienna fikcja" ( „Daleko od niej", str.55 )?

    Jest też w „ Z dna utopii" o tyranii, o politykowaniu, o siostrzenicy Adolfa Hitlera, o profanacji świętości, o Ukraince i o mięcie pisane różną techniką; raz rozłożystą raz zwięzłą frazą, wierszem wolnym bądź stroficznym, a wszystko to oplatane kadrami z filmu Fritza Langa z 1927 roku „Metropolis" w okładce z najnowszym designem autorstwa samego Dariusza Dorna, który jest również grafikiem i to z wykształcenia mieszkającym od 19 lat w Hamburgu. Swoją najnowszą książkę wydał w Instytucie Wydawniczym „Świadectwo" w Bydgoszczy, bo przecież „to miasto pójdzie za tobą (...) / nie ma innego morza / i nie ma innej ziemi" ( „Z Kawafisa (apokryf)", str.73 ).

    Dariusz Dorn: „Z dna utopii", Instytut Wydawniczy „Świadectwo", Bydgoszcz 2008, ss. 73

    Również tego autora