Jan Janusz Liczkowski - Książka - otwarty projekt

Przemierzając  górzyste, świętokrzyskie okolice, wjeżdżamy do wsi Dąbrowa Dolna w w gminie Bodzentyn….. Jest tu dom twórcy nietypowych książek i jednocześnie jego LIBERATORIUM - laboratorium książki Radosława Nowakowskiego. Wizyta tutaj i spotkanie z jego twórcą była jedną z atrakcji pleneru literackiego na Żeromszczyźnie. Przyjechaliśmy tutaj tłumnie, wszyscy, co przysporzyło gospodarzowi nieco problemów...

„Liberatorium”, to skromny, rodzinny dom z drewnianym poddaszem, wyodrębnionym do pracy. Do jego pracowni na górze, można wejść po schodach przypominających drabinę przystawioną do regału z książkami…


Z Radosławem Nowakowskim rozmawia Jan Janusz Liczkowski:


Jan Janusz Liczkowski: Źródła inspiracji?

Radosław Nowakowski: Wielką inspiracją dla mnie była lektura „Opisania świata” Marco Polo. Czytając tę książkę w młodości zadałem sobie pytanie, na które do dziś szukam odpowiedzi: czy świat da się opisać? a jeśli świat da się opisać, to jak to zrobić? Wszystkie moje książki tworzą cykl zatytułowany „Nieopisanie świata”. Słowo nieopisanie sugeruje jednocześnie niemożność opisania i wyjście poza pismo, poza samo pisanie, wprzęgnięcie do opowieści o świecie innych elementów, z których składa się książka. Stąd też każda moja książka jest inna, inaczej skonstruowana, jest kolejnym przybliżeniem...

J.J.L.: Najbardziej nietypowa książka?

R.N.: „Ulica Sienkiewicza w Kielcach” . To nie tyle opis głównej ulicy w Kielcach, co próba opisania tego, co dzieje się w głowie kogoś, kto idzie tą ulicą. Ta książka-ulica, książka-zdanie, bowiem każda ulica jest jednym wielkim zdaniem... Każda ulica to poemat, każda może zachwycić, każdą można przeczytać i odczytać. Ulica to także sposób w jaki ją przemierzamy. Ulica to zbiór zagadek, zaklęć, zaułków, pytań i nieprostych odpowiedzi… Rozkładamy tę książkę, bo jest ona dziesięciometrową makietą tejże ulicy, i zaczynamy czytać, oglądać, iść, spacerować...

J.J.L.: Jeszcze bardziej niezwykła książka?

R.N.: Jest u mnie książka, którą można czytać od góry do dołu i od dołu do góry. Za każdym razem odsłania inną warstwę poetycką. To opis świata tulejowego, zatem i książka ma kształt kilku tulei wsadzanych jedna w drugą. Wszystko kręci się i toczy. Także za sprawą zrytmizowania tekstu, (co nie dziwi, bo Nowakowski od czterdziestu lat gra na bębnach w zespole „Osjan”). - Muzyka to przecież też nieopisywanie świata...

J.J.L.: Co z innymi projektami „nieopisania świata”?

R.N.: „Nieopisanie świata – część trzecia”. Opus magnum. Opis niewielkiej działki w lesie w Górach Świętokrzyskich, kiedyś należącej do jego rodziców. Dookoła drewniany plot, pośrodku niewielki domek. Ta książka ma 365 kartek, tyle ile dni w roku… Każda strona jest oddzielną historią drzew, krzewów, ptaków, much, motyli, ludzi, mrówek, grzybów, kamieni, wszystkich istot i bytów tam mieszkających. Ta książka to także model tego miejsca. Pierwsze strony części dziennej są niebieskie (wszak jesteśmy w niebie), potem są strony zielone (zieleń, rośliny, krzewy), dalej inne kolory, a na dnie szarości i brązy – to gleba. Zaś część nocna to wędrówka w czasie, to historie i historyjki sięgające najodleglejszych eonów.

J.J.L.: Co jest kluczem do twojej książki?

R.N.: Każda książka to rozwiązanie jakiegoś problemu. Egzystencjalnego, psychologicznego, technicznego, formalnego, wewnętrznego, zewnętrznego lub jakiegokolwiek innego... Każda książka to zadanie, z którym muszę się uporać. Trochę jak matematyk. Jeśli je rozwiążę, zabieram się za następne.

J.J.L.: Przykład książki dotyczącej innego kraju?

R.N.: Książka pejzażowa z Norwegi. Opis nieodbytej podróży fiordem. Teksty polskie, angielskie i esperanckie układają się w porośnięte lasami góry odbijające się w ciemnej wodzie. Płyniemy, czytamy, oglądamy... Zdecydowana większość książek Nowakowskiego jest w wersjach dwu lub trójjęzycznych.

J.J.L.: Ekspozycje moich książek?

R.N.: Jest w Łodzi Muzeum Książki Artystycznej, w której są eksponowane również i te moje nietypowe książki… Brałem udział w wielu polskich i zagranicznych wystawach, festiwalach i targach książki. - Targi książki? – Och, po kilku dniach mam już dosyć tego zgiełku i chciałbym uciec do mojego nadziemnego książkowego królestwa...

J.J.L.: Jak konstruujesz swe ksiązki?

R.N.: Myślę kategoriami całej książki, a nie tylko tekstu... Książka to ład zorganizowany w słowach i poza nimi... Wymyślam książki zupełnie fantastyczne. Potrafię je napisać, narysować, wydrukować i oprawić. Potrafię je zbudować, studiowałem przecież architekturę. To daje mi całkowitą wolność w tworzeniu. Ceną tej wolności są bardzo niewielkie nakłady.

J.J.L.: Jak wygląda u ciebie praca nad książką?

R.N.: Praca nad książkami jest zawsze długa i mozolna. Zdarzają się olśnienia, sny, iluminacje. Potem te mniej lub bardziej fantastyczne pomysły trzeba zmaterializować, a to oznacza żmudną pracę codziennie od rana do nocy. A przecież tyle innych rzeczy jeszcze trzeba zrobić...

J.J.L.: Książki dla dzieci?

R.N.: „Kukuryki” – książka dla dzieci małych i dużych. Ponad czterdzieści krótkich i dłuższych wierszy „o niedużym świecie kurzym” napisanych, a właściwie nabazgranych kursywą, czyli pismem pochylonym w obie strony. Oraz kur i kuraków wierne wizerunki…

J.J.L.: Co z żywiołami w twoich książkach?

R.N.: Jest u mnie cała seria książek o żywiołach. Powinno ich być siedem. W naszej kulturze mamy ich cztery: wodę, ogień, powietrze i ziemię. Daleki Wschód dorzucił dwa: drewno i metal. Ja dorzucam jeden: plastik. Do tej pory powstały cztery książki: „Cztery rzeczy o wodzie” (szaroniebieskie kartki, tekst lekko pofalowany; Akwagrafia czyli o pisaniu na wodzie, Akwafonia czyli o graniu na wodzie, Akwatura czyli o budowaniu z wody oraz Lingua aqua), „Rzecz o ogniu” (kartki różnego formatu pomarańczowe i czerwone), „Rzecz o powietrzu” (delikatne szare litery na białym papierze), „6/7 rzeczy o drewnie” (tekst złożony czcionkami wyciętymi w drewnie jabłoni i wydrukowany na papierze pakowym). „Rzecz o plastiku” właśnie powstaje...

J.J.L.: Przestrzeń cyfrowa dla książki?

R.N.: Oczywiście. Na stronie internetowej mojego wydawnictwa www.liberatorium.com  są dwie opowieści hipertekstowe: „Koniec świata według Emeryka” oraz „Liberlandia”. Ta pierwsze skończona i zamknięta. Ta druga otwarta, ciągle rozbudowywana, poprawiana, przerabiana, jakby co chwilę drukowana na nowo... To jest możliwość jakiej nie daje papier. Nowa przestrzeń moich poszukiwań.

J.J.L.: Inne mapy w moich książkach?

R.N.: Oto mapa. Opis świata płaskiego. Mapa zmięta w kulę to globus. Świat kulisty. Zatem mapa to rozmięty, rozprostowany globus. Powstał już opis świata kanciastego, graniastego. Jak również opis świata tulejowego, który to świat nie jest ani plaski, ani kulisty. Powstaną opisy innych światów, a innych zadziwiających, niekiedy absurdalnych kształtach... Jakkolwiek niezwykłe byłyby kształty moich książek, punktem wyjścia i tak zawsze jest tekst. Tekst jest jądrem. A kiedy czuję, że nie wystarcza, wychodzę poza tekst i sprawiam, że wszystko jest znaczące, każdy element książki bierze udział w opowiadaniu tej lub innej historii. Na przykład często  używam odręcznego rysunku, przechodzę płynnie od rysowania do pisania...

J.J.L.: Czy książka nie wyparła zainteresowań i pasji muzycznych?

R.N.: Nie, We Wrocławiu na początku czerwca mam przygotowywać muzykę do Antygony. Dosyć szaloną, bo na dziesięć bębnów (kotłów). Spektakl będzie grany po grecku, więc ostatnimi dniami studiowałem zagadnienia antycznych stóp metrycznych i zastanawiałem się jak to przełożyć na bębnienie. Mam nadzieję, że jakoś przeżyję ten miesiąc w dusznym wielkim mieście, w prognozowanych wysokich temperaturach i w nieustannym łomocie.

J.J.L.: Książki zbudowane ze snu?

R.N.: „Kryminał somnambuliczny”... Przyśniła mi się kiedyś książka. Widziałem ją niezwykle wyraźnie. Chciałem ją zabrać z tego snu do jawy, ale ona gdzieś się po drodze zagubiła. Albo ktoś ją zabrał. Kto? Nie mogłem jej znaleźć na jawie, więc postanowiłem poszukać w snach. O tym opowiada ta książka. Wygląda zwyczajnie, zwyczajna jednak nie jest, ma swoją tajemnicę. Nie ma za to tytułu, bo tytuł mi się nie przyśnił. Mógłbym ją zatytułować „W poszukiwaniu zaginionej książki”, ale nie zrobiłem tak, nie będę przecież przeinaczał snów…

J.J.L.: Projekty na przyszłość?

R.N.: Pragnę, by książka była zawsze otwartym projektem, otwartą przestrzenią do twórczego wypełniania, dostępną dla mnie i czytelnika. Wbrew pozorom książka kryje w sobie jeszcze mnóstwo niezbadanych lądów.           

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

zloty motocyklowe