• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Odwiedza nas 272 gości oraz 0 użytkowników.

    Lesław Czapliński - „Pod kopułą milczącego nieba”

    Tak się złożyło, że „Milczenie” Martina Scorsese oglądałem nazajutrz po „Zerwanym kłosie”. Do pewnego stopnia jest to film dotykający podobnej tematyki, a więc konfrontacji ślepej wiary z okrucieństwem jej przeciwników, a także równie naiwny, tyle że bardzo sprawnie zrealizowany. I na dodatek w odznaczających się fotogenią egzotycznych plenerach podzwrotnikowych, z nasyconą zielenią bujnej roślinności.

    Na paradoks zakrawa, że w Japonii prześladowania chrześcijan wynikały nie tyle z nietolerancji, co z chęci ocalenia własnej tożsamości, skoro misjonarze żądali od konwertytów wyrzeczenia się dotychczasowego wyznania i niszczenia obcych obiektów kultu, choć św. Franciszek Ksawery starał się do pewnego stopnia wykorzystywać do celów ewangelizacyjnych miejscowe obyczaje – na przykład stroje buddyjskich bonzów zamiast habitów. A japońską tradycją było dokooptowywanie nowych wierzeń, jeśli tylko niosły ze sobą korzystne dla wspólnoty wartości. Stąd buddyzm znalazł dla siebie miejsce obok rodzimego shinto, nie zwalczając je i nie dążąc do jego wyparcia.

    Już sam wygląd dwóch jezuitów, podejmujących wyprawę do Japonii w poszukiwaniu zaginionego tam misjonarza Ferreiry, o którym docierają wieści, ze dokonał apostazji, a będącego kiedyś ich preceptorem, wpisany jest w zasady ejzensztejnowskiego typażu, mającego budzić podświadome skojarzenia i nastawienia emocjonalne o charakterze odruchowym. Po pierwsze raczej nie są urodziwi, po drugie pociągła twarz smagłego i ciemnowłosego ojca Garupe może budzić podejrzenie o skłonność do fanatyzmu, a z kolei wyrazistość rysów ojca Rodriguesa sugeruje jego nieustępliwość.

    Niedługo przed końcem filmu, uwięziony Rodrigues zetknie się z Ferreirą, który ma go przekonać do poddania się i wyrzeczenia wiary jako przykładu dla „zwiedzionych” przez misjonarzy japońskich wieśniaków. Dramat tamtego to przypadek człowieka złamanego: janczara z formacji osmańskich, duchowego muzułmana z hitlerowskich kacetów. Nie przyjął on buddyzmu, a może raczej shintoizmu, pod wpływem kryzysu i utraty dotychczasowej wiary i docenienia ich przesłania, lecz z powodów konformistycznych, dla ratowania własnego życia. Jego los staje się zarazem prefiguracją tego, co czeka głównego bohatera, choć jego trapi wcześniej bezsensowność ofiar ponoszonych przez nawróconych tubylców, skoro popełniane na nich gwałty nie spotykają się ze sprzeciwem Boga, którego tytułowe milczenie może podważać jego istnienie, dowodzić, że niebo jest puste. Ostatecznie, obydwaj, jako konwertyci, wieść będą uległy żywot, przeprowadzając kontrolę przywożonych z zagranicy towarów pod kątem zapobieżenia przemytowi chrześcijańskich akcesoriów liturgicznych. W przeciwieństwie do Rodriguesa, jego współtowarzysz Garupe pozostanie do końca wierny swoim przekonaniom, dzieląc los miejscowych chrześcijan.

    Jak już wspomniałem, film odznacza się starannością realizacji, w tym w zakresie prowadzenia aktorów. A także znacznym wyszukaniem plastyki zdjęć. I tak w prologu kamera, filmująca pionowo z góry zstępujących po schodach Rodriguesem i Garupe z wyprawiającym ich w daleką podróż Valignianim, sprawia, że ich sylwetki stają się mało znaczącymi znakami wtopionymi w pasiasty wzór, co stanowi metaforę ich bezwzględnego oddania sprawie? Podobne ujęcie powraca, gdy Rodriguez uwięziony zostaje w drewnianej klatce, redukując w ten sposób jego człowieczeństwo do sytuacji zaszczutego zwierzęcia. Z kolei całkowitą bezsilność torturowanego wieśniaka, zawieszonego za nogi, oddaje ustawienie kamery z jego perspektywy, a więc od dołu filmującej stojącego nad nim i pastwiącego się dygnitarza.

    Zabrakło mi natomiast wprowadzenia charakterystycznej dla japońskiego kina tak zwanej perspektywy Ozu, czyli kamery ustawionej na wysokości oczu osoby siedzącej z podkurczonymi nogami, w odniesieniu do ujęć z udziałem japońskich postaci.

    Przeniesienie do innej rzeczywistości sugeruje natomiast statek, niczym w filmach Herzoga bezgłośnie prujący rozstępujący się przed nim błękit morza, a wiozący obydwu bohaterów z Makao do Japonii.

    Z kolei rejs na wyspę Goto, gdzie na przybycie misjonarzy oczekują inni ukrywający się wierni, odbywa się pod osłoną nocy. Niesamowitości przydają mu opary mgły, spowijające łódź, i dwaj milczący przewoźnicy, nieco upiorni w automatyzmie swych ruchów, podczas gdy z mroku dobiegają odgłosy pojedynczych uderzeń bębna.

    Szkoda, że pieczołowitości w odtworzeniu realiów scenograficznych, nie towarzyszyła równa dbałość w odniesieniu do miejscowych przekonań religijnych, albowiem Buddzie nie oddaje się czci, podobnie jak Mahometowi. Między innymi dlatego, że nie jest on bogiem, lecz oświeconym, czyli tym, który zyskał ostateczne poznanie co do kondycji rzeczywistości. Takich buddów jest wiele, lecz jedynie ten historyczny, książę Gautama, rozgłaszał to publicznie po placach.

    Oczekiwałbym też dobitniejszego zaznaczenia znamion starcia cywilizacyjnego miast racji politycznej pragmatyki, zwłaszcza podczas konfrontacji Rodriguesa z gubernatorem Inoue, a potem Ferreirą. Bez tego jego późniejsza konwersja wydawać się może wyłącznie konformistycznej natury.

     



    „Milczenie”.

    Scen. Jay Cocks i Martin Scorsese na podstawie powieści Shusako Endo „Chinmoku”.

    Reż. Martin Scorsese.

    Zdj. Rodrigo Prieto.

    Muz. Kathryn Kluge, Kim Allen Kluge.

    2016