• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Odwiedza nas 274 gości oraz 0 użytkowników.

    Janusz Gryz - Nad jeziorem

    Jest upalne, letnie południe koniec sierpnia. Nieopodal widać płytkie jezioro w sosnowym lesie. Sucho i żywicznie pachnie tym lasem oraz jego poszyciem rozgrzanym oczeretem. W zatoczce wycięto trzcinę - est in arundineis modulatio musica ripis - nawieziono żółtego morskiego piasku, i utworzono kąpielisko dla dzieci. Rodzice leżą na ręcznikach, kocach, spacerują po brzegu, brodzą w ciepłej wodzie, fotografują. Panuje tu ogólny harmider, pokrzykiwania, śmiech. Z estrady obok przystani, dolatują dźwięki popularnych melodii. Panuje nastrój letniej beztroski, wakacyjnego, urlopowego far niente.

    Piasek pełen jest szyszek i kłujących sosnowych igieł. Na tym piasku, na kraciastym burym kocu, najdalej od brzegu, już pod szorstkimi czerwonymi pniami, rozłożyła się rodzina salowej z pobliskiej wsi. Kobieta ta ubrana jest w czarny jednoczęściowy kostium kąpielowy, który opina jej mocne czterdziestoletnie ciało. Jej dziewięcioletnia córka, co chwilę przybiega do niej z jeziora. Całe ciało dziecka pokryte jest błyszczącymi kropelkami wody, z mokrymi włosami przylepionymi do głowy i roześmianą twarzą, które raz chwyta dużego dmuchanego łabędzia, a raz piłkę i prosi o kanapkę.  Jest bardzo głośna w swym prostym zachowaniu wiejskiego dziecka, i tak uległa swoim nagłym porywom, że aż matka zwraca jej uwagę i często przywołuje do porządku. Na dziecku robi to jednak żadnego wrażenia, a jej silne nogi tylko migają w szalonym rozpędzie, wbiegając do jeziora rozpryskują wodę między opalającymi się.

    Kobieta ta, rozmawia głośno ze swą synową, bez skrępowania, stojąc na rozstawionych nogach i podpiera się pod bok jedną ręką. Ta zaś chodzi w kółko, z chłopczykiem może dwuletnim, który chybocze się na krzywych nóżkach, i idzie tam gdzie nie powinien. Czasem zapuszcza  w szuwary lub do lasu dalej już podmokłego, grząskiego, zarosłego paprociami, albo w kierunku leżącego opodal z zamkniętymi oczyma brzuchatego mężczyzny, który nieruchomo obejmuje dłonią puszkę piwa. Ta młoda matka zauroczona  swoim dzieckiem, szczęśliwa, rozkwitła w swym dwudziestoletnim macierzyństwie, z figurą jeszcze dziewczęcą, powabnie giętką, ale już bez tej zalotności, bez tej kokieteryjnej chęci podobania się. Osiągnęła w życiu to, czego pragnęła i choć młoda zdaje się, że zapomniała o młodości pochłonięta swym poświęceniem dla dziecka, które wypełnia jej cale życie.

    Rozmawiają głośno o sprawach rodzinnych, nieomal intymnych, rzucając od czasu do czasu jakieś słowo w stronę koca, na którym siedzi otoczona torbami trzecia kobieta. Jest ona siostrą salowej. Od chwili, kiedy rozłożyli tu koc, ona ani razu nie wstała. Siedzi w niezmienionej pozycji, z nieco pochylonym do tułowiem przodu. Nogi bardzo chude, ma wyciągnięte prosto i przykryte fałdzistą spódnicą w grochy, którą ciągle wygładza i poprawia białą dziecinną dłonią powleczoną delikatna skórą. Twarz ma małą, nieśmiałą, niesamowitą. Jest to twarz przedwcześnie postarzałego dziecka, w której lśnią matowo-szare pozbawione rzęs oczy. Na jej chudym obojczyku wisi wzruszający naszyjnik z korali. Odziana jest w białą bluzkę, na której, na ramionach i rękawach oraz u dołu, widać ciemnobrązowy haft z szafirowym jedwabiem.

    Nie bierze udziału w rozmowie, tylko przyjmuje rzucane jej z rzadka słowa. Czasem siedzi w zupełnym milczeniu, albo kiwa głową i odpowiada skwapliwie: tak, tak. Niekiedy podnosi równie chudą bladą rękę, nieważką, gdy skwarne słońce oślepiała jej twarz. Spod daszka drobnej dłoni długo patrzy na białe od upału bezchmurne niebo, na mieniącą się srebrną łuską – taflę jeziora, na której wolno przesuwają się żaglówki, rowery wodne, i na dokazujące przy brzegu dzieci. Ciągle przesypuje między palcami piasek, oczyszcza i układa znalezione muszelki. Jej twarz pogrążona jest w cichym smutku, a cień uśmiechu niekiedy pojawia się na jej wargach, może to za przyczyną wspomnień z przeszłości - może był ktoś taki, na wspomnienie którego jej samotne serce wypełniało się tkliwością?

    Na pomoście przeraźliwie skrzeczą karmione mewy, i poprzez ten ich diaboliczny krzyk przedzierają się z estrady i płyną melodyjnie sentymentalne słowa piosenki:
                        Ty pamiętasz tę muszelkę znalezioną nad Wigrami
                        Długo szumieć będzie jeszcze ożywiona wspomnieniami.