• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Odwiedza nas 281 gości oraz 0 użytkowników.

    Jakub Herold - Polska-Ukraina: mówmy o tym…

    Bardzo się cieszę, że miesięcznik literacki „Akant” na swoich łamach podejmuje się trudnej tematyki, jaką jest stan relacji polsko-ukraińskich, ze szczególnym uwzględnieniem jej wymiaru historycznego. W świadomości współczesnych Polaków wątek ukraiński funkcjonuje prawie wyłącznie w sferze ekonomicznej – imigracja pracowników z Ukrainy. Tym bardziej raduje niedawna organizacja konferencji naukowej pn. „Współczesne problemy obszaru postradzieckiego” na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, funkcjonowanie stowarzyszenia Klub Przyjaciół Ukrainy oraz licznych projektów Urzędu Miasta Bydgoszczy skierowanych do Ukraińców. Cieszą też coraz intensywniejsze kontakty na niwie kulturalnej i biznesowej z miastami partnerskimi Bydgoszczy na Ukrainie – Czerkasami i Krzemieńczukiem.

    Korzystając z okazji pozwolę sobie, odnieść się do wybranych tez z artykułów Karola Pastuszewskiego (wydanie ze stycznia 2017 roku) oraz Janusza Brzozy (wydanie z kwietnia 2017) dotyczących Ukrainy.

    Polska pomaga Ukrainie!

    W swojej publikacji K. Pastuszewski wyraża smutek z powodu zbyt małej jego zdaniem pomocy Ukrainie jakiej udziela jej Polska. Dobrze znam narrację, według której brak otwartego wsparcia militarnego (mimo, że polska pomoc wojskowa dla Ukrainy istnieje) jest określany jako brak jakiejkolwiek pomocy naszemu wschodniemu sąsiadowi. Tak nie jest!

    Opis pomocy Ukrainie udzielanej przez RP - nawet ogólny - nadaje się na osobny obszerny artykuł. Ja postaram się podać kilka przykladów.

    Od początku wybuchu wojny w Donbasie Polska bardzo aktywnie pomaga Ukrainie w pomocy uchodźcom, którzy byli zmuszeni opuścić swoje domy w strefie działań bojowych ATO. Rząd RP poprzez Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej pod Charkowem praktycznie stworzył i wyposażył ośrodek, w którym część uchodźców znalazła schronienie. Rządowych konwoi pomocy humanitarnej skierowanych do mieszkańców stref przyfrontowych było kilka, na łączną kwotę około 30 mln PLN. Osobiście byłem odpowiedzialny za rozprowadzenie pomocy w Berdiańsku i muszę przyznać, że paczki żywnościowe i tzw. higieniczne, stanowiły duże wsparcie dla przesiedleńców. W tym miejscu należy podkreślić, że pomoc humanitarna skierowana do naszego wschodniego sąsiada nie była wyłącznie domeną rządową. Liczba transportów humanitarnych organizowanych przez polskie parafie, samorządy terytorialne, organizacje pozarządowe, Caritas, NSZZ Solidarność czy nawet grupy znajomych-przyjaciół Ukrainy, jest trudna do oszacowania.  

    Ukraina przechodzi gruntowną reformę samorządową, której podstawą ma być ustanowienie odpowiednika polskiej gminy – hromady (powstałej z połączenia kilku mniejszych jednostek- wsi), w gestii której będzie podejmowanie istotnych decyzji rozwojowych i finansowych dla lokalnej społeczności. Krótko mówiąc o wiele więcej pieniędzy zostanie na miejscu – w hromadzie. Tylko w tym projekcie aktywnie bierze udział kilkudziesięciu ekspertów z Polski opłacanych przez polski MSZ.  Dla podniesienia umiejętności zawodowej urzędników nie tylko Ukrainy lecz całego Partnerstwa Wschodniego powstała w Warszawie Akademia Administracji Publicznej Partnerstwa Wschodniego. Polskie CBA opracowuje plany szkoleniowe dla współpracowników Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy.

    W listopadzie ub.r. polskie media obiegła wiadomość o podpisaniu umowy kredytowej dla Ukrainy na 68 mln. euro. Środki mają zostać przeznaczone na budowę dróg w zachodniej części Ukrainy. W Polsce leczyło się kilkudziesięciu żołnierzy i cywili, którzy ucierpieli na skutek działań wojennych w Donbasie i podczas walk na Majdanie Niezależnosti w Kijowie z oddziałami Berkutu Wiktora Janukowycza.

    Wsparcie wojskowe to nie tylko czołgi i myśliwce. To przede wszystkim usprawnienie kanałów dowodzenia, łączności, logistyki. To właśnie w tych obszarach aktywnie uczestniczymy. Pomocy medycznej i humanitarnej skierowanej do wojska wysłaliśmy na Ukrainę na kwotę wielu milionów euro. Pod koniec 2016 roku polskie media zelektryzowała wiadomość o wysłaniu na Ukrainę polskich komandosów w celu szkolenia ukraińskich jednostek specjalnych. Będąc członkiem NATO wątpię, czy możemy zrobić wiele więcej w kwestii pomocy militarnej.

    Nie uważam, żeby rozmiar pomocy udzielonej Ukrainie to było mało jak na nasz kraj, który sam nie przeszedł całkowicie drogi reform, a pod względem ekonomicznym odstaje od ekonomicznych liderów Europy.

    Na marginesie chciałbym podnieść delikatny problem poziomu morale ukraińskiej kadry dowódczej. Trzy lata temu ze ściśniętym sercem wszyscy obserwowaliśmy zupełny brak reakcji ukraińskiej armii na szybki blitzkrieg Krymu dokonany przez zielone ludziki, a w istocie przez rosyjskich komandosów. Wielu w Polsce i na Ukrainie zadawało sobie pytanie-czemu ukraińska armia nie walczy? To nie brak broni był problemem lecz ambiwalentny stosunek kijowskiej generalicji do wydarzeń na półwyspie. Sfrustrowani ukraińscy żołnierze otoczeni w swoich jednostkach przez wroga długimi tygodniami nie otrzymywali żadnego rozkazu z Kijowa. W rezultacie skończyła się im żywność. W tej sytuacji podejmowali decyzję   o porzuceniu jednostek i najczęściej pieszo, porzuciwszy broń, kolumnami przebijali się  z Krymu na lądową Ukrainę. Przy okazji podniesienia problemu decyzyjności okazało się, że wielu ukraińskich generałów  posiada poza ukraińskim także rosyjskie obywatelstwo. Nie jest też tajemnicą, że wielu z nich kształciło się w rosyjskich uczelniach wojskowych i posiada bardzo bliskie relacje ze swoimi rosyjskimi odpowiednikami. Wiemy o tym my Polacy, wiedzą o tym nasi sojusznicy w NATO. Ciężko mi w tej sytuacji wyobrazić sobie dostawę zaawansowanej techniki wojskowej na Ukrainę w postaci np. dronów. Moim postulatem w tej kwestii jest warunkowanie dostaw pomocy/uzbrojenia od zrzeczenia się przez całą ukraińską kadrę dowódcza każdego innego obywatelstwa niż ukraińskie.

    Kwestia czasu

    K. Pastuszewski w swoim artykule poddaje pod wątpliwość czy aby na pewno ten czas  (rosyjska agresja na Krym i Donbas) jest dla Ukrainy najlepszy na analizę zbrodni ukraińskich nacjonalistów przeciwko Polakom. Często na Ukrainie spotykam się z następującym zarzutem: „Ciekawe co by powiedzieli wasi powstańcy warszawscy gdyby na chwilę przerwać powstanie i zorganizować dla nich pokaz filmu o Targowicy” – przytyk do emisji filmu „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego. Różnica moim zdaniem jest fundamentalna. My, Polacy, nie kwestionujemy, że to haniebne wydarzenie miało miejsce w naszej historii. Młodzież uczy się o nim w szkole. Wstydzimy się jego. Co do kwestii nieodpowiedniego czasu, to proponuję autorowi spotkanie się z jeszcze żyjącymi polskimi i ukraińskimi! naocznymi świadkami-ofiarami Rzezi Wołyńskiej i wyperswadowanie im, że obecnie czas nie jest najlepszy do roztrząsania wrażliwych kwestii historycznych. Ja przyjąłem następującą taktykę: O Rzezi Wołyńskiej nie powiem niczego, czego bym nie powiedział w obecności Polaka z Wołynia czy Galicji Wschodniej.

    Prawdziwy brak wyczucia czasu zaprezentowali nasi wschodni sąsiedzi dwa lata temu podczas wizyty Bronisława Komorowskiego Kijowie. Kilka godzin po jego przemówieniu w Wierchownej Radzie jednoizbowy ukraiński parlament przegłosował ustawę gloryfikującą UPA. Czym kierowali się ukraińscy parlamentarzyści oklaskujący najpierw polskiego prezydenta, żeby potem podnieść tą samą rękę w geście poparcia dla UPA? Warto by się dowiedzieć, kim jest spiritus movens takiego nietaktu Wierchownej Rady w stosunku do Polski? W takich warunkach trudno oczekiwać, że Polska będzie tak aktywnym adwokatem Ukrainy w Brukseli jak dotychczas.

    Cieszy natomiast obecność w artykule K. Pastuszewskiego dość obszernego opisu walki Ukraińców w Wojsku Polskim podczas II wojny światowej. Według historyków co 10 żołnierz w WP był Ukraińcem. Czyli ponad 100 tys. żołnierzy. Podczas kampanii wrześniowej miały miejsce bitwy, w których Ukraińcy – lojalni obywatele II RP- odegrali główną rolę jak np. pod Bzurą czy Mokrą. Ostatnimi czasy w Polsce o udziale Ukraińców podczas wojny mówi się wyłącznie w kontekście udziału UPA w Rzezi Wołyńskiej, co jest karygodnym spłyceniem zagadnienia.

    Wszystko do jednego worka

    I tu przejdę do artykułu Janusza Brzozy.

    Już sam tytuł jest mylący: „W sprawie Ukrainy” powinno zostać zamienione na „Uwaga, nadciągają Upowcy”. W drugim akapicie autor pisze: „Mimo niemałej pomocy udzielonej Ukrainie przez nasz kraj, urosła tam fala antypolskiego nacjonalizmu. Zresztą trudno tu mówić o fali, ponieważ fala przypływa i odpływa, zaś antypolskość ukraińska ma charakter fundamentalny –na trwałe wpisany w uczucia i sposób myślenia. Znajduje to swój wyraz, mimo dramatycznej sytuacji w jakiej stoi obecnie, w powszechnym kulcie Bandery i UPA. Daje to wyraźną wskazówkę w jakim kierunku kształtować się będzie ich stosunek do nas.”

    Moim zdaniem postawienie znaku równości między współczesnym Ukraińcem a Upowcem  wyklucza Brzozę z poważnej dyskusji nad stanem polsko-ukraińskich relacji.

    Rok temu ukraińska grupa socjologiczna Rating opublikowała badania opinii publicznej. Wynika z nich, że 58% Ukraińców ma do nas pozytywny lub bardzo pozytywny stosunek, 35% neutralny, 5% negatywny, a 1% bardzo negatywny. W tym miejscu J. Brzoza zapewne zauważy, że przez rok wiele się w naszych relacjach wydarzyło. Zgadzam się. Przytoczę badania tej samej agencji (z ubiegłego listopada), która podaje, że Stepan Bandera cieszy się 35% sympatią i 46% antypatią wśród mieszkańców Ukrainy. To wzrost poparcia o 13% w stosunku do 2012 roku. Można zadać pytanie: Jak więc przeciętny Polak ma zrozumieć 58% przychylności do niego równocześnie z 35% poparciem dla Bandery. Postaram się to krótko wytłumaczyć.

    Ukraińcy w znakomitej większości postrzegają S. Banderę wyłącznie pod kątem jego walki z Armią Czerwoną. Ogólnie rzecz ujmując, współtwórca OUN-u nie jest kojarzony z opracowaniem planów pozbycia się Polaków z Ukrainy, lecz z narodowowyzwoleńczym ruchem, którego ideą naczelną było wyparcie sowietów z Ukrainy. Trudno w tym miejscu nie zauważyć, że poziom wiedzy o antypolskiej akcji przeprowadzonej podczas wojny na Wołyniu i Galicji Wschodniej przez UPA i OUN jest wśród naszych sąsiadów bardzo mizerny. Powoduje to kuriozalne sytuacje. Podam przykład: Podczas moich pobytów na Ukrainie przedstawiciele Prawego Sektora czy innych nacjonalistycznych formacji walczących na wschodzie kraju, goszcząc przybyszy z Polski zapewniają o swoich przyjacielskich zamiarach w stosunku do Polski prosząc jednocześnie o przekazanie im np. urządzeń termowizyjnych czy kamizelek kuloodpornych. Spotkania często odbywają się w ich lokalnych siedzibach, udekorowanych czarno-czerwonymi proporcami i portretami Bandery czy Szuchewycza. Wszystko przy akompaniamencie wykrzykiwanego nacjonalistycznego pozdrowienia: „Sława Ukrajini-Herojam Sława!”.

    Wniosek z tego płynie jeden-Ukraińcy słabo znają ciemne karty swojej historii i najwyraźniej nie spieszą się aby je poznać. Na dodatek jakąkolwiek krytykę przyjmują jako uderzenie w ich kraj i posądzają jej autora o prorosyjską prowokację. Konkludując, my, Polacy, powinniśmy wiedzieć jedno – S. Bandera w oczach współczesnych Ukraińców nie ma wymiaru antypolskiego tylko antyrosyjski. To samo dotyczy używanej symboliki, która nas tak razi i czemu zresztą  trudno się dziwić.

    Postulat

    Wracając do samego Stepana Bandery. Do dzisiaj nie doczekał się on solidnej biografii. Ukraiński historyk Jarosław Hrycak uważa, że te istniejące dzielą się na komunistyczne paszkwile i nacjonalistyczne hymny pochwalne. Postuluję zatem napisanie biografii S. Bandery przez Titmothy Snadera - wybitnego amerykańskiego naukowca specjalizującego się badaniach nad nacjonalizmami Europy Wschodniej i Środkowej. Profesor Snyder jest autorem wielu publikacji dotyczących historii Polski i Ukrainy cenionych zarówno nad Wisłą jak i nad Dnieprem. Ich walor upatrywałbym w bezstronności i braku zaangażowania emocjonalnego. Nawet do najlepszej pracy naukowej Polaka czy Ukraińca będzie automatycznie doklejana łatka posądzenia pisania na czyjeś zamówienie. Amerykański profesor będzie pozbawiony tego obciążeniu, a wyniki jego badań powinny zostać opublikowane przez Instytut Pamięci Narodowej i Instytut Nacionalnoj Pamjati. Bez retuszu!