• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Odwiedza nas 654 gości oraz 0 użytkowników.

    Idea ta przyświeca nieco zdziwaczałej bohaterce najnowszego filmu Agnieszki Holland według powieści Olgi Tokarczuk, mieszkającej na odludziu emerytowanej architektce Janinie Duszejko, której nazwisko wszyscy naokół przekręcają na Duszeńko. Angażuje się ona w opór stawiany miejscowej zmowie pomiędzy hodowcami zwierząt futerkowych i myśliwymi, a instytucjami mającymi stać na straży prawa (policja, straż miejska i prokuratura). Ale, jak to u Agnieszki Holland bywa, słuszna sprawa przybiera tendencyjną formę (rosyjscy żołdacy w „Gorączce”, sfanatyzowani katolicy w „Gorzkich żniwach”, mongoidalni esbecy w „Zabić księdza”), w której optyce świat dzieli się szlachetnych idealistów (grany przez Jakuba Gierszała cherubinkowaty Dyzio informatyk) oraz otaczających ich wrogich oportunistów, zredukowanych do antypatycznych cech, również fizycznych, a mających w odruchowy sposób budzić niechęć widza (na przykład postać sfrustrowanego listonosza).

    Tak się złożyło, że „Milczenie” Martina Scorsese oglądałem nazajutrz po „Zerwanym kłosie”. Do pewnego stopnia jest to film dotykający podobnej tematyki, a więc konfrontacji ślepej wiary z okrucieństwem jej przeciwników, a także równie naiwny, tyle że bardzo sprawnie zrealizowany. I na dodatek w odznaczających się fotogenią egzotycznych plenerach podzwrotnikowych, z nasyconą zielenią bujnej roślinności.

    W Polsce to cudzoziemcy muszą często przekonywać Polaków do wartości ich dziedzictwa czy upominać się o niezafałszowane fakty z ich historii.

    Przez długie lata uważano „Króla Rogera” Karola Szymanowskiego za utwór nierówny, co po części odpowiada prawdzie, ale po jego koncertowych wykonaniach i nagraniu przez Simona Rattle’a zaraz obwołano go największym polskim arcydziełem operowym.

    „Lotniskowiec” brytyjski już od wieków przyjmuje na swój pokład każdego, który jest użyteczny według zasady: „Wszystkie ręce na pokład”. Przybysze nie zajmują  jednak w jego strukturze wszystkich możliwych pozycji, nawet gdy ich dyspozycje i kwalifikacje predystynują ich ku temu. Ma więc miejsce celowa i mimowolna segregacja.

    Najłatwiej zaobserwować to po, siłą rzeczy rzucających się w oczy „kolorowych”, bez pejoratywnego znaczenia tego pojęcia, oczywiście.

    W czasach PRL-owskich  święto pracy – 1 maja – obchodzono całkiem hucznie i można by tak powiedzieć - dość specyficznie. Główną ulicą naszego miasta w godzinach przedpołudniowych, aż do wczesnego popołudnia, maszerował pochód. Szli ludzie pracy, jak się to wówczas mówiło oraz uczniowie i studenci. Wiwatowano i niesiono transparenty o politycznej, prosocjalistycznej treści. Władze chciały stworzyć powszechne wrażenie, że socjalizm, jest najlepszym z panujących ustrojów. Prawie wszyscy ludzie nie odnosili się jednak do głoszonych haseł całkiem serio, traktowali je jedynie właściwie jako wytwór ówczesnej propagandy. Ludzie ogólnie uważali pochód jako konieczny obowiązek, o czym może świadczyć też fakt, że po przemarszu wielu porzucało gdzie bądź pierwszomajowe szturmówki.

    Szkoła średnia, do której na początku lat siedemdziesiątych swego czasu uczęszczał Tadeusz, miała powszechną opinię utytułowanej w tym mieście. Tę reputację zachowała jeszcze z okresu przedwojennego, chociaż w czasach PRL-owskich profil kształcenia był już całkiem inny. Mimo tego nauczano tak jak kiedyś również łaciny i chociaż lekcje z tego języka nie były wcale obowiązkowe, to mimo wszystko niektórzy rodzice kierowali na ten przedmiot nawet słabszych uczniów.

    Jest upalne, letnie południe koniec sierpnia. Nieopodal widać płytkie jezioro w sosnowym lesie. Sucho i żywicznie pachnie tym lasem oraz jego poszyciem rozgrzanym oczeretem. W zatoczce wycięto trzcinę - est in arundineis modulatio musica ripis - nawieziono żółtego morskiego piasku, i utworzono kąpielisko dla dzieci. Rodzice leżą na ręcznikach, kocach, spacerują po brzegu, brodzą w ciepłej wodzie, fotografują. Panuje tu ogólny harmider, pokrzykiwania, śmiech. Z estrady obok przystani, dolatują dźwięki popularnych melodii. Panuje nastrój letniej beztroski, wakacyjnego, urlopowego far niente.

    Bardzo się cieszę, że miesięcznik literacki „Akant” na swoich łamach podejmuje się trudnej tematyki, jaką jest stan relacji polsko-ukraińskich, ze szczególnym uwzględnieniem jej wymiaru historycznego. W świadomości współczesnych Polaków wątek ukraiński funkcjonuje prawie wyłącznie w sferze ekonomicznej – imigracja pracowników z Ukrainy. Tym bardziej raduje niedawna organizacja konferencji naukowej pn. „Współczesne problemy obszaru postradzieckiego” na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, funkcjonowanie stowarzyszenia Klub Przyjaciół Ukrainy oraz licznych projektów Urzędu Miasta Bydgoszczy skierowanych do Ukraińców. Cieszą też coraz intensywniejsze kontakty na niwie kulturalnej i biznesowej z miastami partnerskimi Bydgoszczy na Ukrainie – Czerkasami i Krzemieńczukiem.

    Są na świecie rzeczy, o których się nie śniło FIŁOZOFOM...
    Tak mawiała Stasia od św. ZYTY, kiedy to cały jej ŚWIAT stawał naraz okoniem: KOZA się zerwała z postronka i jak opętana – w jakowymś wariackim widzie – gnała pod jabłonkę co to rosła za szkołą w OWIE; WESTFALKA się uprzykrzała – rozpalić nie chciała... ooo dymiła JAK JASNY GWINT; nawet pompa się na podwórzu zacinała... jęczała... wodą nie bulgotała i tak jęcząc, wypluwała ze swego wnętrza jakoweś MĘTY…

    Nikt we wsi nie kwestionował jego niepoukładania i tego, że w jego głowie panował zamęt Przytulał koty i karmił ptaki, ludziom dłoń podawał, gdy głową w dół spadali.
    Łapał wiatr w polu, a potem w kominie słuchał jak huczy.
    Nie miał nic, co zwykło nazywać się Szczęściem.
    Jedno co miał to wielkie serce i oczy, które widziały więcej.
    …A Sumienie grzało się w ich blasku. Było czyste… Spokojny sen co noc darowało.
    To ono było jego Szczęściem.

     

     

    Czasami, gdy wszystko się chwieje, niepewnym bytem zdaje się być...
    Czasami, gdy tak się dzieje, wcale tak nie musi być. Spójrz...
    Zobacz słońce jak maluje na murach i jak błękit nieba wtóruje mu z chmur.
    Ujrzyj trawę zieloną jak trzeba, a nie zgniecioną od trosk ciężkich stóp.
    I kota, który łazi po płotach niczym kuglarz, majstersztyk.
    Wypatrz kwiaty co kwitną pod oknem, które o poranku strzepują krople snu.
    Tyle zdarzeń dookoła, które z wiatrem, nie pod wiatr płyną w oka mgnieniu w realny świat.
    I jeżeli coś się chwieje to na linie cień, który walca tańczy z wiatrem, krok za krokiem, z cienia w cień.

     

     

    Strona 1 z 3