Hubert Ostoja-Dybowski - Gracje frasobliwe

O gracje wy moje nad rzeką zastygłe
W secesyjnym splocie włosów
W secesyjnym splocie sukni
Dalekie jesteście od wiotkich lat panny
Od nagiego pluskania wśród śmiechów jak perły

Ciała wasze syte gorączką miłowania
Ciała wasze dojrzałe trudami narodzin
Ciała wasze dostojne ogniskiem domowym
Nie dla was więc rzeka i nagość i pustoty –
Beztroski minionej żal

A jednak jak dawniej spotkanie we trójkę –
Antyczne pozy otwarte rozmową
W czas zawieszony od natłoku dnia
 I tylko na twarzy więcej dziś pytań
I tylko uśmiech jest bardziej znużony

O gracje wy moje czemuście w zadumie?
Czy na wydatkach szczędzicie do pierwszego?
Czy to niepokój o pracę dla męża?
A może córkę nie chwalono w szkole?
Lub obiad wykipiał chwilą nieuwagi?

Jaki by nie był wasz powód do zmartwień
Mądrością kobiet siłą słabości
Wiem że zdejmiecie go z serca
I słońce wam wróci na twarze

Tymczasem trwajcie gracje frasobliwe
Czułą ręką rzeźbiarza
Na chwałę codzienności i na moją radość
Nad Brdy sennym nurtem brązem pociemniał

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

zloty motocyklowe