Pająk nie wie, że buduje swoją nieśmiertelność
Tkając arcydzieło
Kabir wiedział, że tka nieśmiertelną nić poematu
Ale nie robił tego z myślą o przyszłych ofiarach
Tylko wtajemniczeni wiedzą
Że poezja ma ich więcej na koncie niż wojny                                     

 

 

fala bólu nadciąga przypływem cierpienia
pojednanie z nicością i nigdy nic więcej
chociaż w środku krzyk jeden to twarz jak z kamienia
by nie dać satysfakcji załamują ręce

nad twym losem życzliwi oni dobrze wiedzą
co dla ciebie najlepsze więc rób co ci radzą
udawaj nawet wdzięczność jak zając pod miedzą
serce na śnieg rzucone i pokryte sadzą

zaszczuci i sprzedani luksus wybaczania
nie jest naszym udziałem zbyt nisko się kłaniać

musieliśmy czas długi nie stać więc nas na to
by po latach wybaczać tak sędziom jak katom

osądzani bez prawa do słowa obrony
pogrzebani za życia przeszłości demony

tańczą na naszych grobach zjawy wśród kurhanów
dziedzictwo chłopskich buntów i krew jaśniepanów

okradani ze wspomnień ani słowa skargi
wydawani codziennie na pastwę starości
pustka w oczach jak otchłań zaciśnięte wargi
i chłód w sercach bo szczęście już w nich nie zagości

obojętność bezbrzeżna wobec losów świata
własny kąt jest ważniejszy bo ogrzać pozwala
przy piecu dłoń skostniałą gdy na stare lata
przez ciało się przelewa dreszczem mrozu fala

śnieżna biel rękawiczek plamy krwi na dłoniach
dyplomaci się raczą kawiorem w salonach

partnerem do dyskusji dzik nadziany kaszą
bo to przecież za wolność tak waszą jak naszą

żrą wciąż aż do przesytu po nich choćby potop
głodnym kości rzucają bo gardzą hołotą

w dobie wioski globalnej zagrażają światu
intrygi i knowania sfory psychopatów

wszelkie kształty które kiedykolwiek
kojarzyłaś ze mną teraz możesz
wyrzucić z pamięci -
to, co powinnaś wiedzieć,
to jakie mam kontakty i gdzie
kładę na noc ręce: zawsze mogę
potrzebować pierwszej pomocy,
spaść z łóżka i nie móc wrócić;
wtedy przyda się twoje obycie
z moją skórą, jeśli zacznie widnieć,
pamiętaj - poranki są jak drobne
skaleczenia i od ciebie zależy, jak
zniosę ból rozstania i słoneczne
światło wdzierające się gwałtem
w szczeliny kołdry, w oczy.