Grzegorz Pełczyński - Dwa zdjęcia

Pani Irena lubiła w południe wygodnie usiąść w fotelu, by poczytać gazetę. Coraz rzadziej natomiast oglądała telewizję, która już nie była taka jak dawniej. Pani Irena wolała gazetę, nawet jeśli w jakimś numerze nie było nic ciekawego.

Jednak tego dnia gazeta zawierała wiele interesujących artykułów, zwłaszcza w dziale medycznym. Pani Irena czytała z dużym zadowoleniem. Zaparzyła sobie też herbatę, aby pokrzepić się podczas frapującej lektury.

Aż natknęła się na artykuł pod może nieco ckliwym tytułem „W ramionach matki, w granicach kraju”. Do tekstu dołączono fotografię kilkumiesięcznego, uśmiechniętego chłopczyka. Zaczęła czytać.

Młodzi małżonkowie nie mogąc w Polsce znaleźć pracy, wyemigrowali do Niemiec. Tam pracę znaleźli. Nie zarabiali zbyt dużo, ale na swoje potrzeby wystarczająco. Po roku urodził im się synek, któremu dali imię Piotr. Kochali go bardzo. Ona zrezygnowała z pracy, by móc się nim opiekować. Kiedyś do ich mieszkania przyszła jakaś kobieta. Jego akurat nie było, a ona właśnie nakarmiła i uśpiła dziecko. Nieznajoma coś do niej mówiła po niemiecku, ale ona nic nie mogła zrozumieć. Potem podsunęła jej jakiś urzędowy dokument i kazała podpisać, co też posłusznie uczyniła. Z kolei Niemka podeszła do łóżeczka Piotrusia, wzięła go i skierowała się do wyjścia. Matka pobiegła za nią. Ale przed drzwiami mieszkania stało dwóch policjantów.

Wkrótce mąż wrócił do domu. Przeczytał niemiecki dokument. Oświadczono w nim, że państwo przejmuje opiekę nad dzieckiem, ponieważ rodzice nie są w stanie jej sprawować. Jeszcze tego samego dnia poszli do znajomej, która od wielu lat mieszkała w Niemczech. Ta nie potrafiła im nic doradzić, ale znała sprzątaczkę pracującą w domu, gdzie przetrzymywano dzieci zabrane rodzicom. Już nazajutrz mieli od niej wiadomości o Piotrusiu. Dowiedzieli się, że osadzono go na parterze, w pokoju numer sześć.

Postanowili go stamtąd zabrać i uciec do kraju. Przez trzy dni obserwowali dom z porwanymi dziećmi. On znalazł pretekst, żeby do niego wejść i przez kilka minut dobrze poznał rozkład pomieszczeń na parterze. Wszystko to pomogło im zaplanować akcję. Zamiar swój urzeczywistnili w nocy. Ojciec Piotrusia przedostał się do budynku przez zepsute okno w piwnicy. Niezauważony przemknął do pokoju numer sześć. Zabrał synka i tą samą drogą wyszedł.

Przy murze oddzielającym podwórze od ulicy czekała jego żona. Nogą przesunął jedną z porzuconych tutaj skrzyń. Wstąpił na nią i ostrożnie, by nie zawadzić o druty kolczaste, podał maleństwo matce. Lecz gdy sam przechodził przez mur, usłyszał z budynku jakieś okrzyki. A więc strażnicy zauważyli, co się stało.

Uciekali samochodem w stronę granicy. Przezornie wybrali dłuższą trasę, spodziewając się, że będą ich ścigać na tej prowadzącej prosto do kraju. Po kilkunastogodzinnej podróży szczęśliwie wjechali do Polski…

Kończąc artykuł, pani Irena była bardzo podekscytowana. Serce biło jej mocno, drżały dłonie. Spojrzała na ścianę naprzeciwko miejsca, gdzie siedziała. Tam wisiała fotografia Jurka w staromodnej ramce. Patrzała na nią dłuższą chwilę, aż się rozpłakała.

Jurek był jej młodszym bratem. Gdy wybuchła wojna, miał zaledwie półtora roku. Ponieważ ojciec przebywał w niewoli, a matka musiała pracować, ona zajmowała się nim po kilka godzin dziennie. Pewnego razu bawiła się z Jurkiem w ogrodzie przy domu. Niespodziewanie weszli do niego jacyś Niemcy. Jeden z nich ujął ją pod brodę i przez moment bacznie się jej przyglądał. Potem powiedział coś, w czym wyczuła niezadowolenie, i odsunął ją na bok. Natomiast chłopczyka wzięła na ręce jakaś kobieta.

Gdy skończyła się wojna, jej matka i ojciec, który wrócił ze stalagu, zaczęli szukać Jurka. W tym celu nawet dwa razy wyjeżdżali do Niemiec. Niestety, bez skutku. Po śmierci rodziców ona kontynuowała poszukiwania, ale brata nie znalazła. Niemcy skrupulatnie kamuflowali tożsamość porywanych dzieci.

Tego dnia nie mogła się już uspokoić. Przestała wprawdzie płakać, ale zaczął wstrząsać nią gniew, który następnie zamienił się w poczucie bezsiły. W nocy w ogóle nie mogła zasnąć. Wydawało się jej, że już nigdy nie wstanie z łóżka, że niebawem umrze. A wtedy dowie się wreszcie, co się stało z jej braciszkiem.

Jednak wstała i przystąpiła do zwykłych czynności. Zjadła śniadanie, nastawiła zupę na obiad. A później wycięła z gazety zdjęcie Piotrusia, oprawiła w ramkę i powiesiła obok zdjęcia Jurka.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież