• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Z archiwum

    Andrzej Lewandowski - MIŁOŚĆ POETY

    W styczniu 1851 roku, na jednym z petersburskich balów karnawałowych, wybitny rosyjski poeta i prozaik hrabia Aleksiej K. Tołstoj spotkał tajemniczą młodą, damę ukrywającą swoją twarz pod balową maseczką. Nie bez trudu udało mu się zawrzeć z nią znajomość, która wkrótce przerodziła się w głębokie , w pełni odwzajemnione uczucie, mające w przyszłości odmienić całkowicie życie i twórczość pisarza. Tajemniczą nieznajomą była, żyjąca w separacji z mężem, 23-letnia Zofia Andrejewna Miller. Odznaczała się ona nie tylko urodą, ale również nieprzeciętną inteligencją, wykształceniem, szerokimi zainteresowaniami i wysoką kulturą osobistą. Znała kilkanaście języków obcych, interesowała się filozofią, literaturą i była wytrawną koneserką sztuki. Jej literacki gust wysoko cenił Iwan Turgieniew, który przedstawiał jej do oceny swoje nowe utwory. Tołstoj odnalazł w Zofii to, co sam nazwał „twórczym echem" i czego konsekwencją było całkowite przewartościowanie przez niego stosunku do swej twórczości oraz zmiana filozofii życiowej. Historia miłości Aleksieja i Zofii była długa i dramatyczna. Początkowo oboje nie byli pewni trwałości tak gwałtownego uczucia, które w dodatku spotykało się z potępieniem ze strony otoczenia. Mąż Zofii nie chciał wyrazić zgody na rozwód, a matka pisarza wręcz chorobliwie jej nie znosiła. Dylematy moralne bardzo silnie związanego uczuciowo z matką i głęboko religijnego pisarza, potęgowało jego poczucie winy za cierpienia ukochanej kobiety. Dopiero po długich 12-tu latach, po uzyskaniu przez Zofię rozwodu, zakochani mogli wreszcie połączyć się szczęśliwym węzłem małżeńskim. Ta trudna miłość zaowocowała u poety niezwykłą liryką miłosną, dla której próżno szukać analogii w poezji rosyjskiej. Był to swego rodzaju pamiętnik duszy poety, odznaczający się nadzwyczajnie  czułą delikatnością oraz głęboką empatią okazywaną ukochanej kobiecie. Nic dziwnego, że poezja ta zyskała sobie ogromną popularność wśród czytelników, a muzykę do niej komponowali twórcy najwyższej miary jak Michał Glinka, Piotr Czajkowski, Mikołaj Rimski-Korsakow czy Sergiusz Rachmaninow. Zdumiewać może nieobecność tej niezwykłej liryki w polskich przekładach, a w konsekwencji jej nieznajomość wśród polskich miłośników poezji.
    Przygotowując obszerny wybór wierszy A.K. Tołstoja we własnym przekładzie, postanowiłem zaprezentować czytelnikom AKANT-u pięć liryków związanych z osobą Zofii oraz jeden, zainspirowany pewnym wierszem Goethego i będący subtelnym wyrazem tęsknoty za utraconą młodością. Półtora wieku temu miłość poety wytrzymała próbę czasu. Czy wytrzymała o wiele dłuższą próbę czasu liryka będąca owocem tej miłości – odpowiedź dadzą sobie Czytelnicy AKANT-u.

                                            
        

    Joanna Dziedzińska - Dietrich (część I )

    Dziewczęta lubią Dietricha, zawsze lubiły, Berta, Marga i Liselotte, bo Dietricha nie można nie lubić, bo Dietrich pachnie książkami, bo ma uśmiech z innego świata, bo mówią, rozminą się z epoką. Romantyk, mówią, kiedy Marga dostaje od niego pierwsze granatowe bratki – W kolorze twoich oczu – i pierwsze wierszowane listy.

    Jakiś czas później Dietrich wyznaje, że wszystko przepisał z Goethego, a Marga śmieje się tylko, bo przecież wie.

    Dietrich rzadko słucha, jemu wszystko trzeba powtarzać dwa razy. Nosi okulary, które wciąż zsuwają mu się z nosa, a w oczach ma marzenie, cały czas, ale jakie? Kto tam wie, o czym może marzyć taki Dietrich? Liselotte wie i nie może przestać się śmiać, kiedy wyobraża go sobie maszerującego w pierwszym szeregu, ciągle poprawiającego te swoje okulary.

    Dietricha nie można traktować poważnie. Nie można i już, bo romantyk, bo uśmiech z innego świata, bo to wciąż ten sam Dietrich, a że teraz już słucha? Zwyczajna rzecz, teraz wszyscy przyzwyczaili się do słuchania, teraz nie ma chwili, żeby nie było czego słuchać.